czwartek, 31 grudnia 2015

Za chwilę powitamy NowyRok.

Chu chu cha , idzie zima zła. Szkoda tylko , że bez śniegu. Trochę zmarzliśmy z Natalią rozkładając fajerwerki. Właśnie dlatego , że nie ma śniegu, zajęło nam to sporo czasu. Trzeba było użyć machiny piekielnej, zwanej młotkiem i wbijać metalowe rurki w zmarzniętą ziemie. To zajmuje trochę czasu. Co innego, gdy jest śnieg. Wystarczy wtedy wbić rurkę w śnieg, bądź bezpośrednio patyk od rakiety i gotowe. Gdy my walczyliśmy ze zmarzniętą ziemią,  bąble zajęły się układaniem puzzli Akcja ratunkowa plus  Tatuaże i Samoloty – Puzzle Magic Decor.  Chyba im się spodobały, bo gdy wróciliśmy do domu z Natalią, ferajna nadal zajęta była układaniem. Nie interesowała ich impreza Sylwestrowa dorosłych w pokoju obok. Dopiero , gdy my zasiedliśmy do stołu , dołączyły do nas. Od razu zasypując nas pytaniami o to, kiedy odpalimy fajerwerki. Nie bardzo chcą czekać do północy. Tym bardziej , że w około słychać i widać już wybuchy sztucznych ogni. Widać ,że nie tylko bąble nie mogą się doczekać. To jeszcze tylko trochę ponad dwie godziny i zaczniemy odliczanie.

środa, 30 grudnia 2015

Będzie się działo.

Już jutro ostatni dzień tego roku. Nawet nie przypuszczałem ,że tak szybko minie. Trochę się wydażyło, trochę się zmieniło. Ogólnie jednak to był dobry rok. Dziś wybrałem się na zakupy, wraz z siostrzenicą. Trzeba przygotować jakąś impreze Sylwestrową. Ruszyliśmy więc na szybki rajd po sklepach. Jakieś przekąski,  napoje i napojeJ. No i oczywiście fajerwerki. Bez tego, ani rusz. Nawet imprezy weselne w pobliskiej restauracji, nie mogą obyć się, bez fajerwerków. Co dopiero sylwester. Dzieciaki czekają cały wieczór właśnie na to. W sumie nie tylko one. Dorośli, też lubią takie rzeczy. Od kilku lat obserwuję nawet, coś jakby rywalizację między sąsiadami. Kto przygotuje się lepiej do uczczenia tej nocy. My z Natalią też poczyniliśmy odpowiednie zakupy. Jutro będzie trzeba wszystko przygotować. Odpowiednio zabezpieczyć, by młodszej części Sylwestrowej ferajny nic się nie stało. Sztuczne ognie, mogą stworzyć niesamowite widowisko, ale mogą być też niebezpieczne. Tym bardziej gdy w pobliżu, będą małe dzieci. Trzeba zadbać o bezpieczeństwo. Dla tego, kupiliśmy z Natalią puzzle dla maluchów. Gdy my będziemy przygotowywać fajerwerki , bąble zajmą się układaniem puzzli Akcja ratunkowa – Puzzle + Tatuaże i Samoloty – Puzzle Magic Decor. Wszystko oferowane przez sklep Trefl. Mam nadzieje, że bąblą się spodoba, a my spokojnie się przygotować do naszego pokazu sztucznych ogni.

Wojtek kierowca.

Dziś odwiedziła mnie kuzynka, ze swoim mężem i małym Wojtusiem.  Wojtek to jej wnuczek. Mały roześmiany słodziak. Nie było chwili, by nie zwracał na siebie uwagi. Gdy tylko ktoś zwracał się w jego stronę, natychmiast na jego buzi pojawiał się uśmiech. Chwilę później brał do rączki małe maskotki, które miał w wózku i, machał nimi  jakby pozdrawiał wszystkich w okół. Gdy wziołem go na ręce w pierwszej chwili myślałem , że będzie trochę speszony , może nawet się rozpłacze. Widział mnie pierwszy raz , więc nie zdziwiło by mnie to. Nieraz z pozoru odważne dzieci, rozpłakiwały się , gdy tylko ktoś obcy brał je na ręce. Jednak nie Wojtek. Od razu po wyjęciu z wózka zajął się moimi włosami. Zaczął próby  pozbawienia mnie owłosienia:).  Gdy znudził się już włosami , przeszedł do tarmoszenia mnie za ucho. Potem do robienia trąbki z mojego nosa. Oczywiście wszystko to z rozbrajającym uśmiechem. Odpuścił  dopiero gdy przeszliśmy do następnego pokoju, gdzie zobaczył zabawki pozostawione przez  Jacka i resztę ferajny. Na widok samochodów z kolekcji  Siku - Farmer. Na czele z kombajnem do kukurydzy wygioł się mocno w ich stronę i zaczoął wydobywać z siebie radosne , lecz stanowcze dzwięki. Sugerujące mi , że mam przenieść go w to miejsce. Gdy tylko wylądowaliśmy na podłodze w pobliżu samochodów, od razu zaczeła się ostra jazda. Zachowywał się tak jakby  chciał wziąć wszystkie te samochody na raz i ruszyć w sobie tylko znanym kierunku:). Chyba będzie kierowcą:). Spodobały mu się nawet - Auta - 3x Story Puzzle, które leżały na segmencie. Co prawda , minie jeszcze sporo czasu nim będzie sam układał takie puzzle ,ale obrazek bardzo mu się spodobał.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Mali farmerzy

Zabawkowego szału ciąg dalszy. Jeszcze nie opadły emocje z wigilii, gdy bąble dostały swoje wymarzone prezenty. I jak wczoraj przewidywałem, że nie pogniewałyby się, gdyby Mikołaj przyszedł też w NowyRok, tak dziś dostałem zamówienie na kolejne prezenty. Chłopaki, gdy zobaczyli nowy kombajn z serii Siku Farmer, który dostał Jacek, sym kolegi. Od razu zapragnęli zostać małymi farmerami. Nie ważne że jeszcze kilka dni temu, jedynym pojazdem , który był w stanie ich zainteresować, było Ferrari, no może jeszcze Aston Martin niejakiego Bonda. Teraz każdy, chce mieć kombajn, albo przynajmniej ciągnik. I na pewno, nie chcą czekać na to do następnej gwiazdki. Na szczęście na stronie TREFL  widziałem bardzo dużą ofertę tego typu zabawek.  Kolekcja Siku – Farmer w sklepie TREFL jest imponująca. Od prostych maszyn , przez ciągniki , po kombajny. Mały farmer na pewno znajdzie tu coś ciekawego dla siebie. Chłopcy wybrali dla siebie Siku  - Farmer  traktor z przyczepą i kombajn do buraków, z tej samej kolekcji.  Wstyd się przyznać , ale sam bym się bawił takimi zabawkami.

niedziela, 27 grudnia 2015

Kombajnista.

Święta święta i po świętach. Tylko dzieciaki mają jeszcze tydzień. Tydzień na zabawe, i nie trzeba je do tego przekonywać. Ilość zabawek pod choinką, była imponująca. Teraz każde dziecie zajęte jest nowym prezentem. Przynajmniej do czasu , gdy ów prezent się nie znudzi. Rodzice po szale zakupów , mogą chwilę odpocząć. Ale jak znam dzieci , to tylko chwilę. Nowy Rok,to też dobry czas na prezenty. W sumie, sam też bym nie pogardził jakimś drobiazgiem. Uśmiech na twarzach dzieciaków po rozpakowaniu prezentów, sprawia , że i dorośli, są zadowoleni. Bo jak nie cieszyć się widząc Mateusza , który oznajmia z uśmiechem od ucha do ucha , że ma nową grę – Memos – Kraina Lodu. Czy widząc jak syn kolegi, dla którego prezenty przyszły na mój adres, skacze z radości wykrzykując, że dostał Siku Farmer - Kombajn do kukurydzy. Chwilę później zamieniając parkiet w pole kukurydzy, którą kosił nieznużenie do wieczora.  Szybko znalazł kolegów do zabawy , chłopcy przynieśli swoje pojazdy z serii Siku 16 samochód do transportu drewna i  Super - Laweta z koparką.Trzeba było przeprowadzić chłopaków do drugiego pokoju, bo nie można było przejść między zapracowanym kombajnistą i kierowcami ciężarówek.

środa, 23 grudnia 2015

Zamiast lpienia bałwana.

Zostały ostatnie chwile na przygotowanie świątecznych potraw. Dokończenie porządków. Jutro zasiądziemy przy wigilijnym stole, wcześniej przełamując się opłatkiem. Tradycji stanie się zadość. Choć może nie do końca. Za oknami bardziej wiosna niż zima. I raczej nie stanie się cud i w nocy nie spadnie śnieg. Przynajmniej u mnie. Bez tego elementu Boże Narodzenie jest jak Wielkanoc. Dzieciaki  zamiast lepić bałwana, czy jeździć na sankach. Jeżdżą na rowerze, a lepienie bałwana zastąpiły zabawą w piaskownicy. I ciężko je stamtąd zabrać. Mimo ciepłych dni, jak na zimę, piaskownica to nie jest  dobre miesce na zimowe zabawy. Dziś jednak w piaskownicy królował Siku 16 samochód do transportu drewna. Kupiony niedawno w sklepie TREFL razem z  Siku Super - Laweta z koparką. Chłopaki wozili wszystko co się dało, a próby sprowadzenia ich do domu, skazane były na niepowodzenie. Dopiero obiad sprawił , że z czerwonymi polikami i samochodami załadowanymi , czym się da. Wrócili do domu.

czwartek, 17 grudnia 2015

Kurier.

Rano kurier przyniósł przesyłkę ze sklepu TREFL. W przesyłce była gra dla Mateusza – Memos – Kraina Lodu. Obiecałem mu , że Mikołaj przyniesi mu tę grę pod choinkę. W przesyłce przyszły jeszcze puzzle ramkowe – Farma i Siku Farmer - Kombajn do kukurydzy John Deere. Kombajn wykonany jest z metalu z elementami plastikowymi. wiele ruchomych części oraz gumowe koła. W szystko to sprawia ,że od zabawki nie mogą oderwać wzroku nawet dorośli Perfekcyjnie wykonane nawet najdrobniejsze elementy, to robi wrażenie.  Musiałem szybko go schować, inaczej nie było by niespodzianki dla małego Krzysia, syna kolegi. Między innymi dla tego przesyłka przyszła do mnie a nie do niego.   Przed małym Krzysiem nic nie da się schować. Kolega dużo zabawek kupuje w sklepach internetowych i syn przyzwyczaił się , że gdy przychodzi kurier z paczką , to na pewno jest to coś dla niego. NA szczęście Mateusz tak nie reaguje i mogłem schować prezenty.

środa, 9 grudnia 2015

Skrzat.

Dziś wpadła do mnie Marika z małym Olem. Tym samym pogodnym olem z którym układałem – Kąpiel Prosiaczka, czy puzzle – Farma. Kiedyś rozmawialiśmy  o roślinach doniczkowych. Obiecałem jej wtedy, że dam jej Grubosza, potocznie zwanego drzewkiem  szczęścia i Grudnika inaczej kaktus  bożonarodzeniowy.  A że święta tuż tuż, Grudnik będzie jak znalazł jako ozdoba. Nim weszliśmy do domu, chwilę spędziliśmy w ogrodzie. Wczoraj posadziłem pięć różaneczników, które czekały na to od wiosny kiedy to je zakupiłem. Marika miała ze mnie niezły ubaw. Gdy powiedziałem, że kwiaty przy których stoi posadzone zostały wczoraj tj. 8 grudnia. Ale to nie moja wina, że zima przypomina wiosnę, a wcześniej nie miałem czasu, albo chęci. Małemu Olowi, spodobały się różaneczniki. Zaraz, gdy tylko podeszliśmy bliżej rabaty, puścił rękę mamy i zaczoł chować się za krzewami. Wyglądał jak mały skrzat. Gdy już obeszliśmy „zimowy” ogród, przenieśliśmy się do domu. Mały skrzat też. W domu jednak mały Olo był  trochę marudny, ale tylko do momentu, gdy zobaczył pudełko z puzzlami -101 Dalmatyńczyków, które zostawiła wczoraj Julka. Musiał przypomnieć sobie jak ostatnio się razem bawiliśmy, bo chwilę później puzzle leżały już na środku pokoju, a Olo wymownie patrzył w moją stronę. Uśmiechając się tak jak tylko  on potrafi.

wtorek, 8 grudnia 2015

Smutny Mateusz.

Dzieciaki nadal żyją Mikołajkami. Każde nosi swój prezent, nieodstępując go na krok. Najbardziej jednak cieszy się Julka. Dziś przyszła  przesyłka z prezentem dla niej.-  Arts&Crafts - Kreatywne scenki - Klinika dla pluszaków.w niedzielę  cieszyła się z puzzli -101 Dalmatyńczyków. Dziś  cieszy się jeszcze bardziej z dodatkowego prezentu. Tylko Mateusz, jakby trochę był niezadowolony. Też chciałby dostać jeszcze coś dodatkowego. Nawet już powiedział, że chciałby grę  - Memos - Kraina Lodu. Teraz nie mam wyjścia, jeszcze raz muszę zajrzeć do sklepu TREFL. Zamówić tę grę.najpierw jednak zbiorę zamówienia od reszty dzieciaków, żeby nie zamawiać cały tydzień, albo jak tym razem w ostatniej chwili. Jeszcze tylko muszę przekonać Mateusza, aby zgodził się, by  grę przyniósł Mikołaj pod choinkę.  Bo na razie chce mieć ją już.wtedy jednak ja będęmusiał wymyśleć coś nowego pod choinkę. Przez chwilę chciał  dostać takie same puzzle jak Julka, na szczęście udało się mu wytłumaczyć, że jedne puzzle z pieskami wystarczą. Wtedy poprosił o grę. Uśmiech dziecka – bezcenne, więc czas na zakupy.

niedziela, 6 grudnia 2015

Co w bucie?

Od samego rana dzieciaki ruszyły, zobaczyć , co takiego Mikołaj włożył im do buta. Całe szczęście, że z siostrą włożyliśmy prezenty do butów już wczoraj. Czwilę po tym jak maluchy poszły spać. Dziś wstały, gdy za oknami było jeszcze ciemno. Po chwili słychać było – co dostałeś, dostałaś od mikołaja. Myślę , że prezenty były trafione. Dzieciaki od razu zaczęły się nimi bawić. Julka była chyba najbardziej ucieszona z prezentu. Od razu przybiegła do mamy, chwaląc się , że dostała puzzle z pieskami. Kupiłem jej puzzle 101 Dalmatyńczyków. Dostanie jeszcze Arts&Crafts - Kreatywne scenki - Klinika dla pluszaków, ale to dopiero jutro, albo w poniedziałek. Zbyt późno zamówiłem ten prezent w sklepie internetowym TREFL i nie zdążył dotrzeć na Mikołajki. Nie mówiłem jej o tym, więc będzie miała niespodziankę.  

piątek, 4 grudnia 2015

Zakupów ciąg dalszy.

Mikołajkowych zakupów ciąg dalszy. Jak na razie wszystko kręci się wokół  Mikołajek. Z siostrą pojechaliśmy dziś, kupić resztę prezentów Mikołajkowych dla dzieciaków i nie tylko. O sobie też pomyśleliśmyJ. Trochę zajęło nam chodzenie po sklepach, by wybrać odpowiednie prezenty. Siostra miała łatwiej. Przechwyciła J list do św.Mikołaja. Ja musiałem wymyślać sam. Na szczęście wczoraj przy zamawianiu części prezentów w sklepie TREFL natrafiłem na wiele ciekawych rzeczy. Część  kupiłem w tym sklepie, część kupiłem dziś na mieście.  Ze sklepu TREFL zamówiłem jeszcze Arts&Crafts - Kreatywne scenki - Klinika dla pluszaków. To jako dodatkowy prezent dla Julki. Wczoraj zamówiłem jej  puzzle – 101 Dalmatyńczyków.  Dziś jednak stwierdziłem , że to za mało i z samego rana  zamówiłem jeszcze wspomniane Arts&Crafts - Kreatywne Scenki - Klinika dla pluszaków.  Jest to  wyjątkowa zabawa kreatywna. Rozwija wyobraźnię!  Z planszetek wchodzących w skład zestawu, możemy tworzyć scenki, które można komponować według własnego pomysłu. Opowiadając w ten sposób historyjkę, która została na nich stworzona Na odwrocie planszetek znajdują się dwie ilustracje do samodzielnego pokolorowania. A , że  Julka lubi kolorowanki, to myślę , że będzie zadowolona. Na mieście kupiłem jeszcze karty do gry, ale to już prezent dla mnieJ.

Siostra natomiast kupiła całą masę puzzli dla dzieci. Co roku robi taki zakup dla pobliskiego domu dziecka.

czwartek, 3 grudnia 2015

Mikołajki tuż tuż .

Miikołajki coraz bliżej. Wczoraj jeszcze zamówiłem w sklepie internetowym TREFL, kilka rzeczy na prezenty Mikołajkowe.  Dla małej Julki puzzle – 101 Dalmatyńczyków. Zawsze gdy przychodzi z mamą w odwiedziny ma ze sobą pluszowego pieska. Myśle, że spodobają jej się te puzzle. Dla Mateusza, brata julki wybrałem , też w sklepie - TREFL  figurkę   antylopy szablorogiej. Antylopa szabloroga z serii figurek Animal Planet Mały Mateusz kolekcjonuje te figurki. Ma już pokaźną kolekcję. Wszystkie figurki pochodzą właśnie ze sklepu internetowego TREFL. Dlatego wiedziałem gdzie ich szukać. Figurki te są tworzone ręcznie. Dzięki temu, oferowane figurki wiernie oddają szczegóły anatomiczne zwierząt, są trwałe i bezpieczne dla dzieci. Sam pamiętam jak w dzieciństwie zbierałem takie figurki. Były równie wiernymi kopiami zwierząt. Oczywiście w miniaturze. W dotyku jednak były już mniej atrakcyjne niż te oferowane dzisiaj.NA stronie sklepu w opisie tej figurki. Znalazłem sporo ciekawych informacji, jak na przykład wielkość zwierzęcia, mapę z zaznaczonym regionem występowania, czy łacińską nazwę zwierzaka. Figurka w raz z informacjami dotyczącymi zwierzęcia, które przedstawia, to już nie tylko zwykła zabawka, ale zabawka edukacyjna. Polecam.

piątek, 27 listopada 2015

Czerwone twarze.

Po wczorajszej wełnie mineralnej obaj z Tomkiem wyglądamy jak oś dziwnie. Podkrążone oczy, czerwone twarze. Normalnie Indianie w środku Europy. Dzieciaki mają z nas ubaw. Gdy tylko wróciły ze szkoły i przyjechały z mamą do nas. Nazywają nas Indianami. Biegają wokół domu i zatykając dłonią usta wykrzykują – łu łu łułułu!!!. Wczoraj, grzecznie grały w – Kalejdoskop 50 gier, a dziś biegają na złamanie karku. Wpadając co chwila do środka i pytając nas z jakiego jesteśmy plemienia. Chwile później wybucha salwa śmiechu i wybiegają z powrotem na dwór. Agnieszka z trudem przywołała dzieciaki do domu.  Po tym bieganiu, to one miały teraz czerwone buzie i całe były spocone. Ciepłe kurtki , bieganie, ile sił w nogach i dzieciaki całe mokre. Na tyle, że Agnieszka zdecydowała się na powrót do domu. Dzieciaki musiały się  przebrać. Inaczej mogły by się przeziębić,pozostając w chłodnym pomieszczeniu w mokrych ubraniach. Z Tomkiem stwierdziliśmy, że na dziś, też kończymy i wracamy do domów.  Nic się nie stanie, gdy  raz skończymy wcześniej. Poza tym Tomek obiecał dzieciaką, że poukłada z nimi puzzle - Przyjaciele z Krainy Lodu, a potem razem obejrzą Shreka. Ja dziś wieczorem nam zamiar nadrobić zaległości w czytaniu. Na pulpicie komputera mam niedokończoną powieść Leopolda Tyrmanda  „Zły”.

czwartek, 26 listopada 2015

Gryzący kurz.

Kolejny tydzień remontu mija. Teraz jednak zaczyna być widać efekty naszej pracy. Skończyła się demolka, burzenie , kucie. Jest kończenie malowania. Zostało, położenie podłóg, montaż nowych gniazd elektrycznych itp. Jeszcze łazienka, ale nie dojechała mozaika, więc trzeba odłożyć to pomieszczenie. Tomek dziś skończył malowanie. Mieliśmy zacząć układanie podłóg, niestety zadzwoniono ze sklepu z informacją , że w tymn tygodniu transport nie dotrze.  Przenieśliśmy się  więc na strych. Wciągnęliśmy tam na początku remontu kilkadziesiąt rolek wełny mineralnej. Jednak do tej pory nie było czasu, by ją rozłożyć, aby ocieplić strop. Gdy my walczyliśmy z wełną, do domu przyjechała Agnieszka z dziećmi. Projektuje sobie meble kuchenne i przyjechała jeszcze raz spojrzeć na pomieszczenie. Przypomnieć sobie, gdzie są doprowadzone media, by dobrze umiejscowić zmywarkę, piekarnik do zabudowy itd.  Dzieciaki w tym czasie weszły do nas na górę. Chciały byśmy zagrali z nimi w – Kalejdoskop 50 gier, albo w- • Memos - Kraina Lodu, którą również zabrały. Niestety byliśmy zajęci. I nawet nie chodzi o to ,że jesteśmy napaleni na pracę. Rozkładanie wełny jednak, wiąże się z  przebywaniem w gryzącym kurzu. Kurz jest wszędzie. Gryzie w oczy, nos, każdy odkryty kawałek ciała natychmiast zaczyna swędzieć. Dlatego też stwierdziliśmy, że bierzemy się ostro do pracy. Nie schodzimy prędzej, niż dopiero gdy skończymy, by niemusieć już tutaj wchodzić. Ponownie mieć kontakt z tym kurzem i żeby nie brudzić ubrań.   Dzieciaki szybko zeszły ze strychu. Gryzący kurz z wełny mineralnej,  to nie jest środowisko dla dzieci

środa, 25 listopada 2015

Brrrr. Zimno.

Brrrr. Zimno, chyba trzeba będzie zajrzeć głębiej do szafy. Rano musiałem pojechać do miasta. Niestety jestem skazany na komunikację publiczną. A to już wiąże się z długimi minutami spędzonymi na przystanku.  Dziś jednak, mroźny wiatr sprawiał, że nie było to przyjemne. Na szczęście, z przystanku zgarnęła mnie koleżanka. Jechała do pracy, przy okazji odwożąc dzieci do przedszkola. Ma dwie bliźniaczki, są identyczne. Dwie ciągle uśmiechnięte buzie wyglądające z burzy złotych loków. Przybiły ze mną piątkę. Na moje pytanie, dokąd jedziecie? Odpowiedziały, do pseckola. Lubicie przedszkole? – taaak. A co dziś będziecie robić w przedszkolu?. Będziemy układać puźle. A jakie puzzle. Luźne - Jej wysiokość Zosia i Balbie super księźniczka. Nawet nie zauważyłem,kiedy dojechaliśmy na miejsce. To znaczy ja dojechałem. Koleżanka z dziewczynkami, pojechały dalej. Z powrotem nie miałem już tyle szczęścia. Musiałem odstać swoje oczekując na przyjazd autobusu, a że jeszcze nie przestawiłem się na zimowe ubrania. Po powrocie, trząsłem się jak galareta.

niedziela, 22 listopada 2015

Jerzy Jeż.

Dziś udało mi się wreszcie usunąć liście z ogrodu. Niestety musiałem to zrobić za pomocą grabi. Zawsze odpalałem kosiarkę i jazda. Tym razem stwierdziłem, że w niedzielę nie będę hałasował sąsiadą. W sumie wyszło mi to na dobre. Trochę ruchu na świeżym powietrzu  zawszę się przyda. Choć przy remoncie domu Tomka  nie siedzę, to jest to jednak co innego. Wszystkie kolorowe liście z ogrodu wylądowały w rogu działki, obok kompostownika. Zbudowałem tam willę dla jeża. Willa składa się z dwóch europalet, ułożonych jedna na drugiej. A na nich piramida z liści zebranych w ogrodzie. Mam nadzieje, że zamieszka tam Jerzy jeż. Kolczasty koleś, który kręci się czasem po działce.  Co prawda ten mój jeż nie nosi na grzbiecie jabłek jak jeże w kreskówkach dla dzieci. Jest jednak równie spoko jeżem. W upalne letnie dni, zawsze późnym popołudniem, wędrował do oczka wodnego. Ugasić pragnienie. Na początku, uciekał na widok człowieka w rabaty z bylinami. Z czasem jednak, gdy zobaczył, że nikt nie robi mu krzywdy. Nie próbuje go przepędzić. Przestał uciekać. Co prawda nie daje się pogłaskać , ale może to i lepiej. W końcu to dzikie zwierze i niech tak zostanie. Teraz siedzę przed komputerem, przeglądam strony ze sklepami z zabawkami. W piątek kupiłem prezenty dla dwójki bąbli. Teraz próbuje wybrać coś dla reszty chrześniaków i nie tylko. Na stronie sklepu Trefl  znalazłem nasę puzzli i gier planszowych.  Między innymi moją ulubioną – 5 sekund, czy Kalejdoskop 50 gier. Dziś tylko zorientuję się w ofercie sklepu. Może uda mi się coś wybrać. Są duże szanse, bo oferta sklepu jest imponująca. Polecam !.

sobota, 21 listopada 2015

Miało być ognisko.

Tak jak myślałem, pomoc bąbli skończyła się nim tak naprawdę się zaczęła. Gdy zobaczyły, że w miejscu przeznaczonym na ognisko. Ułożone w stos, są szczapy drewna. Sprzątanie ogrodu poszło w niepamięć.  Zapytały tylko, czy na pewno dam im obiecane rybki do oczka. Pewnie że dam. I to od razu. Wziołem kasiorek i zaczęliśmy odłowy. Dzieciaki są niesamowite. Zaczęły wybierać z pośród pływających w oczku rybek. Oczywiście każdemu podobała się inna rybka i oczywiście jego była najładniejsza. Gdyby zostawić bąble, bez opieki , wyłowiłyby wszystkie rybki. Po połowach wzięły wiadra z rybkami i zaniosły je do swojego oczka. Wróciły już z rodzicami.  Rozpaliliśmy ognisko. Bąble szybko chwyciły za kijki do kiełbasek i zameldowały się w kuchni. Gdy już kijki były uzbrojone w kiełbaski, szybko wróciły na ognisko. Niestety pogoda nie była dla nas dziś łaskawa. Ledwo kiełbaski się upiekły i zaczoł padać deszcz, a przez chwilę nawet grad. Trzeba było ewakułować się do domu. Deszcz był na tyle silny, że w kilka minut zgasił ognisko. Bąble przez chwilę z nadzieją patrzyły w okno, lecz z ogniska już nie unosił się nawet dym. Zmuszeni do spędzenia sobotniego dnia w czterech ścianach. Zaczęliśmy grać w – 5 sekund. Bąble jednak szybko zrezygnowały z towarzystwa dorosłych i przeniosły się do drugiego pokoju. Tam grały w - Memos - Kraina Lodu. Ogród przyjdzie mi sprzątać w niedzielę, bo od poniedziałku do pracy u Tomka.

piątek, 20 listopada 2015

Na każdym kroku Mikołaj.

W tv coraz więcej reklam z Mikołajem. W markecie budowlanym dziś widziałem już choinki. W śród ludzi na ulicy coraz częściej przewija się temat prezentów. Przechodząc obok stoiska z zabawkami , ledwo mogłem się przecisnąć obok mam wyszukujących czegoś szczególnego dla swoich pociech. Buszowały, aż miło w setkach misi, lalek, przeróżnych klocków. Sam choć w markecie byłem po coś z zupełnie innego działu, dłuższą chwilę spędziłem na tym właśnie stoisku. Musiałem się zoriętować w asortymencie. Zauważyłem, że dużym zainteresowaniem cieszy się moja ulubiona gra – 5 sekund. Widać to było również przy kasie, gdzie na taśmie transportującej nasze zakupy, ta właśnie gra pojawiała się chyba najczęściej. Stałem w kolejce do kasy , aż dwa razy, bo zapomniałem kupić ładowarki do baterii. Skleroza, siostra moja rodzona, dała znać o sobie. Wracając po ładowarkę, sam kupiłem tą grę na prezent. Dobrałem jeszcze -  Barbie - super księżniczka. Pierwszą dwójkę mam odhaczoną.   Resztę prezentów  na Mikołajki, mam zamiar kupić w przyszłym tygodniu. Jednak w kilku przypadkach, będę musiał powtórzyć zakupy jeszcze przed wigilią J. Bąble nie odpuszczą wujkowi J.

czwartek, 19 listopada 2015

Zima idzie.

Prognozy pogody zaczynają straszyć nas przymrozkami. Jakiś śnieg też ma zacząć padać. Muszę bujnąć swoje jestestwo. Zabrać się za okrywanie roślin w ogrodzie. Przynajmniej zacząć je przygotowywać. Trzeba odwiązać winorośl od drutów podtrzymujących. Żeby swobodnie mógł dogiąć się do ziemi. Inaczej łozy mogą się łamać. Na sobotę będę miał małych pomocników. Bąble sąsiada mają pomagać mi w sprzątaniu ogrodu. W zamian ja mam dać im kilka rybek do oczka wodnego. Rybki dostały by i tak, ale jeśli same to zaproponowały ok. Na koniec przygotuję im małe ognisko. Na razie jednak nie mówie im o tym. Inaczej musiał bym rozpalać ognisko już od rana. Choć pewnie i tak właśnie tak będzie. Bąble po kilkunastu minutach grabienia liści, znudzą się i będzie trzeba zorganizować im jakoś czas. Latem wystawił bym stół w ogrodowej altanie. Zaproponował zagranie w - Memos - Kraina Lodu, albo w – Kalejdoskop 50 gier. Miały by zajęcie na kilka godzin.  Przy tej pogodzie jednak takie rozwiązanie odpada. Ruch na świeżym powietrzu, jak najbardziej, ale siedzenie przy stole już tylko w domu i to przy napalonym kominku. Inaczej sąsiedzi mieli by przez najbliższy tydzień szpital w domu.

środa, 18 listopada 2015

Latające piłki.

Chciałbym jeszcze wrócić do puzzli z małym Olem. Gdy tak sobie układaliśmy – Kąpiel Prosiaczka i Farmę, tzn. ja układałem a Olo zabierał elementy i układał je obok siebie.  Zaczołem udawać obrażonego. Robiłem smutną minę i odwracałem głowę w drugą stronę. Wtedy mały Olo łapał mnie za łokieć i ciągnął tak długo, aż się do niego odwróciłem. Wtedy puszczał muj łokieć. Brał elementy puzzli , które wcześniej z taką radością zabierał z ułożonego obrazka. Czy to z Kąpieli Prosiaczka, czy Farmy i odsuwał je na miejsce. Gdy elementy były już w miejscu , gdzie wcześniej był ułożony obrazek. Olo roześmianą buzią stukał paluszkiem w puzzle, pokazując mi w ten sposób, że mam je znów ułożyć. Widząc jego roześmianą buzię, śmiejące się oczy można by tak się bawić w nieskończoność. Był tak zaangażowany w zabawę, że gdy Marika przyniosła przygotowywane małe co nie co, ani myślał oderwać się od zabawy.   W końcu jednak po długich i stanowczych przekonywaniach mamy, wziął się za jedzenie. Jednak nie trwało to długo. Po kilku łyżeczkach z powrotem zaczoł pokazywać paluszkiem na puzzle. I znów ten rozbrajający uśmiech. Marika stwierdziła, że widzimy się tak żadko, że nie będzie przerywać zabawy. Olo zjadł kilka łyżeczek przygotowanej zupki, więc nie jest głodny. Nie będzie nalegać na zjedzenie reszty. Jednak puzzle w końcu się znudziły małemu Olowi, nagle wstał i przyniósł z pokoju obok koszyczek z małymi piłkami. I wtedy się zaczęłoJ. Piłki latały wszędzie.Tylko Marika nie była już tak zadowolona. Ciekawe dlaczego ? J J.

wtorek, 17 listopada 2015

Układanie puzzli.

Wybrałem się dziś w odwiedziny do koleżanki z poprzedniej pracy. Dawno się nie widzieliśmy. Wcześniej, gdy pracowaliśmy razem. Lubiliśmy z sobą rozmawiać. Marika jest teraz na urlopie wychowawczym. Zajmuje się małym synkiem. Ja musiałem zmienić pracę. Syn Mariki ma rok i dwa miesiące, i jest to prawdziwy słodziak. Gdy wszedłem do mieszkania trochę się wstydził. Ostatni raz widziałem go, gdy miał niecałe trzy miesiące. Nie mógł mnie pamiętać. Szybko jednak przełamaliśmy lody. Gdy jego mama wychodziła do kuchni, zrobić kawę, czy przygotować małe co nie co małemu. Brał mnie za rękę i prowadził do kuchni. Aby pozwolić mamie przygotować jedzenie dla syna. Zaczołem układać z małym puzzle dla dzieci. Marika zgromadziła niezłą ich kolekcje. Z szawki w której się znajdowały, wziołem puzzle ramkowe – Farma, a mały Olek z całej masy pudełek z puzzlami. Wybrał jeszcze – Kąpiel Prosiaczka.   Ułożyliśmy się wygodnie na podłodze i zaczęliśmy układanie od – Kąpieli Prosiaczka. Choć bardziej było to rozkładanie, niż układanie. Gdy tylko ułożyłem obrazek. Mały Olo  wyciągał rączkę i zabierał kolejne elementy puzzli z rozbrajającym uśmiechem na buzi.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Pokój dziecięcy.

Zaczoł  się kolejny tydzień remontu domu Tomka. Co prawda ja dopiero dziś byłem pierwszy raz w tym miesiącu, ale Tomek też nie był zbyt wiele razy. Trafiło mu się zlecenie na remont pokoju. Właściciele spodziewają się dziecka i chcieli przygotować pokój przed przyjściem na świat nowego członka rodziny.  Planowali  remont od dawna, ale jakoś im zeszło, aż do teraz. Tomek wymienił drzwi, okno. Pokój zyskał też nową podłogę, na której leży teraz dywanik z Kubusiem Puchatkiem. Ściany, na których wcześniej była tapeta. Zostały pokryte gładzią. Każda z nich ma inny kolor, a na jednej z nich Tomek namalował motyw z puzzli dla dzieci – Kąpiel Prosiaczka.  Znam ten motyw bardzo dobrze. Nieraz układałem je z maluchami sąsiada. Pamiętam jak rozbawiła mnie ich nazwa. Wcześniej Tomek rozważał namalowanie innego motywu. Również z puzzli dla dzieci - Barbie i jej super przyjaciele. Ostatecznie jednak właściciele zadecydowali, że ma być motyw z puzzli – Kąpiel Prosiaczka. Maleństwo którego się spodziewają, to chłopiec , dlatego  Barbie była bez szans.

niedziela, 15 listopada 2015

Beztroskie dzieciństwo.

Kolejny dzień barowej pogody. O spacerze w ciepły jesienny weekend można zapomnieć. Chyba, że ktoś lubi spacer w deszczu.  Ja lubie, ale gdy jest to ciepły letni „kapuśniaczek”, a obok idzie niebieskooka, filigranowa blondynka, której burze blond loków owy kapuśniak ułożył idealnie na ciele.  A dziś obok mnie nie ma, ani filigranowej blondynki, ani to co leci dziś z nieba, nie jest ciepłym letnim kapuśniakiem.  W TV jak to w weekend, powtórka goni powtórkę. W przerwach, powraca koszmar z trzynastego. Banał weekendowego kina, przeplatany newsami z ulic Paryża.  Gdzie zgineło tak wiele niewinnych ludzi. Zabitych przez… czy to też byli ludzie? Na szczęście wpadli do mnie znajomi z dziećmi. Oderwali mnie od ekranu telewizora. Do którego byłem dziś jakby przyklejony {paraliż telewizyjny}. Co prawda nie dało się uniknąć tematu zamachów i dywagacji na temat dokąd zmierza ten świat. Na szczęście z wybawieniem przyszły nam dzieci.  Znudzone wysłuchiwaniem samych pesymistycznych komentarzy. Zaproponowały nam zagranie w – Kalejdoskop 50 gier. To zupełnie odmieniło atmosferę. Jak chyba każdy, gdy był dzieckiem. Nie mogłem się doczekać, kiedy będę dorosły. Teraz  gdy moje dzieciństwo to prehistoria, nieraz chętnie wrócił bym do tamtych czasów, gdzie nie przejmowałem się  doniesieniami programów informacyjnych o krwawych zamachach na niewinnych ludzi. A beztrosko mogłem bawić się z rówieśnikami. Tak jak teraz dzieci znajomych. Beztrosko bawią się ze sobą. Grają ze sobą w  - Memos - Kraina Lodu, czy zapraszają nas dorosłych do gry w – Kalejdoskop 50 gier. Zostawiając problemy tego świata na późnie

środa, 11 listopada 2015

ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI.

Dziś 11 listopada. Święto Niepodległości. Dzień wolny. Zabrałem chrześniaczkę do miasta na uroczystości związane właśnie z tym świętem. Po oficjalnej częśći, zapaliliśmy znicze pod pomnikiem upamiętniającym żołnierzy walczących o niepodległą ojczyznę. Później zrobiliśmy sobie spacer na cmentarz. Zawsze gdy jestem na cmentarzu, czy to w Święto Zmarłych,  czy właśnie w Święto Niepodległości  idę na grób Nieznanego Żołnierza. Zapalam lampkę. Dziś też, przy okazji zabierając ze sobą młode pokolenie. Aby niezapomniało o tym, że kiedyś jakiś anonimowy  żołnierz zginoł. Walcząc z najeźdzcą  o wolność i niepodległość. O to, byśmy mogli sami decydować o naszym państwie.  Byśmy mogli chodzić z podniesioną głową, bez obaw o jutro.  Po powrocie Natalia  stwierdziła , że dawno razem nie graliśmy w żadną grę i trzeba to nadrobić. A wolny dzień jest dobrą okazją.  Padło na - 5 sekund . Dawno razem nie graliśmy. Natalia ostatnio widziała reklamę tej gry w TV.  Stąd  propozycja zagrania właśnie w tą gre. Oboje jesteśmy jej fanami. W trakcie gry, dołączyła do nas młodsza siostra Natali, Agnieszka.  Gdy my byliśmy na obchodach  święta niepodległości  ona układała  puzzle - Wesoły dzień Zosi. Ale gdy tylko zaczeliśmy grę , dołączyła do nas.

środa, 28 października 2015

Błysneło.

W poniedziałek  Tomek miał wyjazd , jutro ja nie mogę. Mam kilka spraw do załatwienia. W  piątek Tomek wyjeżdża do Szczecina. Remont w tym tygodniu zbyt nie postępuje. Może po nadchodzącym święcie pójdzie lepiej. Dziś obaj jakoś nie mieliśmy chęci do pracy. O ile rano mieliśmy jeszcze ambitne plany pozbawienia resztę ścian starych tynków. O tyle z każdą godziną cel ten stawał się, nie do osiągnięcia. Jakby zeszło z nas powietrze. Ożywiliśmy się dopiero, gdy Tomek trafił młotowiertarką na przewód o którego istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Błysnęło, aż miło. Avengers (Puzzle Magic Decor) mogłyby zyskać nowy motyw, bo Tomek też świecił w ciemnościJ J. Na szczęście wiertarka ma plastikową obudowę i nic mu się nie stało. Był tylko błyski w tej samej chwili „wyskoczyły” bezpieczniki. Z boku wyglądało to zabawnie. Gdy duże chłopisko wystraszone, odskakuje od ściany, jakby naprawdę  porażony prądęm. A to tylko błysk. Na szczęście, tylko błysk. Zabezpieczenie zadziałało prawidłowo. W przeciwnym wypadku mogło nie być śmiesznie. Za karę , że śmiałem się z biednego  kolegi, musiałem przespacerować się do pobliskiego sklepu  z materiałami budowlanymi. Z nadzieją ,że kupię tam bezpieczniki. Zabezpieczenie w domu, jest jeszcze starego  typu. Jeśli nie ma się zapasowych bezpieczników w domu, trzeba przejść się na spacer do sklepu. Sklepy  tzw. Wielobranżowe na wsi są  jak supermarkety. Można tu dostać wszystko.  Między łopatami i grabiami stoją umywalki na półkach obok chemii gospodarczej stoją jakieś ozdóbki {czytaj durnostojki}. A nad tym wszystkim wiszą żyrandole. Może to wszystko nie jest w pierwszym gatunku, ale czeosię można spodziewać po chińszczyźnie. Stanowi ona znakomitą większość towaru. W śród tego wszystkiego znalazłem regał z zabawkami , a na nim grę – 5 sekund junior. W poniedziałek zamawiałem ją dla Tomka w sklepie internetowym. Do głowy mi nie przyszło, że mogę ją  kupić w tym sklepie.


poniedziałek, 26 października 2015

Przeprowadzka.

Poniedziałek miał być kolejnym dniem remontu , jednak nastąpiła zmiana planu. Tomek musiał pojechać do Poznania. Zawieźć swoją siostrzenicę, która tam studjuje. Ola właśnie wynajęła sobie kawalerkę i Tomek  pojechał pomóc jej w przeprowadzce. Wcześniej wynajmowała mieszkanie, wraz ze współlokatorkami, ale stwierdziła ,że to nie są warunki do nauki. Cztery totalnie różne osoby pod jednym dachem, to nie dla niej. Ola jest bardzo spokojną osobą. Bardzo dużo czasu poświęca nauce , a do tego potrzebuje ciszy i spokoju. Jednak nie wszyscy potrafią to zrozumieć. Tym bardziej będąc z dala od domu. Z dala od rodziców, mówiących, co wolno , a czego nie wolno. Nie żeby była jakimś odludkiem, ale codzienne imprezy, to nie dla niej. Od dziś będzie mieszkać w kawalerce sama. Już nie mogła się doczekać tej chwili. Wyruszyli wczesnym rankiem. Najpierw zabiorą rzeczy ze starego lokum. Potem mają jeszcze jechać na zakupy. W mieszkaniu urządzona jest tylko kuchnia.  Pokój jest pusty. Prócz szafy w korytarzu  nie ma nic. Muszą kupić łóżko, bądź tapczan. W każdym razie coś do spania. Stolik kawowy i coś przy czym będzie mogła się uczyć. Resztę, będą organizować w późniejszym terminie. A ja dostałem bojowe zadanie. Mam kupić grę – 5 sekund junior  i puzzle Awengers  o których mówiłem Tomkowi,gdy zastanawiał się co kupić dziecią w nagrodę za pomoc przy ociepleniu domu. Sam zawsze zapomina to zrobić, a dzieci się niecierpliwią. Zapowiada się ładna pogoda. Słońce pierwszy raz  od kilku dni świeci pełnym blaskiem. Czas popracować w ogrodzie.

Zmiana. Pytanieczy na lepsze?

Wreszcie koniec maratonu obietnic. Teraz zobaczymy, czy byliśmy traktowani poważnie, czy to tylko kiełbasa wyborcza.  Albo czy nie przyjdzie nam zapłacić za realizację tych obietnic za jakiś czas?  Wreszcie znikną z biednych drzew ilatarni, wizerunki sztucznie uśmiechających się dobrodziei. Wygładzonych i odmłodzonych przez Foto Shop. Choć patrząc i słuchając niektórych, wydaje się, że pod latarnią jest właściwe dla nich miejsce. Inni odnaleźliby się w przedszkolu. Układając – Kąpiel Prosiaczka, albo puzzle ramkowe – Farma, bo rządzenie to już dla nich za trudne. Niedługo przekonamy się, gdzie jest miejsce tej grupy dobrodziei. Latarnia, przedszkole, czy może jednak sejm.

sobota, 24 października 2015

CZAS ODPOCZYNKU.

Dzięki Bogu już weekend. Tydzień minąl jak z bicza strzelił. Czuje wszystkie kości. Dawno nie pracowałem przy remoncie. To nie układanie z dziećmi puzzli – Wesoły dzień Zosi, czy gra w - Memos - Kraina Lodu. Choć w tym tygodniu wesoły dzień się zdażył, nawet  bardzo wesoły. I to w przychodni - miejscu do którego przychodzi się gdy wesoło nie jest. To reszta tygodnia to już uczciwa praca. Co prawda dziś skończyliśmy wcześniej. Tomek ma dziś urodziny teściowej. A , że jest to kobieta zupełnie inna niż te z dowcipów o teściowych. To i źęć nie obmyśla planu jakby tu się „wymiksować” z imprezki u „mamusi” . Ja zaś będę mógł odpocząć  i nie będzie to czynny wypoczynek. Dziś wcześnie spać, a jutro leżenie „bykiem”. W następnym tygodniu , też będę pomagał Tomkowi, o ile nic się nie zmieni w jego planach. Bo wspominał coś o wyjeździe do Szczecina na grób swoich dziadków. Wybiera się tam już od dłuższego czasu , ale teraz chyba jest zdeterminowany, by jechać  na groby aż tak daleko. Wcześniej jeździł pociągiem, ale z małymi dziećmi to była męka. Teraz gdy ma samochód. Podróż nie będzie tak męcząca. Dzieciaki też nie będą tak zmęczone podróżą. A i mogą zawsze zagrać choćby w grę planszową,dla zabicia nudy. Tylna kanapa w aucie Tomka jest na tyle duża, że dzieciaki  z powodzeniem mogą nawet jeśli będą zmęczone przespać się w trakcie jazdy.  Choć  może w trakcie jazdy nie , bo muszą być przypięte pasami w fotelikach, ale już na parkingu,  gdy rodzice zatrzymają się chwilę by odpocząc.  Jak najbardziej

czwartek, 22 października 2015

Dobry wybór .

Pogoda pozwoliła nam skończyć ocieplenie domu. Styropian położony, siatka wklejona. Zostało tylko położenie warstwy wykończeniowej. Jednak to dopiero na drugi rok. Na razie fundusze trzeba przeznaczyć na wnętrze. Praktycznie wszystkie instalacje są do wymiany. Do tego tynki, podłogi. To wszystko pochłonie masę pieniędzy. Na szczęście dom ma nowy dach i wymienione prawie wszystkie okna , a to olbrzymi plus. Inaczej koszt remontu byłby  ogromny. Jutro wracamy do skuwania tynków. Znów będziemy nieźle umorusani. A prawdopodobnie dojdzie jeszcze wyburzenie ściany pomiędzy kuchnią a pokojem dziennym. Agnieszce marzy się kuchnia z tzw. Wyspą. Na to jednak potrzeba dużo miejsca. Stąd konieczność wyburzenia ściany między pokojem, a kuchnią. Powstanie duży pokój z aneksem kuchennym. A jeśli kiedyś to rozwiązanie jej się znudzi. Będziemy mieli z Tomkiem zatrudnienie przy budowie ścianki JJ. Agnieszka przyjeżdżając  powiedzieć nam o pomyśle na kuchnie, zabrała z sobą dzieci. Znów mieliśmy małych pomocników. Lecz przy klejeniu siatki nie było  pracy dla dzieciaków. A na proźbę o posprzątanie otoczenia domu z resztek styropianu zaczęły kręcić nosem. Na szczęście Agnieszka przewidując , że maluchy będą się dziś nudzić przebywając z nami na placu boju. Zabrała ze sobą – Kalejdoskop 50 gier i puzzle - Przyjaciele z Krainy Lodu. Dzieciaki mając do wyboru sprzątanie otoczenia, albo grę planszową, bądź puzzle. Bez chwili zawahania wybrali gry i puzzle. Dlaczego mnie to nie dziwi JJ.

środa, 21 października 2015

Na grę brakło sił.

Minął kolejny dzień remontu. Dziś skończyliśmy klejenie styropianu. Zostało nam wklejenie narożników i siatki. Wieczorem umówieni byliśmy, że Tomek z rodziną wpadną do mnie. Zagramy w – 5 sekund, które poleciłem mu jako prezent dla dzieci. Co prawda poleciłem mu -5 sekund junior, ale zasady gry są takie same. Jednak z dzisiejszej gry zrezygnowaliśmy. Aby skończyć klejenie, zostaliśmy do późna. Kończyliśmy klejenie w sztucznym oświetleniu. Skończyliśmy dopiero po dwudziestej, a jeszcze trzeba było posprzątać wokół domu. Przynajmniej trochę, aby resztki styropianu podrywane przez wiatr nie zaśmiecały posesji sąsiadów. W drodze powrotnej i ja i Tomek stwierdziliśmy, że na dziś już mamy dość i  grę w – 5 sekund przełożymy na inny dzień. Po tylu godzinach w pracy, myśli się tylko o tym, aby wziąć kąpiel i położyć się spać.

wtorek, 20 października 2015

Demolka.

`Po wczorajszej kolejce u lekarza pozostało tylko wspomnienie, wesołe wspomnienie. Cały czas mam przed oczami obraz krewkiego dziadunia i jego drewnianego „miecza”. Rano opowiedziałem Tomkowi, kilka sytuacji z wczorajszej kolejki u lekarza. Tarzał się ze śmiechu. Choć jako szczęśliwy tatuś dwójki dzieci, sam często musi wystawać w kolejce do lekarza. To takich scen nie dane mu było oglądać. Przy okazji nadmieniłem  Tomkowi o puzzlach  ramkowych  – Farma, które układała mama ze swoją córeczką we wczorajszej kolejce. Jeśli chodzi o prezent dla dzieci, teraz będzie miał wybór – Farma, czy • Avengers (Puzzle Magic Decor). Rano trochę się po śmieliśmy, ale w końcu trzeba było  zabrać się do pracy. Styropian nie chciał sam się przyklejać .  Dosłownie nie chciał, bo krótko po południu zaczoł padać deszcz i trzeba było przerwać pracę.  Aby jednak nie tracić reszty dnia, Tomek stwierdził, że moglibyśmy skuć stare tynki. Spoko demolka to mój żywioł. Tomek wzioł młotowiertarkę i zaczoł skuwanie w pomieszczeniu, które w przyszłości będzie kuchnią.Ja   jedną ręką  chwyciłem machinę piekielną zwaną przecinakiem, a drugą niezbędną do prawidłowego działania owej machiny część, czyli młotek. Chwilę później w pomieszczeniu, było już siwo od kurzu. Stare wapienne tynki, plus młot udarowy i mamy efekt jak po bombie. Jak na złość wyłączyli wodę. nie mieliśmy się w czym umyć. Do domu wracaliśmy umorusani, aż miło. Siwe twarze, siwe ubrania i tylko  oczy na umorusanej twarzy wydawały się być czyste. Tylko wydawały.

U lekarza.

Jak ja lubię kolejki u lekarza, ile można się dowiedzieć żeczy, których dowiedzieć się nie chcemy. Od tego z kim zdradza męża sąsiadka starszej pani w przyniszczonej jesionce. Przez obwieszczenie miastu i światu, że Jego Świątobliwość Ojciec Dyrektor Doktor Imperator Towarzysz Wiecznie Zaparty w Wierze Toruńskokatolickiej Obrządku Smoleńskiego Tadeusz Rydzyk – najlepszym ojcem jest. Albo, że Pani , która na korytarz przychodni weszła krokiem modelki w butach , które zamiast obcasów miały sześcio calowe gwoździe. Pozostawiając za sobą woń drogich perfum. Choruje chyba na wszystkie choroby świata. Gdy wysłuchałem wypowiadane przez kilka minut nazwy dolegliwości właścicielki flakonika dobrych perfum. Stwierdziłem, że tego to by nawet Terminator nie przeżył, a co dopiero filigramowa blondynka. Do tego mamy końcówkę kampanii wyborczej i tu dopiero są emocje. Krewki dziadunio, na oko koło osiemdziesiątki, mało nie sieknoł laską młokosa [ siedemdziesiąt z hakiem ]. Młokos ten śmiał obrazić gagatka, który swego czasu „gwizdnoł” z bratem księżyc, a dziś karmi naród kiełbasą wyborczą. Jednym słowem kabaret i to za darmola. Wszyscy narzekają, a ja mam ubaw po pachy. Jedną z niewielu osób, które zajmowały się swoimi sprawami, a nie obrabianiem czyjegoś tyłka. Była mama z małą córeczką, której układała puzzle - Farma (Puzzle Ramkowe) . Poznałem je, bo  układały je u mnie dzieci sąsiada.Z tego wszystkiego omal nie przegapiłem kolejki Po jutrze jestem umówiony na grę w – 5 sekund. Szkoda, że nie dziś byłoby bombowe popołudnie, po bombowym poranku w przychodni.

poniedziałek, 19 października 2015

Mali pomocnicy.

W niedziele pogoda pozwoliła nam na kontynuowanie puzzli. Ułożyliśmy do końca południową ścianę i ganek. Mieliśmy nawet pomoc. Kołóo południa dojechała do nas żona kolegi z dziećmi. Przywiozła nam małe co nie co. Po posiłku, my z kolegą wróciliśmy do klejenia styropianu. Agnieszka – żona  kolegi zabrała się za porządkowanie ogrodu. Był rónie zaniedbany jak dom, a może nawet bardziej. Gdy Agnieszka porządkowała rabaty z różami, do nas dołączyła ekipa pomocników. Dzieciaki prześcigiwały się w podawaniu płyt styropianu. To był ich wkład w remont domu. Za pomoc ich tata obiecał, że kupi im nowe gry planszowe. Uradowane tą informacją oświadczyły, że dziś  też przyjadą z mamą i będą nam pomagać. Zapomniały tylko, że dziś idą do szkoły , a mama jedzie do pracy. Co do gier, to podpowiedziałem Tomkowi, żeby kupił dziecią moją ulubioną w ostatnim czasie grę – 5 sekund w wersji dla dzieci i wspomniane przedwczoraj - Avengers (Puzzle Magic Decor). Umówiliśmy się nawet, że w środę skończymy wcześniej i wpadniemy do mnie. Zagramy w - 5 sekund – wersję podstawową. Będą mieli okazję zapoznać się z grą zanim ją kupią. A gdy już poznają tę grę, kupią ją na pewno. Jestem tego pewien. Każdy komu zaproponowałem zagranie w te grę jest pod dużym wrażeniem. No ale dość na teraz. Dziś mam wizytę u lekarza. Nie będzie mnie na budowie. Spotkamy się dopiero we wtorek. Zapomniałem o tej wizycie. Z jej powodu ocieplenie lekko się przedłuży.

sobota, 17 października 2015

Styropianowe puzzle.

 Weekend będzie pracowity. Kilka dni temu odwiedził mnie kolega z zapytaniem, czy nie pomógłbym mu przy remoncie domu. Niedawno otrzymał w spadku po cioci, mały domek niedaleko mojej miejscowości. Niestety domek jest do kapitalnego remontu. Ciocia była starszą osobą i od wielu lat nie wykonywała żadnych napraw, czy tym bardziej większych remontów. Po jej śmierci domek stał się własnością kolegi. Uzgodniliśmy, że pomogę mu kilka dni, może dłużej. Jadąc do domku przejeżdża obok mojego domu, więc będzie zabierał mnie po drodze. Wczoraj zabrał mnie po raz pierwszy. Pokazał mi dom. Omówiliśmy zakres prac do wykonania, a dziś już ruszyliśmy pełną parą. Ustaliliśmy, że zaczniemy od ocieplenia muru. Pogoda jak na razie pozwala na prace na zewnątrz, więc trzeba to wykorzystać. Dziś rano z miejscowego sklepu budowlanego, dostarczono styropian i klej do niego. Od razu zabraliśmy się do pracy. Do wieczora mieliśmy oklejony szczyt i zaczętą południową ścianę. Klejenie styropianu na ścianie to jak układanie puzzli, tylko obrazek nie jest tak kolorowy jak w przyp[adku puzzli dla dzieci. Jak choćby w – Avengers, czy w puzzlach - Kąpiel Prosiaczka . O ile pogoda pozwoli, mimo iż jutro jest niedziela, będziemy ocieplać dalej. Musimy zdążyć przed nadejściem mrozu. Klej nie może być używany w ujemnych temperaturach. A i praca na zewnątrz, gdy jest zimno, nie należy do przyjemnych. Jednym słowem jutro od rana puzzle. I tak do wtorku, jeśli nic nam nie przeszkodzi. W razie jednak gdyby pogoda była niesprzyjająca, wewnątrz jest pracy na co najmniej kilka tygodni.

wtorek, 13 października 2015

Zima?

Mam nadzieję, że to jeszcze nie zima. Choć lubię gdy wokół jest biały puch, to jeszcze nie teraz. Ogród zupełnie nieprzygotowany do zimy.  Całkiem spora grupa roślin czeka w doniczkach na posadzenie. Inna grupa na wykopanie z ziemi i przeniesienie do piwnicy. A jeszcze inna na okrycie przed zimą. Ale zima w połowie października  i to po tak upalnym lecie to jakaś masakra. Jeszcze kilka dni temu chodziłem po ogrodzie w koszulce z krótkim rękawem, a teraz mam na sobie pół szafy i szału nie ma. O pracy w ogrodzie nie ma mowy. Pada śnieg z deszczem , a na termometrze  5 stopni C.  W  takich  chwilach żałuję , że niemam w domu kominka i skóry z jakiegoś dużego zwierza przed nim. Dużego i włochatego. Leżałbym w tedy przed nim wsłuchując się w trzask palącego się drewna. Chyba muszę poważnie zastanowić się nad remontem domu i przy okazji budowie kominka. Przydał by się w takie dni. Można by sobie miło spędzić czas. No cóż, ale to dopiero za jakiś czas. O ile w ogóle. A na razie zostaje mi gra w –Kalejdoskop 50 gier ze znajomymi. Im też nie leży ta pogoda. Za chwilę mają się zjawić. Rozegramy kilka  partyjek. Młodzież umówiła się na – 5 sekund junior, więc też spędzi dzisiejszy wieczór przy grach. Zaczynają się długie wieczory, a nawet bardzo długie. Gry planszowe będą gościć coraz częściej na stołach.

sobota, 10 października 2015

5 sekund.

Słyszeliście kiedyś o „zasadzie 5 sekund”?  Nie o mojej ulubionej grze – 5 sekund, bo o niej słyszeliście na pewno. Choćby ode mnie. Gram w nią bardzo często, ale o „ zasadzie 5 sekund. Chodzi o to, że kiedy coś spadnie nam na podłogę, mówimy: „Pięć sekund nie leżało” i… możemy to spokojnie zjeść! Przynajmniej niektórzy ludzie w to wierzą (podczas gdy inni podejrzewają, że „zasada 5 sekund” to tylko wymówka mająca usprawiedliwić niepohamowane łakomstwo!). Naukowcy z Uniwersytetu Aston ,sprawdzili, że zasada ta… ma naukowe podstawy. Im dłużej coś pozostaje na podłodze – tym więcej bakterii się na tym gromadzi! [ tu Ameryki nie odkryli } Przy okazji ci sami naukowcy stwierdzili, że najbezpieczniejsze jest jedzenie z dywanu, a najbardziej ryzykowne – z płytek podłogowych. Smacznego! Choć muszę przyznać , że kilka razy sam widziałem jak bąble sąsiada układając na dywanie chociażby puzzle – Kąpiel Prosiaczka. Zajadając przy tym ciasteczka upieczone przez ich mamę. Bez ceregieli, gdy ciastko upadło im na dywan. Podnosiły je i chrupały je dalej. To szybko dostawały reprymendę , że niewolno , że tam są zarazki. To dziś po przeczytaniu , że w dywanie jest ich mniej niż gdzie indziej. Reakcja  wcale nie byłaby inna.Antybakteryjna czekolada? Choć używałbyś regularnie wszelkich wynalazków dentystycznych, w pogardzie mając stare, poczciwe płyny do płukania ust i nitkę dentystyczną – nie zmienisz tego, że ilość bakterii w twojej jamie ustnej przekracza liczbę mieszkańców naszej planety! Co ciekawe, jednym z najprzyjemniejszych „płynów do jamy ustnej” pomagającej w utrzymaniu higieny tej części ciała ma szansę stać się… czekolada. Ma ona bowiem właściwości antybakteryjne. Oczywiście pod warunkiem, że nie jest jedzona w nadmiarze i że po jej zjedzeniu – umyjemy jednak zęby! Już lubię tych naukowców JJ. A bąble, gdy zrozumieją o co chodzi z tymi bakteriami i czekoladą jako antidotum. Będą miały tęgi argument w ręku, gdy będą chciały zjeść kolejną tabliczkę czekolady, a mama będzie temu przeciwna .

niedziela, 27 września 2015

Kolory.

Jeszcze żyję wczorajszym ogniskiem. Grą w 5 sekund, pieczonymi ziemniakami i tą atmosferą.  Niestety od jutra zacznie mi się tydzień na ostro. Przedemną odświeżenie kuchni, a ja jestem w lesie. Fachowiec umówiony na szpachlowanie i malowanie ścian, a jaj jeszcze nie rozprowadziłem nowej instalacji elektrycznej. Dojdą dwa nowe urządzenia elektryczne i dodatkowy punkt oświetlenia. Niby bółka z masłem, takie ułożenie kabli w ścianie. Wykuć rowek umieścić w nim przewód elektryczny. Ale wciąż zastanawiam się co do ich rozmieszczenia. Może to tu, a może jednak tam. To to  to zmywarka. Do tego jeszcze wybór koloru ścian. Facet i kolory, masakra. Dla mnie zielony to zielony, może dzielić się na jasnozielony i ciemnozielony. Ale dla kobiet jeśli chodzi o znajomość kolorów, to ja jestem zielony, ciemnozielony . Do tego jeszcze w sobotę osiemnastka chrześniaczki, a ja bez prezentu. No ale to akurat najmniejszy problem. Młodzież dziś, a i kiedyś też, woli gotówkę. A i dla mnie to lepsze rozwiązanie. Nie muszę się obawiać , że prezent będzie nietrafiony. O ile małemu dziecku , można  kupić np. puzzle  Wesoły dzień Zosi , a gdy nie będą się podobały, można wymienić np. na  Barbie i jej super przyjaciele. To z nastolatkiem tak łatwo nie pójdzie.

sobota, 26 września 2015

Kociołek z ogniska.

Wow, ognisko udało się znakomicie. Zebraliśmy się przed siedemnastą i od razu zabraliśmy się za rozpalanie ognia. Poszło błyskawicznie. Drewno było bardzo suche, aż za suche. W pewnym momencie trzeba było postarać się o świeże jeszcze mokre drewno, bo to które przygotowałem, paliło się zbyt szybko dając ogromny płomień. Wyglądało to pięknie ogromny słup ognia, ale temperatura była zbyt wysoka. Nie można było zbliżyć się do ognia. Gdy ogień był z powrotem mały, dzieci sąsiadów zaczęły piec kiełbaski, trzymając je na długich kijkach. Specjalnie przygotowanych na takie okazje. Dziewczyny w tym czasie przygotowały kociołek na ognisko wypełniony ziemniakami młodą kapustą, cebulą, pieczarkami i chudym gotowanym boczkiem. Wszystko odpowiednio doprawione ziołami i słodką papryką. Poezja. Jak to przy ognisku , gdy czekaliśmy za kociołkiem zaczęło się śpiewanie biesiadnych kawałków , opowiadanie dowcipów. Dzieci po zjedzeniu kiełbasek zaczęły biegać po ogrodzie. Co chwilę pytając , czy będą pieczone ziemniaki. Kociołek i jego zawartość zupełnie ich nie obchodził w przeciwieństwie do nas. Nie mogliśmy się doczekać. Gdy w końcu zawartość bujającego sięnad ogniem naczynia wylądowała w naszych talerzach. Pochwałą dla dziewczyn nie było końca. Jedynie dzieciaki nadal dopytywały się o pieczone ziemniaki. Tyle nasłuchały się naszych opowiadań jakie to pyszne danie , że zaraz po napełnieniu przez nas brzuszków zawartością kociołka. Zabrałem się za przygotowanie ziemniaków. Żeby zająć czymś dzieci ,sąsiad  przyniósł  grę 5 sekund i Kalejdoskop 50 gier. Zaczęliśmy grać z dziećmi oczekując na ziemniaki. Trzeba było jednak przynieść oświetlenie na stół ogrodowy,bo światło bijące z ogniska było zbyt małe do tego,aby przy nim grać. Na koniec gdy ziemniaki już się upiekły. Dzieci wreszcie były w pełni zadowolone z ogniska. Stwierdziliśmy , że znów dołożymy suchego drewna, aby na koniec popatrzeć na słup ognia rozświetlający ciemności. Coś wspaniałego.

piątek, 25 września 2015

Ognisko.

Uwielbiam ognisko, ciepło, jakie z niego bije, ten żar, spokój i wolno płynący czas. Myśli krążą swobodnie, gdy leniwie wpatruję się w skaczące iskierki, odprężam się i ogarnia mnie nieopisana błogość. To wszystko odczuwam, kiedy siedzę wieczorem, opatulony w koc i patrzę na ogień. Trzask palącego się drzewa i żar bijący dookoła ,to jest to. I dlatego na jutro umówiłem się z sąsiadami, że zrobimy ognisko. Takie powitanie jesieni. Trzeba wykorzystać ładną pogodę. Ale to jutro , dziś trzeba  było zrobić zakupy, aby jutro nie burczało w brzuszku, choć w pięknych okolicznościach przyrodyJ. Jakieś kiełbaski, pieczywo. Może kilka ziemniaków pieczonych w popiele. O tak ziemniaki muszą być na pewno. Pamiętam jak będąc dzieckiem, przyjeżdżałem do dziadków na wakacje i ferie zimowe i wtedy często z kolegami paliliśmy ognisko i piekliśmy ziemniaki. Trochę soli , zwykła pyra ,a my zachwycaliśmy się jak Robert Burnejka zjadając stejka L, jakby to było kurcze pieczone , albo jakieś wymyślne zielsko dla wegetarian. A to zwykła pyra, kartofel nie obrany. Ogniska mają trochę taką pierwotną magię, jak wiele wieków temu, ale nadal odczuwalną, piękną, ciepłą, rodzinną i serdeczną!.  Drewno już czeka, patyki do pieczenia, jedzenie dziś zostanie wstępnie przygotowane. Dzieciaki już nie mogą się doczekać , dla nich to zawsze duża atrakcja. Choć zapewne jak to dzieci szybko się znudzą. Mam dla nich grę -5 sekund junior, a i jakieś puzzle też się znajdą. Chyba nawet zostawiły ostatnio  - Barbie i jej super przyjaciele, tak więc na pewno nie będą się nudzić 

czwartek, 24 września 2015

Nowe przedszkole.

Dziś miałem kilka spraw do załatwienia na mieście. Chodząc po urzędach spotkałem koleżankę z poprzedniej pracy. Iza szła właśnie odebrać swoje dziecko z przedszkola, do którego przeniosła je niedawno. W poprzednim synek izy czuł się źle. Ta zaś placówka pozytywnie wpłynęła na zachowanie i nastawienie dziecka Izy. Dość długo szukała pobliskiego przedszkola na poziomie, w którym warunki lokalowe by naprawdę ją zaspokoiły i którego oferta byłaby naprawdę atrakcyjna. Przedszkole, które wybrała spodobało jej się ze względu na to, że uczą tu języka angielskiego, że mają swoje dwa przestronne place zabaw, gdzie dzieciaki mogą się bawić i czuć bezpiecznie.Przedszkole z tego co widziałem, bo wszedłem z Izą na chwilę do środka  czyste, nowocześnie urządzone, na półkach mnóstwo zabawek ,gier. Zauważyłem nawet moje ulubione 5 sekund w wersji dla dzieci i serię puzzli  – Jej wysokość Zosia. Przedszkole jest w pełni dostosowane do potrzeb dzieci.Od samego początku zrobiło na mnie duże wrażenie, no i na dodatek tak sympatyczny personel….Rozmowa przeprowadzona przez Izę z Panią dyrektorką na etapie poszukiwań rozwiała wszelkie wątpliwości Izy i przekonała by zapisać tutaj syna.Oferta była naprawdę atrakcyjna, zróżnicowane zajęcia, profesjonalna nauka języka angielskiego, opieka specjalistów i na dodatek smaczne, zdrowe jedzenie przygotowane na miejscu.Na ostatecznie zdanie wpłynęło atrakcyjne czesne. Koleżanka  zdecydowała się.zapisać tu syna. To była dobra decyzja. I dziś tego kroku wcale nie żałuję. Synek jest bardzo zadowolony, chodzi uśmiechnięty, zawsze z przyjemnością szykuje się na drugi dzień do przedszkola, ciągle opowiada mamie o swoich przeżyciach, o nowo poznanych kolegach, o paniach – przedszkolankach, o nowych zabawach, dzieli się z mamą nowymi słówkami. Iza powiedziała mi , że bardzo ceni cały personel, który tak fachowo opiekuje się jej  dzieckiem.Warunki lokalowe w przedszkolu spełniają wysokie oczekiwania Izy, rodzinna atmosfera sprawia, że dzieci szybko się klimatyzują.To przedszkole nie tylko uczy i bawi, ale przede wszystkim daje możliwość swobodnego wypowiadania się, bycia sobą. Czego brakuje wyraźnie w innych przedszkolach, które wcześniej odwiedziła Iza. A już na pewno w tym do którego jej syn chodził poprzednio!!!

środa, 23 września 2015

Pierwszy dzień jesieni.

Pierwszy dzień jesieni, miał być słoneczny, ciepły. Był, pochmurny, może nie zimny , ale nie zachęcał do wyjścia z domu. Przynajmniej w mojej okolicy. W planach miałem przygotować podłoże pod rododendrony. Bidule czekają na wysadzenie z doniczek od wiosny. No ale jeszcze trochę sobie poczekają. Pierwszy dzień jesieni powitałem apatią , totalnym brakiem chęci na cokolwiek. Dopiero wieczorem minął mi ten stan. Nabrałem ochoty zagrania w - 5 sekund. Na dzień dzisiejszy w moją ulubioną grę. Niestety dziś nie miałem z kim zagrać. O ile wczoraj  zaczołem grę z siostrzenicą , a w międzyczasie dołączyli sąsiedzi. Także wieczór upłynoł na wesoło , bo przy grze w - 5 sekund nuda nie grozi. To dziś już każdy miał napięty kalendarz. Każdy prócz mnie. Ja odpuściółem sobie dziś wszystko.  Dopiero teraz gdy wszyscy już śpią , albo są w trakcie przygotowań do snu. Ja mam przypływ energii. Nie chce mi się spać , a w zasadzie już mi się nie chce, bo cały dzień chodziłem śnięty jak ryba.  Zaczołem układać puzzle, bo o tej porze , tylko to nie zakłuci niczejego spokoju. Na początek - Avengers (Puzzle Magic Decor)  które zostawiły Bąble sąsiada. A teraz walcze z  niedźwiedziem łapiącym ryby w potoku, ta układanka tak szybko mi nie pójdzie. .

wtorek, 22 września 2015

5 bramek.

Sprawdzian z angielskiego okazał się nie być wykrętem od gry w - 5 sekund. Młoda przyszła dziś zaraz po szkole i z uśmiechem na twarzy oznajmiła , że dostała 5 ze sprawdzianu. Teraz może ze mną zagrać w - 5 sekund. Musi tylko  wejść do domu na obiad , no i oczywiście pochwalić się rodzicą. Ja w międzyczasie zamówiłem w sklepie internetowym • VTech - Kidizoom Smart Watch - zegarek zabawka. Nie pamiętam już w jakich okolicznościach pierwszy raz zauważyłem  tę zabawke. Choć to raczej elektroniczny gadżet. Pamiętam za to , że zrobiła na mnie duże wrażenie. Pamiętam też , że stwierdziłem iż będzie to świetny prezent. I przyszedł ten dzień. Za trochę ponad tydzień , będą urodziny małej Natali. Interesuje ją wszystko co elektroniczne. Myślę ,że • VTech - Kidizoom Smart Watch jej się spodoba.Ma wiele ciekawych funkcji jak np.dyktafon z możliwością zmiany głosu. Do wyboru jest 50 wzorów tarcz: zarówno analogowych i cyfrowych. Łatwa zmiana między zegarem analogowym i cyfrowym ułatwia dzieciom naukę zegara. Ma też, funkcje: stoper, czasomierz i alarm. Jednym słowem super zabawka. Dużo piątek w moin dzisiejszym pisaniu , może przez pięć bramek Roberta Lewandowskiego i to w dziewięc minut. Przejdzie gość do historii.

poniedziałek, 21 września 2015

Wycieczka rowerowa.

Wczorajsza nieudana wycieczka rowerowa, nieudana z powodu deszczu. Została przeniesiona na dziś. Jednak dziś to był bardziej wyścig niż wycieczka. O ile wczoraj mieliśmy wyruszyć od rana. No może trochę później, bo musiałem dojść do siebie po przedwczesnym przebudzeniu J. To dziś wyruszyliśmy o czternastej, gdy siostrzenica wróciła ze szkoły. Jednak dziś to ja byłem nieugięty I postawiłem warunek, że po powrocie musizagrać ze mną w 5 sekund , inaczej nie jadę. Usłyszałem ok. ale bez przekonania, a chwilę później , że tylko chwilę , bo musi przygotować się do sprawdzianu z angielskiego. W tym momencie wiedziałem, że z wieczornej gry nici. Ruszyliśmy dość dużym tempem. Szybko dojechaliśmy do Nieszawy na prom , ale dziś nie kursował. Zbyt niski stan wody w Wiśle. Może i lepiej dni już są dużo krótsze , a przepłynięcie na drugi brzeg i powrót, zajęłoby sporo czasu. Dwadzieścia pięć minut później byliśmy już w Ciechocinku. Placek po Cygańsku, cel podróży J, trochę musieliśmy poczekać. Dania są przygotowywane na bieżąco, żadnych mrożonek z mikrofali. Gdy już pochłoneliśmy ów placek,  zamiast poczuć przypływ energii po takiej ilości kalorii. Poczuliśmy się lekko sennieJ. Zmienił to dopiero spacer pod tężniami. Niestety , żeby nie wracać w ciemnościach , po spacerze musieliśmy wracać do domu. Z powrotem już nam tak szybko się nie jechało. Placek sprawił , że nasze ruchy były znacznie spowolnione. Po powrocie stało się tak jak myślałem, młoda wykręciła się od gry sprawdzianem. Ale spoko , zobaczę jaką ocenę dostanie i będę wiedział , czy się przygotowywała. Czy tylko wykręciła od gry. Choć myślę , że jednak przygotowywała się, bo Lubi grać w 5 sekund i zawsze chętnie zasiada do gry. Czy to w 5 sekund , czy w Kalejdoskop 50 gier.

niedziela, 20 września 2015

Szybka decyzja.

Ten dzień miał być poświęcony na leżenie bykiem J. Po tygodniu nadrabiania zaległości w ogrodzie byłem padnięty jak koń po westernie. Wczoraj wieczorem stwierdziłem, że w niedziele nie wychodzę z łóżka. No chyba żeby sprawdzić czy w lodówce działa światło J. Niestety, a może stety już od rana odwiedziła mnie siostrzenica z e swoim tatą. Przyjechali na rowerach i złożyli mi propozycję nie do odrzucenia. Mam jechać z nimi na wycieczkę rowerową. Kiedyś obiecałem to siostrzenicy i teraz miałem się z tej obietnicy wywiązać. Na słowa , że jestem padnięty i nie mam siły na nic, usłyszałem , że najlepszy jest czynny wypoczynek i , że nie przyjmują odmowy. Zaproponowałem , że zostaniemy w domu i zagramy sobie w Kalejdoskop 50 gier, albo w 5 sekund. Nic z tego. Młoda była nieugięta.  Dostałem piętnaście minut na ogarnięcie się. Jeszcze kilkanaście na przygotowanie roweru i w drogę. Kierunek Ciechocinek do naszej ulubionej knajpki na – Placek po Cygańsku. W piętnaście minut się nieogarnołem. Wyjechaliśmy dopiero po godzinie. I tym razem moje ociąganie się wyszło nam na dobre. No prawie na dobre. Po około dwóch kilometrach zrobiło się ciemno. Niebo przykryły czarne chmury, a nikt z nas nie miał nawet peleryny przeciwdeszczowej. Że byliśmy jeszcze blisko domu, padła szybka decyzja o powrocie do domu. To była bardzo dobra decyzja. Zdążyliśmy wjechać na podwórko , gdy lunął  deszcz. Wpadliśmy do domu zdyszani , ale zadowoleni , że udało nam się zdążyć przed ulewą. Dostaliśmy tylko kilka kropel , ale to nic w porównaniu z tym co dostalibyśmy gdybym się nie ociągał z wyjazdem. Deszcz nie przestał padać do wieczora.

wtorek, 15 września 2015

Susza zrobiła swoje.

Ogród po długotrwałej suszy wygląda koszmarnie. Zaschnięte kwiatostany , poparzone liście , brak młodych przyrostów. Wszystko to , plus moje lenistwo, spowodowało , że ogród wymaga mnóstwo pracy, nim powróci do właściwego wyglądu. Porządkowanie zaczołem od rabaty z rózami. Trzeba było usunąć zaschnięte kwiatostany , aby roślina nie traciła energii na zawiązywanie nasion,a zajęła się tworzeniem nowych pąków kwiatowych. Po usunięciu zaschniętych kwiatostanów , zabrałem się za wyrywanie chwastów z pomiędzy krzewów. I tuy szybko przekonałem się ,że bez rękawic  moje ręce szybko zamienią się w krwawe rany. Grube ostre kolce skutecznie bronią dostępu do wnętrza rabaty. Przy usuwaniu zaschniętych płatków i liści z pod róży okrywowej. Posadzonej , aby wypełniła miejsce między dużymi krzewami róż rabatowych. Znalazłem kartę z pytaniami od gry- 5 sekund. Nawet nie zauważyłem , że zgineła.  Musiał zabrać  ją wiatr gdy graliśmy w ogrodzie Co prawda w grze jest ich ponad trzysta, ale każda jest potrzebna. Od razu przypomniałem sobie jaka była „afera”, gdy Bąble sąsiada zgubiły jeden element puzzli – Kąpiel Prosiaczka. Płacz wzajemne obwinianie się, a na koniec prawie doszło do rękoczynu. Doszło by na pewno  , na szczęście rodzice w porę zareagowali. Skończyło się na tym , że rodzice kupili nowe puzzle. Oczywiście też  Kąpiel Prosiaczka. Z róż przeniosłem się do różaneczników , tu nie pozwoliłem , by susza poczyniła szkody. Wczesną wiosną zgromadziłem duży zapas deszczówki. Te rośliny są bardzo wymagające , jeśli chodzi o podlewanie. Z walką z chwastami, zeszło mi do wieczora. A gdzie tu do końca. Jutro dalszy ciąg , mam nadzieje , że chociaż z chwastami jutro się uporam .

poniedziałek, 14 września 2015

Zamiast pracować , wolę konsumować.

Minął kolejny weekend. Tym razem koszmarnie zimny weekend. Po gorączkach , którymi obdarzyło nas tegoroczne lato, kilkanaście stopni w dzień i wiatr od Putina to koszmar. Na sobote miałem zaplanowane , że pomogę swojej cioci przy ogrodzeniu. Od rana zaczeło padać i  wiał silny wiatr, który z upływem czasu stawał się coraz silniejszy. Coraz bardziej zimny, jakby podesłali go "Przyjaciele z Krainy Lodu":). Mimo to poszedłem do cioci , ale ta stwierdziła ,że w taką pogode nie będziemy pracować. Dokończymy ogrodzenie innym razem . Może w ciąvu tygodnia pogoda się poprawi. Ale , że już przyszedłem , to załapałem się na pyszny jabłecznik i kawę. Przy ciachu trochę sobie porozmawialiśmy , trochę poplotkowaliśmy. W międzyczasie do cioci wpadła jej siostra z dziećmi. Dzieciaki miały troche zawiedzione miny. Jechały do cioci z myślą , że będą mogły pobiegać trochę po ogrodzie, a tu pogoda spłatała im figla .Szybko jednak znalazły sobie zajęcie. Z wielkiej torby , którą wtargała do domu ich mama , wyjeły - Avengers (Puzzle Magic Decor). Oczywiście za miejsce do gry , wybrały stół przy którym siedzieliśmy. Chciał nie chciał , musieliśmy zmienić miejsce. Przenieśliśmy się do kuchni.  Ciotencja przygotowała małe co nie co i tak przy konsumpcji przegadaliśmy cały dzień.

czwartek, 10 września 2015

ZOO Safari.

Dziś , a w zasadzie już wczoraj , bo północ już dawno mineła. Ze znajomymi zabrałem się do ZOO Safari w Borysewie. Pogoda była piękna, a humory nam dopisywały, więc wycieczka była zdecydowanie udana. Do Borysewa możnaspokojnie wybrać się nawet z niemowlakiem, bo obiekt przygotowany jest na odwiedziny najmłodszych gości.Borysew to naprawdę fajne miejsce dla rodzin z dziećmi. Byliśmy tam pierwszy raz, ale znajomi stwierdzili, żę z pewnością wrócimy, bo ogród zoologiczny cały czas się rozrasta,zmienia i oferuje coraz więcej atrakcji. Już teraz można oglądać w nim rzadkie okazy takie jak: Białe Tygrysy Bengalskie, Białe Lwy, Pumę, Białe Wilki,zebry, żyrafy i wiele innych zwierzaków, których nie zobaczymy np. w łódzkim Zoo. Do Borysewa dojechaliśmy w półtorej godziny.  obiekt położonyjest zaraz za Poddębicami. Na terenie ogrodu znajduje się plac zabaw (był niestety jeszcze zamknięty), figlarnia, mini zoo, pokój dla matkiz dzieckiem i grill - to chyba najważniejsze informacje dla rodzin z małymi dziećmi. Mały Janek {syn znajomych } był zachwycony atrakcjami. Po pierwsze zaraz po wejściu do ogrodu zobaczył ciuchcię, którą można przejechać się po ogrodzie i z wagoników obserwowaćpoczynania zwierzaków. Przez pierwsze 15 minut nie mogliśmy nawet odejść od "pociągu", bo mały Janek musiał go dokładnie obejrzeć z każdej strony i układał na nim cierpliwie maleńkie kamienie. Na szczęście jakoś udało nam się go od niego odciągnąć. Obiecałem Jankowi, że kupie mu puzzle ramkowe – Farma. Po tej deklaracji , weszliśmy do wagoniku ipoczekaliśmy do odjazdu oglądając zwierzęta, które o porankubyły jeszcze trochę leniwe i wygrzewały się na słońcu.Kiedy kolejka ruszyła radości nie było końca. Przez szyby oglądaliśmy bawoły, brykające kucyki i wiele różnych gatunków zwierząt, które Janek widział pierwszy raz w życiu.Później postanowiliśmy przejść się po parku i dać upust energii małego Janka. Kiedy maluch się zmęczył, zasiadł w swoim wozie i odpoczywał oglądając zwierzaki z wygodnej pozycji.Jedną z największych atrakcji było dla nas mini Zoo. Zwierzęta są w nim dosłownie na wyciągnięcie ręki. Dzieci mogą więc poznać z bliska kozy, owce, świnkę,a nawet lamę, choć ta ostatnia na mój widok kładła po sobie uszy. Konie tak okazują m.in wrogość, więc wolałem omijać ją z daleka. Pewnie niesłusznie,bo wszyscy inni odwiedzający gładzili ją po szyi i zwierzak wyglądał na zadowolonego. Janek był na początku trochę zdziwiony ilością zwierzaków i ciągłym ich "beczeniem", ale po chwili nastąpiła pora karmienia i nastała cisza Mieliśmy jeszcze odwiedzić figlarnię, która znajduje się pod wielkim namiotem, przypominającym futurystyczne igloo, ale Janek był wykończony. Wybawił sięjeszcze na mechanicznych pojazdach i po prostu padł na drzemkę w wózku. Do domu wróciliśmy  prawie o zmroku. Teraz musze zamuwić dla Janka obiecane puzzle - Farma . Przy okazji zamówie jeszcze  - Kąpiel  Prosiaczka . Janek jeszcze tych puzzli nie ma , więc się ucieszy .

niedziela, 6 września 2015

Wszystko ok.

Już ponad tydzień jak odlecieli moi „angole". Troche  mi ich brakuje. Zawsze uśmiechniętej Doroty , dobzie dobzie Mohameda, czy stojącej w drzwiach każdego ranka Matyldy.Pytającej , czy nie zagram z nią w -Kalejdoskop 50 gier , albo poukładam  Wesoły dzień Zosi. Co prawda mamy kontakt telefoniczny i przez Skype'a, ale to nie to samo.  Dziś chwile rozmawiałem z Dorotą. Byłem ciekaw jak przeżyli pierwsze dni w pracy po urlopie. Czy nie dopadł ją syndrom odczówania stresu pourlopowego. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Zresztą Dorota jest tak pozytywną osobą , że jej obecność powoduje , że inne osoby które właśnie tak jak i ona wróciły z urlopu. I są przygnębione tą sytułacją , szybko odzyskują humor i wchodzą na właściwe obroty. Dzieciaki już tęsknióły za swoimi rówieśnikami , więc dla nich koniec urlopu , a zarazem koniec wakacji. To coś na co czekały. Gdy tylko spotkali się z rówieśnikami , Matylda od razu zgromadziła wokół siebie swoje koleżanki. Zapraszając je do swojej nowej gry - 5 sekund-junior, którą dostała ode mnie, tuż przed wylotem z Polski. Dorota mówi , że nawet Amar, który na ogół nie chwali się swoimi  zabawkami . Tym razem zaprosił kolegów do układania nowych puzzli. Jednym słowem u moich "angoli" wszystko ok.Wybierają się do Polski ponownie na święta Bożego Narodzenia , ale spędzą je u rodziców Doroty . a my ponownie spotkamy się pewnie dopiero  w następne wakacje .

środa, 26 sierpnia 2015

Pakowanie walizek.

Środa. Moi „angole”od rana się pakowali. Jutro wylatyują do Londynu.  Przed południem sąsiad zawozi nas na lotnisko w Bydgoszczy.  Z tamtąd odlatują.  Matylda i Amar już trochę tęsknią. Tam mają swoich kolegów i koleżanki. Tutaj ja dotrzymuje im towarzystwa ,grając z nimi , chociażby w 5 sekund junior. Jednak to nie to samo ,co zabawa z rówieśnikami. Ich wizyta jest w czasie , gdy wesoła gromadka sąsiada jest na wakacjach u swojej babci w Borach Tucholskich. Gdyby nie to, mieliby towarzystwo  swoich rówieśników. Maluchy sąsiada , bardzo lubią gry planszowe i puzzle. Często przychodząc w odwiedziny , brały ze sobą chociażby -Kąpiel Prosiaczka J. Ale cóż, tak bywa. Wieczorem gdy wszystko było już przygotowane do wyjazdu. Zasiedliśmy sobie przy stole. Taka mała pożegnalna kolacyjka. Powspominaliśmy sobie trochę. Chociażby wypad do kręgielni i Mohamedowe – dobzie dobzie i kula hula. Albo nasze szaleństwo na koncercie T-Love. Na koniec zagraliśmy w 5 sekund – wersję podstawową .I znów , jak zwykle przy tej grze padały salwy śmiechu z naszych przejęzyczeń , że o Mohamedzie nie wspomnę J. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Jutro pożegnamy się na lotnisku i do zobaczenia za…

wtorek, 25 sierpnia 2015

Koncert.

I tak jak przewidywałem , na Biesiadę Kasztelańską dotarłem dopiero tuż przed koncertem T-love. Trochę czasu zajęło mi odnalezienie moich „angoli”J.  Przed T-Love , występowała Jula , ale to jakaćś pomyłka.  Choć młodsza, nawet bardzo młodsza część publiczności szalała. Dla mnie było to ciężkie przeżycie. Na całe szczęście trwało to krótko. Po wątpliwej gwieździe, nastąpiła prezentacja składu drużyny Anwilu Włocławek. Jeszcze przed koszykarzami, wystąpiły czirliderki Anwilu –ANWIL DANCE TEAM. To poprawiło mi humor po kiepskim występie Juli. W trakcie prezentacji w strone zgromadzonych kibiców poszybowały piłki z autografami zawodników. Niestety ani mi , ani reszcie paczki, nie udało się złapać żadnej z nich. Może za rok J. Po krótkiej prezentacji , chwila dla fotoreporterów. I wreszcie prowadzący imprezę konferansjer zapowiedział zespół na który czekałem. Ja i tłum.fanów. Chwila  Na dostrojenie sprzętu i się zaczęło. Na scenę wyszedł Muniek Staszczyk wraz z zespołem i dali czadu. King , Autobusy i tramwaje , 4 LO , Strong i wiele innych przebojów. Przez trzydzieści trzy lata istnienia  zespołu , trochę tego nagrali. Przez prawie dwie godziny tłum szalał przed sceną. Koncert skończył się przed północą , ale nie wróciliśmy od razu do domu. Matylda i Amar chcieli jeszcze przejechać się nocą na karuzeli. Zachęciło ich kolorowe oświetlenie konstrukcji. Dwa ramiona sięgające siódmego piętra , ubrane w kolorowe żarówki , robiły wrażenie. Do domu wruciliśmy grubo po drugiej w nocy. W poniedziałek dzieciaki ledwo można było wyciągnąć z łóżek na obiad.  My zresztą też dużo wcześniej nie wstaliśmy. Wieczorem wręczyłem dzieciaką obiecane prezenty. Matylda od razu chciała ,żebym zagrał z nią w -5 sekund junior. Amar swoje puzzle – Przyjaciele z krainy lodu i Farme , zaniósł do mamy i kazał schować do walizki. W poniedziałek i dziś wymigałem się od gry z Matyldą, ale jutro już mi nie odpuści. W czwartek odjeżdżają , więc jutro mam zagrać z nią na pożegnanie. 

sobota, 22 sierpnia 2015

Dziabniemy sobie.

Dziś moi „angole”J , wyruszyli w objazd po rodzinie. Ciocie, babcie itd.  Spotkamy się dopiero jutro, na Biesiadzie Kasztelańskiej we Włocławku. Będzie prezentacja składu drużyny koszykarzy Anwilu Włocławek , pokazy grillowania ,występy zespołów muzycznych. Gwiazdą wieczoru będzie T-LOVE. Choć ja pewnie będę dopiero na koncercie T-LOVE. Dziś zrobiłem mały wypad na zakupy. Wczoraj kurier przyniósł grę dla Matyldy – 5 sekund junior, którą obiecałem jej kilka dni temu. Teraz musiałem kupić coś Amarowi, żeby nie był pokrzywdzony. Skończyło się na tym , że odwiedziłem masę sklepów , a i tak kupiłem w internecie. Ogromny wybór, wszystko w jednym miejscu. Do dyspozycji szczegółowy opis ,a nie tylko wygląd opakowania. Gra dla Matyldy przyszła po dwóch dniach, więc puzzle  Przyjaciele z Krainy Lodu i Farma (Puzzle Ramkowe) które wybrałem dla Amara. Przyjdą na czas. To znaczy przed ich powrotem do Angli. Odlatują w czwartek, więc jest jeszcze sporo czasu , aby przesyłka doszła. A z wypadu na zakupy , przywiozłem tylko buteleczkę Goldwasser. Dziabniemy sobie z Mohamedem na pożegnanie J.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Awaria.

 Wtorkowe hamaki skończyły się dla mnie awarią kręgosłupa. Na hamaku , jaktona hamaku. Od spodu trochę wieje , tym bardziej nad Wisłą. I przeciągło mnie po nerach J. Wczoraj każdy ruch okupiony był przeszywającym bólem kręgosłupa lędźwiowego.  Totalna masakra. Ból był na tyle silny , że zrezygnowałem z wypadu do Torunia. Dorota chciała pokazać swoim chłopakom i Matyldzie Stare Miasto , Krzywą Wieże i Planetarium. Dzieciaki koniecznie chciały spróbować toruńskich pierników. Zabrać kilka do Angli, pochwalić się kolegom. Jak to dzieciaki. Wyjechali jeszcze przed południem. Do torunia jest około czterdziestu kilometrów , więc podróż nie zajęła im dużo czasu. Ja prazez cały dzień walczyłem z bólem. Lecz efekt tej walki był mierny. Nie mogłem nic robić ,więc zaczołem układać puzzle Matyldy- Barbie - super księżniczka. Ale ból doskwierał nawet w pozycji siedzącej. Pod koniec dnia miałem już dość na tyle , że zawinołem się spać , jeszcze przed zachodem słońca. Nie czekając na powrót ekipy z Torunia. Dorota miała klucze do domu , więc nie musiałem się martwić , że nie wejdą do domu, gdy zasnę.  Wrócili bardzo późno , ale nie budzili mnie. Dziś ból jest nieco mniejszy , ale mimo to nic nie robię , by nie pogarszać sytuacji.  Jedynie Matylda nie daje mi spokoju i chce bym z nią zagrał w­- Memos - Kraina Lodu. Moje wyjaśnienie , że ból mi nie pozwala siedzieć przy stole , nie docierały do małej. Dopiero Dorota wyperswadowała małej ten pomysł i nakłoniła ją do gry z bratem.  Mam nadzieje , że jutro już będzie lepiej i będę mógł normalnie funkcjonować. Poświęcić trochę czasu dzieciakom. Niedługo wyjeżdżają i pewnie zobaczymy się dopiero za rok . 

wtorek, 18 sierpnia 2015

Nie ma jak drzemka.

Wczoraj pisałem , że dziś całą paczką jedziemy do Włocławka. Tama , bulwary , przystań , a może coś jeszcze.  Rano wszyscy wstaliśmy dość późno i dość późno to delikatne określenie J.  Śniadanie , a w zasadzie obiad i ruszyliśmy.  Zaczęliśmy od tamy  i największego sztucznego jeziora w Polsce. Ogromna masa betonu dzieląca rzekę na górny i dolny bieg. Z powodu suszy poziom wody jest rekordowo miski. Szum fal pędzonych przez wiatr , rozbijających się o betonową ścianę zapory, plus chłodny wiatr. Czynią z tarasu widokowego na zaporze , super miejsce do odpoczynku od upału. Prawie jak na nadmorskim molo , tylko zapach nie co mniej atrakcyjnyJ. Z zapory ruszyliśmy do pobliskiej przystani na zalewie Włocławskim. Tam nabraliśmy ochoty na rejs po Wiśle. Matylda skłonna była nawet odpuścić mi - Wesoły dzień Zosi, którego nie dokończyliśmy wczoraj układać. Niestety Dorota panicznie boi się wody. Za żadne skarby nie chciała wejść na statek. Z tego powodu , zrezygnowaliśmy z rejsu. Musielibyśmy zostawić Dorotę samą na kilkadziesiąt minut, a to nie wchodziło w grę. Matylda z Amarem, byli bardzo niepocieszeni. W ramach rekompensaty , obiecałem im , że gdy będą wracać do Angli. Kupię im grę planszową 5 sekund junior. Jakoś się udobruchali. Z przystani pojechaliśmy na bulwary. Tu dopiero było widać jak niski jest poziom Wisły. Między stanem dzisiejszym , a falą powodziową z 2010 roku , było jakieś sześć metrów różnicy. Niewiele brakowało , by woda wdarła się na ulice. Dziś w niektórych miejscach brzeg rzeki oddalił się o ponad dwadzieścia metrów, tworząc coś w rodzaju kamienistej plaży. Bulwarami dotarliśmy do nowo wybudowanej przystani. Tam najpierw poszliśmy do restauracji na małe co nie co J. A potem rozłożyliśmy się na hamakach , które zostały rozstawione przez obsługę przystani na sezon letni . Po kilku kilometrach spaceru , hamaki były wybawieniem , dla naszych nóg. Podobnie jak na tamie , szum fal , chłodny wiatr i w przeciwieństwie do zapory ,brak odgłosów samochodów. Spowodowały , ża po kilku bujnięciach hamaka , zasnołem. Zresztą nie tylko ja. Mohamed  też przycioł komaraJ. Tylko biedna Dorota musiała pilnować dzieci . Przystań położona jest przy ujściu rzeki Zgłowiączki. Trawnik na którym rozłożone są hamaki, otoczony jest z dwóch stron wodą. Przed przystanią Wisła z prawej jej strony Zgłowiączka. Chwila nieuwagi może skończyć się źle. Naszczęście wszystko było ok. Na hamakach było tak dobrze , że ciężko nam było ruszyć cztery litery , aby wrócić do domu. Dopiero chłód który zapanował , gdy słońce zaczęło chować się za horyzontem sprawił , że weszliśmy na większe obroty i szybko wróciliśmy do domu.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Upierdliwe komary.

Nowy tydzień zaczołem , a raczej zaczęliśmy od wyprawy nad Wisłę. W miejscowości w której mieszkam , Wisła wyżłobiła głębokie koryto. Wysokie skarpy w połączeniu z starodrzewiem na terenach zalewowych , gdzie rzeka ospale meandruje między zaroślami. Do tego niezliczone gatunki ptakótóre swym śpiewem oczarowują. Wszystko to tworzy niesamowity krajobraz , miejsce w którym możemy zapomnieć o pędzącym świecie i oddać się dobrodziejstwu obcowania z przyrodą. Lubię tam przebywać. Siadam wtedy nad brzegiem rzeki, wyłączam myślenie i odpoczywam. A dziś zafundowałem to gością z nad Sekwany. Choć sami mieszkają nad Sekwaną właśnie , to wybetonowane brzegi nijak się mają do naszej dzikiej Wisły. O ile Dorota dobrze znała te okolice i jej uroki , to Mohamed był totalnie oczarowany co chwila powtarzał – its beautiful here. Ale dzieciaki jak to dzieciaki, szybko się nudzą. Do tego nad Wisłą , a szczególnie w przybrzeżnych zastoiskach , oczkach , komar to normalka. Szybko więc zaczęły się marudzenia w stylu , kiedy idziemy do domu?. Faktem jest ,że komary tego dnia, były wyjątkowo upierdliwe. Dały się we znaki wszystkim,bez wyjądku.  Znacznie skracając nam sielankę. Po powrocie do domu , praktycznie zaraz po przekroczeniu progu , dopadła mnie Matylda z propozycją nie do odrzucenia – zagrasz ze mną w • Memos - Kraina Lodu . Próbowałem się wykręcić tym , że grałem z nią wczoraj w Kalejdoskop 50 gier, że układałem z nią - Wesoły dzień Zosi, że dziś czas zagrać z mamą i tatą. Nic z tego. Matylda to twarda sztuka J, nie da się zbyć tak łatwo. Jej rodzice uśmiechali się tylko , wykorzystując z premedytacją fakt , że Matylda jak i Amar dali im urlopJ. Jutro planujemy powłóczyć się po Włocławku. Tym razem chcępokazać Mohamedowi  zapore wodną na Wiśle i bulwary. Jednym słowem dużo betonu J.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Burza bez deszczu.

Wczoraj  miałem zagrać z małą Matyldą w - Kalejdoskop 50 gier , ułożyć Kąpiel Prosiaczka. I tym razem nie mogłem się wykręcić od tej obietnicy. Matylda nie darowała by mi tego. Tym razem jednak Kąpiel Prosiaczka zastąpił - Wesoły dzień Zosi . I nie jedną układankę , lecz wszystkie cztery . Matylda zna te puzzle i nie da się zbyć jedną częścią. Dorota z Mohamedem i Amarem stwierdzili , że mają dzień nygusa. Rozłożyli leżaki i większość dnia leżeli plackiem na słońcu. Nawet obiad ich nie skusił. Choć w te gorączki , nikomu się nie chce jeść nawet takiemu „odkurzaczowi” jak ja . Dopiero późnynm popołudniem Dorota  stwierdziła , że musi pokazać Mohamedowi jak  bawią się polacy. Na pobliskim stadionie odbywał się piknik z okazji dnia Wojska Polskiego, zakończony zabawą taneczną. Około 17-tej. Dorota z mężem poszli trochę się rozruszać na parkiecie. Ja niestety , a może stety , bo impreza nie trwała zbyt długo. Około dwudziestej , może trochę później rozpętała się burza. Choć deszcz nie padał to pioruny uderzały z taką częstotliwością i siłą , że organizator zdecydował się przerwać impreze  pod gołym niebem. Swoją drogą pierwszy raz widziałem tak silną burze bez deszczu.   Wracając do wątku , zostałem w domu z Matyldą i Amarem. Rozłożyliśmy Kalejdoskop 50 gier i zaczęliśmy maraton planszówek. Niestety i nasza zabawa nie trwała, zbyt długo. Burza spowodowała awarię sieci energetycznej i po prostu  zapadły egipskie ciemności. Jedynym plusem było to , że w przeciwieństwie do rodziców Matyldy i Amara  nie musieliśmy wracać do domu w otoczeniu wyładowań atmosferycznych. Choć widoki były na pewno niesamowite , to wole , żeby dzieciaki oglądały je przez okno. Choć muszę przyznać , że sam chętnie wyszedłbym na zewnątrz oglądać rozbłyski piorunów. Dziś wszyscy spędziliśmy dzień na leżakach J,tylko dzieciaki pluskały się w basenie. To już końcówka lata i wakacji , więc muszą się nacieszyć ciepłą wodą i to nie w wannie J.  

piątek, 14 sierpnia 2015

Dobzie dobzie.

Dziś wybraliśmy się znów całą bandą do kręgielni, która znajuje się w moim mieście. Przyznam, że byłem tam po raz drugi i kolejny raz był po pierwsze dobrą okazją do spotkania się oraz do wspólnej zabawy. Wprawdzie nie zdobyłem jakiejś szokująco wielkiej liczby punktów , ale... nie byłem także ostatni w klasyfikacj. Piątkowy  wieczór był spędzony w dobrym toważystwie oraz w dobrym miejscu :) . Mieliśmy niezły ubaw z Mohameda, męża Doroty. O ile ich syn Amar mówi w dwóch językach , angielskim i polskim. To Mohamed po polsku ani w ząb. Co prawda rozumie co się do niego mówi, ale z uzyskaniem odpowiedzi z jego strony w języku polskim jest kiepsko, a nawet bardzo kiepsko. Jedyne co mu wychodzi to – dobzie dobzie? J. I to właśnie dobzie dobzie sprawiło , że mieliśmy ubaw po pachy. Gdy przychodziła jego kolej , podchodził do toru, brał kulę do ręki i oddawał rzut. Za każdym razem wypowiadając – kula hula i z nieco idiotycznym uśmiechem pytał – dobzie dobzie ?, z czego rozumiałtylko to – dobzie dobzie.Nie było dobzie , było wręcz bardzo nie dobzie. Kula trafiała we wszystko ,tylko nie w kręgle. Czasem , mimo swej wagi bardziej przypominała piłkę, ledwo mieszcząc się w torze. I wtedy padała salwa śmiechu z naszej strony. A nawet nie tylko z naszej , bo dobzie dobzie i kula hula rozbrajała graczy przy sąsiednich torach. Tylko Matylda była niepocieszona ,bo nie byłoz nami Wojtka , który spędzał z nią najwięcej czasu, grając z nią wKalejdoskop 50 gier, układali razem Kąpiel  Prosiaczka, a przy tym zasypywał ją mnóstwem zabawnych historii. Obiecałem Matyldzie , że po powrocie do domu zagram z nią w Kalejdoskop 50 gier , a potem poukładamy puzzle. Niestety wróciliśmy późno i grę trzeba było przełożyć na jutro. Matylda znów była niepocieszona , ale jutro nadrobimy zaległości z planszówek.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Wirus.

Przyjechała do nas w odwiedziny z Londynu Dorota, Mohamed i Amar i szykował się tydzień pełen niespodzianek :),Niestety przywędrował do nas również niezapowiedziany gość "wirus żołądkowy" i zamiast urządzać zawody w łapaniu komarów J i oddawać się pasji grillowania  organizowaliśmy  bliski kontakt z porcelaną JJ. Wieczorową porą , gdy wirus trochę odpuścił zorganizowaliśmy wspólne malowanie koszulek i każdy tworzył swoje małe dzieło, tylko Matylda tworzyła zgrany duet z tatą jako najmłodszy uczestnik warsztatów . W środę Jak już co niektórzy lepiej sie poczuliśmy. Wybraliśmy się razem do kręgielni . Świetna zabawa dla całej rodziny, dla małych, większych i największych a czasami można nawet mieć wielkie wątpliwości kto jest "mniejszy, a kto większyJJ. A jako ostatnia niespodzianka na koniec tygodnia przyjechał do nas w odwiedziny Wojtek na urodziny Marcina. Okazał się najlepszym lekarstwem na wszystkie dolegliwości żołądkowe Matyldy . Całe wieczory grał z nią w Kalejdoskop 50 gier, układali razem Kąpiel  Prosiaczka. Uśmiech nie schodził z jej małej buźki :) To był niesamowicie emocjonujący tydzień. Choć jeszcze przed nami weekend.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

świecące puzzle.

Kolejny dzień ucieczki przed upałem. O ile mnie nie trzeba nakłaniać do ucieczki przed rozżarzonym słońcem, o tyle dzieciaki trzeba wręcz siłą sprowadzać do domu. Ostatnio próbowałem zwabić rozbrykaną gromadkę do chłodnego domu na układanie puzzli.  Żeby nie było zbyt trudno wybrałem -• Wesoły dzień Zosi ( puzzle dla dzieci ). Myślałem , że cztery układanki  w jednym pudełku załatwią sprawę. Każde z dzieci zajmie się układaniem swojego obrazka i będzie ok. Ale to byłoby zbyt piękne , żeby rozbrykana gromadka , bez protestów zasiadła do puzzli. Gdy za oknem piękna pogoda , basen z wodą ciepłą jak nigdy przedtem. Nic tylko się kąpać. Tłumaczenie , że słońce w nadmiarze jest niebezpieczne na niewiele się zdaje .
Jeśli coś nie ma zębów jak krokodyl , nie gryzie , nie szczeka , nie przypomina pająka krzyżaka , to nie jest groźne:):). Na szczęście przypomniałem sobie , o pobycie w domku nad jeziorem , gdzie po załamaniu się pogody zajeliśmy dzieci układaniem - Avengers - Puzzle Magic Decor. MAGIC DECOR to duże, świecące w ciemności puzzle, którymi można również ozdobić pokój dziecka! I właśnie ta cecha spowodowała , że dzieciaki , dały się namówić  do układania puzzli. Zastosowanie specjalnej techniki, sprawia, że układanka wystawiona na promienie słoneczne lub sztuczne światło będzie świeciła w ciemności! Po ułożeniu powstanie obrazek o wymiarach 60x40 cm z superbohaterami drużyny Avengers Na brak promieni słonecznych , nie można narzekać  , więc elementy szybko otrzymały potrzebną  ilość światła . Żeby efekt był lepszy , zaciągnołem żaluzję zewnętrzne . W pokoju zrobiło się wystarczająco ciemno , by puzzle zaczeły świecić . Dopiero to spowodowało , że dzieci zabrały się do układania , nie myśląc już o basenie . i bieganiu w palącym słońcu .

wtorek, 28 lipca 2015

Niesamowity zegarek.

Dziś widziałem naprawde świetną zabawkę.Kidizoom Smart Watch , Tak nazywa się to cudo.W pierwszej chwili, myślałem, że to zwykła plastikowa zabawka. Okazało się , że ta zabawka ma  wiele niesamowitych funkcji. Można nim między innymi robić zdjęcia ,czy nagrywać krótkie filmy. Można skorzystać z możliwości zmiany głosu. Właśnie tą funkcją bawiła się najwięcej córka mojej byółej pani kierownik z poprzedniej pracy. Po nagraniu kogoś z otoczenia, odtwarzała jego słowa ,ale już innym głosem  , śmiejąc się przy tym do rozpuku. Posiada wbudowany ekran dotykowy aparat fotograficzny dyktafon o których już wspomniałem , oraz 3 super gry. Możliwość podłączenia do komputera umożliwia dzieciom zgrywanie, ładowanie zdjęć i filmów. Zegarek, ma aż kilkadziesiąt motywów zarówno analogowych jak i  cyfrowych.Łatwa zmiana między zegarem analogowym i cyfrowym ułatwia dzieciom naukę zegara. Posiada też stoper i alarm.
Małe elektroniczne cudo , dla dzieciaków. Zastanawiałem się , co kupić na prezent urodzinowy siostrzenicy. Teraz już wiem . Kidizoom Smart Watch , bankowo jej się spodoba