I było jak
przewidziałem. Zakupy nie ograniczyły się do folii. W sklepie ogrodniczym do którego
zawsze jeżdże na zakupy, nie było tego rozmiaru folii. Przeszedłem tylko między
rzędami roślin. Powtarzając sobie w myślach – nic nie potrzebujesz, nic nie
potrzebujesz. Sobie jakoś wmówiłem, że nic nie potrzebuję. Ale mała zobaczyła
karmnik dla sikorek w kształcie domku. Nawet nie musiała mnie długo
przekonywać. Zrobiła takie maślane oczy, że wymiękłem bez słowa. Po zakupie, poinformowałem
tylko małą, że zabawki już nie wchodzą w grę. Dziecie tylko wydobyło z siebie
yychy, nawet nie otwierając ust. I znów te maślane oczy. Jak dorośnie faceci,
będą bez szans. Ja już jestem JJ.
Dosłownie chwilkę później, a dokładnie kilkanaście metrów dalej. Zobaczyła na
wystawie lalkę. Wcześniejsze ustalenia, że dziś już kupno zabawek nie wchodzi w
grę, diabli wzięli. Znów maślane oczy itd. Ktoś powie, że brak mi konsekwencji,
no ale co tam. Jestem tylko wujkiem. Po lalkowych zakupach w końcu trafiliśmy do
drugiego sklepu ogrodniczego. W zasadzie to szkółka w której poza roślinami
jest wszystko, co potrzebne do pielęgnacji i urządzania ogrodu. Tu już nie
dałem rady tłumaczyć sobie, że nic nie potrzebuję. Teraz to ja miałęm maślane oczy.
Skończyło się na trzech różanecznikach, dwóch magnoliach, dwóch azaliach,
ketmi, purpurowej pęcherzycy i drobnicy jak runianka, czy parzydło leśne. Mała
ma cztery lata, ale dziś to ja byłem dzieckiem. Zamieniłem tylko zabawki na
zieleniaki .
czwartek, 30 kwietnia 2015
środa, 29 kwietnia 2015
Po burzy.
`Wiujneło, grzmotneło i tunelu nie ma. Wczoraj wieczorem, nad moją miejscowością przeszła burza. Niby nonmalka
o tej porze roku. Nawet nie była jakaś bardzo groźna, ale jeden silny podmuch
wiatru i zostałem bez tunelu foliowego. Trzy`małem w nim winorośl i kilka
krzaczków pomidorów, miała jeszcze dojść papryka. Będzie musiała jeszcze trochę
poczekać. Dziś od rana zdiołem resztki folii, pozostałe na konstrukcji. Musze jeszcze
wykopać rowek do okoła tunelu, aby muc umieścić tam nową folię. Po zasypaniu
jej ziemią, będzie zabezpieczona przed zabraniem przez wiatr. Choć teraz zabezpieczona była tak samo,
to miała już kilka lat. Dlatego tak łatwo poddała się naporowi wiatru. Chciał nie
chciał, muszębujnąć swoje jestestwo do
miasta, konkretnie do sklepu ogrodniczego. Pozbyć się nadmiaru gotówki JJ. Na folii się nie
ogranicze, jak znam życie, wpadnie mi w oko jakiś zieleniak. Pewnie nawet nie jeden.
Do tego siostrzenica oświadczyła, że jedzie ze mną. Czyli dochodzą jakieś
zabawki. Byłem u szwagra umówić się na naprawę tunelu, sam nie dam rady założyć
folii. Mała, jak tylko usłuyszała, że jadę do miasta, nie odstępuje mnie na krok.
Zawsze, gdy ją zabieram, coś jej kupuję, przeważnie są to właśnie zabawki, czasem
gry planszowe dla dzieci. Stąd ta chęć na jazdę do miasta. Co więcej dziecie
wymyśliło sobie, że pojedziemy pociągiem.
Kiedyś jej to obiecałem, ale niestety, jeszcze nie dziś. Choć tunel nie
jest duży, folia trochę będzie ważyć, a jak wspominałem, na pewno coś dojdzie. Od
stacji kolejowej jest ponad dwa kilometry, jak znam życie, po pięciuset metrach
słyszał bym : wujeek nużki mnie bolą J.
Jakoś udało mi się przekonać małą, żę pojedziemy pociągiem innym razem. Do innego
miasta, może do Bydgoszczy na Wyspę Młyńską. Jest tam ładny plac zabaw. A i
podróż będzie trwała dłużej niż dziesięć minut, jak w tym przypadku.
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Mój wujek .
I znów poniedziałek i znów, wszystko od nowa. Wekeend powinien trwać kapke dłużej Z jednego dnia w którym miałem być nianią, zrobiły się trzy. W piątek opiekowałem się małą Natalią, a w sobotę i niedzielę doszła jeszcze druga siostrzenica. W piątek z małą Natką sadziliśmy truskawki, to znaczy Natka sadziła. Gdy tylko usłyszała jak mówiłem do siostry, żę po południu mam zamiar przesadzić truskawki. Mała Natka prawie wykrzyknęła, że ona będzie sadzić z wujkiem. Nie ma zmiłuj, do południa trochę układaliśmy puzzle, ale cały czas w którym to robiliśmy, mała mówiła tylko o jednym. Wujek, kiedy pójdziemy sadzić truskawki. Mineło południe, zrobiło się ciepło, a nawet bardzo ciepło. Mogłem bez obaw iść z małą sadzić. Wcześniej wiał dość chłodny wiatr i była rosa. Bałem się, że mała się przeziębi, dlatego wolałem poukładać puzzle. Zaczeliśmy sadzenie, a w zasadzie Natka zaczeła, bo ja nie mogłem jej przeszkadzać. Jedyna czynność na którą dostałem zezwolenie:):) to było wyznaczenie miejsc pod sadzonki i przyniesienie wody do podlewania. O samym podlewaniu mogłem zapomnieć. Musiałem przynieść jeszcze małą konewkę, której używam do podlewania kwiatów w mieszkaniu. Myślałem, że małej szybko się znudzi i bedziemy dalej układać puzzle, albo pogramy w jakąś grę planszową. Ale nic z tego, mała nie odeszła do póty do póki grządka nie wypełniła się truskawkami . Sobota i niedziela, to jedno wielkie masakrowanie wujka. O ile karzda z dziewczyn, będąc sama jest grzeczna. o tyle gdy już są razem mam przechlapane na całej linii. Zaczyna się niewinnie od jakiejś gry planszowej, bądź jeżeli pogoda pozwala, to przejażdżki rowerowej, albo spaceru. Najczęściej do sklepu po jakieś lody :):) Jeżeli pogoda jest do bani, to mam przechlapane od razu . Zaczyna się od gradu pytań, potem jest gilgotanie, tarmoszenie za uszy, włosy. Na koniec robienie dzwonka z nosa, To wszystko żarty, dziewczyny starają się być delikatne. Chyba, że zaczyna się licytowanie, czyj jest wujek -mój, nie bo mój. Wtedy każda ciągnie z całej siły w swoją stronę. A to już takie fajne nie jest. Co prawda sam na to pozwoliłem, ale dwa dni pod rząd to za dużo jak dla mnie. Na szczęście dziś poniedziałek, można odpocząć po weekendzie :):)
piątek, 24 kwietnia 2015
Niania.
Dziś jestem nianią JJ. Siostra podrzuciła mi
czteroletnią córkę. Sama ma kilka urzędowych spraw do załatwienia. Związanych z
budową domu. Zezwolenia, projekt, geodeci, wszystko zajmuje masę czasu, a z
małą Natalią jeszcze więcej. Natka jest bardzo ciekawa świata, zresztą jak
każde dziecko w jej wieku, zadaje masę pytań. Podziwiam siostrę i szwagra, za
to jak opiekują się małą. Cierpliwi, opiekuńczy, troskliwi. Odpowiadają na każde
pytanie zadane przez małą Natalię. Nie ma mowy o jakimś zbywaniu w stylu – nie mam czasu, za
chwilę, albo pooglądaj sobie bajki. Nawet jeśli mała bawi się sama zabawkami,
albo układa sobie puzzle, a ma niezłą kolekcję puzzli dla dzieci i lubi je
układać. Zaraz zjawia się przy niej jedno z rodziców i bawią się razem. Aż miło
patrzeć na taki obrazek. I aż nie chce się wierzyć, gdy ogląda się wiadomości,
a w nich, co rusz to jakiś news o tym, że „ ojciec „ czy konkubent skatował
swoje dziecko. Albo pijana matka, zostawiła bez opieki małoletnie dziecko. Albo
ojciec idący ulicą z dwojgiem małych dzieci { tego akurat byłem świadkiem na
pytanie jednego z dzieci {samego pytania nie pamiętam } odpowiada – zamknij się,
bo ci wpie…..
Na kogo wyrosną te dzieci. Czy mają
szansę na szczęśliwe życie, czy będą klonami swoich rodziców ?
wtorek, 21 kwietnia 2015
Wszędzie pył.
cWczoraj po odjeździe rodzinki, ruszyłem na zakupy. Podstawowe
produkty typu : masło, mleko, pieczywo
jakieś wędliny. Przy okazji kupiłem puzzle
na prezent dla siostrzenicy. W piątek ma imieniny. Wracając z zakupów wpadłem
do znajomego. Kilka tygodni temu rozmawiałem z nim o spawaniu bramy, Właściwie
to ramy do której przykręce drewniane sztachety. Stara brama jest w fatalnym stanie, nie nadaje
się do remontu. Trzeba zrobić nową. Cały materiał tj. kształtowniki, zawiasy, deski,
impregnat do drewna w kolorze cedru, farby do konserwacji konstrukcji
metalowej, śruby. Trzeba tylko te puzzle poskładać. Umówiliśmy się na przyszły tydzień. Od piątku
ma urlop, więc od poniedziałku zaczniemy
spawanie elementów bramy. Chwilę jeszcze porozmawialiśmy o naszych kandydatach
na prezydenta, bo to teraz temat na czasie. Po powrocie do domu, zrobiłem się dziwnie senny. Bez kawy
się nie obyło, inaczej bym odpłynoł, albo
resztę dnia chodził śnięty. Zakupy, pogaduchy, kawka i południe pękło. Czas zabrać
się do roboty. Pogoda wydawała się ładna, stwierdziłem że biorę zabawki i idę
do ogrodu. Ostatnio pogoda właśnie pokrzyżowała mi plany, zmuszając do
przerwania pracy. Niestety, wczoraj stało się dokładnie tak samo. Ledwo zdążyłem
podlać krzewy borówki posadzone w zeszłym tygodniu, gdy zerwał się silny wiatr.
Wiatru się nie boję, ale ten wiatr a raczej wichura. Zaczęła unosić z okolicznych pól tumany kurzu. Po chwili
wyglądało tojak burza piaskowa. Świerk do
którego miałem cztery może pięć metrów, zniknoł mi z oczu. Widziałem wcześniej jak
wiatr unosi pył z ziemi, ale nigdy nie było, aż tak źle. Nie można było
oddychać, bo pył był wszędzie. Oczy, usta, nos wszędzie pył, a nawet ziarenka
piasku. Ewakułowałem się do domu, pozostawiając narzędzia w ogrodzie. Myślałem, że to szybko minie i
wrócę do pracy. Niestety, do wieczora nic się nie zmieniło. Dziś powtórka z
rozrywki. Od rana jeszcze można było coś zrobić, ale około południa znów
zrobiło się siwo. I znów do wieczora nie można było wytchnąć nosa z domu. Widoczność
prawie żadna, samochody prawie stały w miejscu. Gdy na chwilę odpuściło wyszedłem
za budynek gospodarczy, tam mam truskawki, a raczej miałem. Teraz wszystko
zasypane jest 10- centymetrową warstwą piasku. Masakra,
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Ślązacy
`Goście goście i po gościach. Jak wcześniej pisałem, w sobotę wieczorem dotarła do mnie rodzinka ze Śląska. Naniacy, jeśli chodzi o gry planszowe. Jednak moje przewidywania co do tego, że bankowo prędzej, czy później skończymy przy stole z rozłożoną grą, okazały się nietrafione. W sobotę przyjechali bardzo późno, Od progu już rozległo się spaać. Wypowiadane przez młodszą część ekipy. Podróż dała się we znaki na tyle, że Zuzka tj, najmłodsza pociecha mojej kuzynki zasneła, tuż po zajęciu miejsca w fotelu. Kuzynka zaniosła ją do łóżka, musiała ją rozebrać, bo młoda nie była w stanie sama tego zrobić. Mówiła tylko coś przez sen, ale nie było to zrozumiałe. Na drugi dzień mieliśmy z niej mały ubaw. Po przebudzeniu,potrzebuje sporo czasu, by zacząć kontaktować. Przez mniej więcej pół godziny chodzi jak ząbi. Jedyną reakcją na bodźce zewnętrzne jest westchnięcie, jakby jakaś babuleńka wzdychała – ech kiedyś to były czasy, robiąc przy tym maślane oczy. Z resztą ekipy zaśiedzieliśmy się prawie do drugiej w nocy. Rano, to znaczy w weekendowe rano, czyli około jedenastej. Po drobnych bitwach o łazienkę , zebraliśmy się przy śniadaniu. Młodzież szybko przeniosła się do ogrodu mimo, że pogoda była taka sobie. Dzieciaki mają niewyczerpane pokłady energii. Śmigają z prędkością światła, z jednego końca ogrodu na drugi. Robiąc przy tym tyle hałasu, jakby było ich przynajmniej dwukrotnie więcej. A my przegadaliśmy prawie cały dzień. Dziś pobudka była wcześnie, ode mnie ekipa odjechała do Ciechocinka. Młodzież chciała zobaczyć jeszcze Jasia i Małgosie. Zebrali tylko zabawki i odjechali. Umówiliśmy się, że wpadną w lipcu na cały tydzień.
sobota, 18 kwietnia 2015
Goście.
Borówki posadzone, puzzle dokończone. Chociaż jedno i drugie zajęło mi więcej czasu niż myślałem. A myślałem, że do piątku w ogrodzie zadzieje się dużo więcej. Jest jeszcze masa do zrobienia, a pogoda znów robi się do bani, Mam jeszcze trochę krzewów do posadzenia, trochę do przycięcia, a tu deszcz i grad. O ile deszcz jest potrzebny, nawet bardzo potrzebny, to grad już niekoniecznie. Łatwo może uszkodzić wybijające pędy. Wegetacja dopiero ruszyła, pierwsze listki, są bardzo delikatne. Nawet niewielki grad może je po prostu ściąć. Ale cóż, z pogodą nie wygram, najwyżej będę miał dłuższy weekend. Wieczorem spodziewam się gości. Rodzinka ze Śląska odbywa właśnie turne po Kujawach. Niesamowicie wesoła ekipa, do tego maniacy gier planszowych. Na samo hasło: gry planszowe, ożywiają się jak , wygłodniały kocur na widok myszy :):) . Na żaden dalszy wypad, nie ruszają się bez planszuwek. Pamiętam jeszcze z dziećiństwa, gdy przyjechali przywożąc Monopoly. W tamtym czasie, to był szał jeśli chodzi o gry planszowe. Przez cały tydzień nie robiliśmy nic innego, tylko graliśmy. Dziś będą praktycznie już tylko na nocleg, ale jutro jestem prawie pewien, że po kilku godzinach wspomnień i rozmów w stylu co u kogo się wydarzyło. Czeka mnie wieczór gier planszowych i śląskich żartów.
środa, 15 kwietnia 2015
Borówkowa alejka.
Wczoraj jednak nie wróciłem do puzzli. Zamek musi jeszcze trochę poczekać. Ginnastyka w ogrodzie, zrobiła swoje. Pod wieczór, byłem tak zmęczony, że nie miałem siły na nic. Próba nadrobienia zaległości, skończyła się zakwasami. A tak jak w przypadku puzzli, jestem na półmetku, a może nawet w 1/3 pracy. Zaczołem od wertykulacji trawnika, tutaj luz. Praca ogranicza się do chodzenia za urządzeniem. Co prawda potem trzeba zgrabić filc, który urządzenie wydobędzie z darni, ale to nie jest takie straszne. Na początku, gdy zaczynałem korzystać z nowej zabawki, jaką był wertykulator. Wykorzystywałem kosz, który jest na wyposażeniu urządzenia. To była porażka, co kilka metrów mósiałem opróżniać kosz, który wypełniony był tylko w znikomej części swojej objętości. W pewnym momencie nie wytrzymałem, kosz poszybował do kosza . Teraz śmigam z grabkami, ale to i tak dużo szybciej niż z nieszczęsnym koszem. Przy okazji maszyna może odpocząć. W tym przypadku, odpocząć znaczy, że silnik musi ostygnąć, żeby się nie spalił. Nie to co człowiek, który może śmigać kilkanaście godzin, nawet jeśli potem trochę bolą kości. Spory obszar więc zeszło mi do późna. Wieczorem zmęczenie odebrało mi chęci na dokończenie puzzli, ale zrobiłem sobie projekt borówkowej alejki. Od jakiegoś czasu, gromadziłem sobie sadzonki borówki i trzymałem je w pojemnikach. Czekając na przekompostowanie się trocin, które będą stanowić podłoże dla nich. Trwało to ponad dwa lata. Dziś są już odpowiednio przekompostowane. Po południu, zabieram się za sadzenie. Przez dwa lata zebrałem ponad dwadzieścia krzaczków, różnych odmian. Od najwcześniejszych do najpóźniejszych. Mają super smaczne i bardzo zdrowe owoce. A jesienią ich liście przebarwiają się na ciemno czerwony do purpurowego kolor. Zdobiąc jesienny ogród.
wtorek, 14 kwietnia 2015
Układanka.
Masakryczny poniedziałek. W weekend zaplanowałem sobie, że od poniedziałku ostro biorę się za ogród. Wyciągam z budynku gospodarczego zabawki tj. grabki, wertykulator i nadrabiam zaległości. Spowodowane przez złą pogodę, przygotowania do świąt i ogarnięciem przez nygusa, po świętach. A tu dupa. Cały plan diabli wzięli. Deszcz i wichura, jakiej dawno nie było. Zabawki musiały jeszcze poczekać, w budynku. Zapowiadał się nudny dzień przed telewizorem, w którym lecą same powtórki. Co prawda mam na pulpicie komputera dwie zaczęte książki, ale jakoś nie miałem ochoty na czytanie. I tu przyszedł mi z odsieczą, a właściwie z piosenką Wojciech Młynarski. Przeglądając you tube, trafiłem na piosenkę " Układanka " , której fragmęt pozwolę sobie zacytować
- Setki małych kawalątekdo wyboru, do koloruZ cierpliwościświątek-piątek,się układa według wzoru.Tak, czy owak na obrazkubyło zboże świeżo ścięte,piernikowa chatka w laskui krasnalki z transparentem.W krąg sięwiła rzeka mleczna,kłos się złocił, kwiat zakwitał,Słowem była to bajeczna kwintesencja dobrobytu.Basia, Hania i Jureczeki nieznośny Jasio małytaki otoobrazeczekposapując układały.Lecz choć wytężały oczkazniechęcając się po troszku,choć się jęła zbliżać nockaukładanka była w proszku.Darmo dymi chałupinadarmozboże stoi w snopkachJurek znalazł ćwierć komina,ale na tym koniec, kropkaW końcu Jasio wstał z kolanekścisnął w piąstki małe dłoniekrzycząc – proszę koleżanek,ktośnas tutaj robi w konia !Ja mam dość tych dyrdymałkówspójrzcie same, jeśli łaska,przecież żaden z tych kawałkównie pasuje do obrazka !Proszę taty, proszęmamy,dajcie wytchnąć, dajcie pożyć.po co my to układamy,jak to nie da się ułożyć.Po co my tu główkujemy,wytężamy się od nowa,po co dopasowujemy,jak sięnie da dopasować!?Ja bym mógł do ciemnej nocki,tak układać z wami razem,ale – dajcie nowe klocki,albo zmieńcie ten obrazek.
Choć autor miał na myśli coś więcej, niż tylko układanie puzzli. Piosenka odnosiła się bowiem do ówczesnej chorej rzeczywistości. To mi przyniosła wybawienie od nudy. Podsuwając myśl o ułożeniu puzzli właśnie. Wyciągnołem z pod łóżka swoje stare puzzle i się zaczeło: szukanie, dopasowywanie. Zeszło mi do późnej nocy. A ułożyłem ledwo połowę obrazka. Dziś wieczorem będę kończył, o ile dam radę, bo zamek który jest na obrazku ma wiele szczegółów. A na razie, idę rozruszać kości w ogrodzie. Wreszcie jest pogoda.
- Setki małych kawalątekdo wyboru, do koloruZ cierpliwościświątek-piątek,się układa według wzoru.Tak, czy owak na obrazkubyło zboże świeżo ścięte,piernikowa chatka w laskui krasnalki z transparentem.W krąg sięwiła rzeka mleczna,kłos się złocił, kwiat zakwitał,Słowem była to bajeczna kwintesencja dobrobytu.Basia, Hania i Jureczeki nieznośny Jasio małytaki otoobrazeczekposapując układały.Lecz choć wytężały oczkazniechęcając się po troszku,choć się jęła zbliżać nockaukładanka była w proszku.Darmo dymi chałupinadarmozboże stoi w snopkachJurek znalazł ćwierć komina,ale na tym koniec, kropkaW końcu Jasio wstał z kolanekścisnął w piąstki małe dłoniekrzycząc – proszę koleżanek,ktośnas tutaj robi w konia !Ja mam dość tych dyrdymałkówspójrzcie same, jeśli łaska,przecież żaden z tych kawałkównie pasuje do obrazka !Proszę taty, proszęmamy,dajcie wytchnąć, dajcie pożyć.po co my to układamy,jak to nie da się ułożyć.Po co my tu główkujemy,wytężamy się od nowa,po co dopasowujemy,jak sięnie da dopasować!?Ja bym mógł do ciemnej nocki,tak układać z wami razem,ale – dajcie nowe klocki,albo zmieńcie ten obrazek.
Choć autor miał na myśli coś więcej, niż tylko układanie puzzli. Piosenka odnosiła się bowiem do ówczesnej chorej rzeczywistości. To mi przyniosła wybawienie od nudy. Podsuwając myśl o ułożeniu puzzli właśnie. Wyciągnołem z pod łóżka swoje stare puzzle i się zaczeło: szukanie, dopasowywanie. Zeszło mi do późnej nocy. A ułożyłem ledwo połowę obrazka. Dziś wieczorem będę kończył, o ile dam radę, bo zamek który jest na obrazku ma wiele szczegółów. A na razie, idę rozruszać kości w ogrodzie. Wreszcie jest pogoda.
wtorek, 7 kwietnia 2015
Bez jeńców.
No i po świętach. Wbrew obawom zając był bez śniegu. Dwa dni w najbliższym gronie minęły jak z bicza strzelił.. tylko dzieciaki mają jeszcze wolne. Mogą się cieszyć z prezentów od zająca. Myślałem że mi się upiecze i nie będę musiał kupować zabawek , ale nic z tego. Już w piątek słyszałem pytania: wujeek, a co mi kupiłeś na zająca. Wymigać się nie da rady. Bąble byłyby mocno zawiedzione. Trzeba było ruszyć do sklepu, nie było wyjścia. Dwójka najmłodszych dostała puzzle dla dzieci. Każdy inne oczywiście. Jedno dziecie miało kurczaczka, a drugie baranka. Pozostała jeszcze chrześniaczka, ale ją interesował tylko banknot o odpowiednio wysokim nominale. Może i lepiej, bo o ile maluchy cieszą się z każdego prezentu, to trzeba sporo główkować nad czymś dla nastolatków. W niedzielę, jeszcze przed śniadaniem, bąble ruszyły do ogrodu na poszukiwanie prezentów. Na szczęście siostra zdążyła wynieść wszystkie paczki i umieścić je pod jałowcem. Bąble są niesamowite, niby wiedzą, że prezenty kupują rodzice , dziadkowie, czy też wujkowie . To wpadły do domu z prędkością światła, krzycząc; mamusiu, mamusiu zobacz co dostaliśmy od zająca. Ich szczery uśmiech – bezcenne. Niedziela zleciała praktycznie przy stole. Trochę wspomnień, trochę żartów i jedzenie, jedzenie , jedzenie. Picia też trochę było Tylko maluchy szybko odeszły od stołu, ale wiadomo –zabawki W poniedziałek z samego rana tradycji stało się zadość, woda lunęła strumieniami. Bąble uzbrojone we wszystko w czym tylko można przenieść wode, przystąpiły do ataku. Bez litości, bez jeńców. Ale z równie szczerym uśmiechem, jak po znalezieniu prezentów, a może nawet większym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)