Dzień Matki, a ja po falstarcie. Jakieś dwa, albo trzy dni
temu, wstałem „lewą nogą”. W porannej telewizji, albo w radiu, już nie
pamiętam. Usłyszałem reklamę jakiegoś marketu
– dziś z okazji Dnia Matki od 19.00 do 21.00 wszystko o połowę taniej, czy coś
w podobie. Wstałem jak w amoku, poszedłem do pokoju mamy i wydobyłem z siebie-
wszystkiego najlepszego. Widok miny mamy
w tym momencie –bezcenny. Po dłuższej chwili, powstrzymując się od śmiechu. Mama
wydobyła z siebie pytanie, a z jakiej to okazji.. Od razu zoriętowała się, że
coś mi się „pokićkało”. Z okazji Dnia Matki odpowiedziałem. Na co usłyszałem. A
którego jest Dzień Matki, zapytała z uśmiechem. Dwudziestego szóstego maja odpowiedziałem. No,
a dzisiaj który jest, zapytała mama. W tym momencie mnie odmuliło i teraz po moja
mina była bezcenna JJ
. Chwilę później wybuchneliśmy salwą śmiechu. Dziś już bez falstartu, a nawet z
opóźnieniem. Życzenia złożyłem, coś koło południa. Około siedemnastej, przyjechały wnuczki do
mamy. Choć to nie Dzień Babci, tylko Matki. Młodzież przywiozła laurki i jakieś
skromne prezenty. I jak to zwykle bywa, gdy wnuczki dają prezent babci, babcia
odwdzięcza się w ten sam sposób. Maluchy dostały od babci zabawki. Najstarsza
wnuczka puzzle i grę planszową. Ja w
sumie, też skorzystałem. Załapałem się na pyszne ciacho, przygotowane właśnie
na Dzień Matki. Mama opowiedziała wszystkim o moim falstarcie i znów salwa
śmiechu JJ.
Za rok będę się pilnował J.
wtorek, 26 maja 2015
poniedziałek, 25 maja 2015
Zmiana warty.
No i Bronek będzie musiał zabrać zabawki
i przenieść się do innej piaskownicy. Bronkobus nie dał rady dogonić Dudabusa.
Ten drugi ruszył od razu z kopyta. Bronkobus na początku był raczej żółwiobusem
i to się zemściło. Gość z nikąd, pogonił stuprocentowego faworyta. Teraz jedni
szczerze się cieszą, a drudzy nieszczerze muwią, że nic się nie stało. Sztab
Bronka gry strategiczne zna chyba tylko ze słyszenia. Sztab Dudy gry
strategiczne ma opanowane perfekcyjnie. Od początku, wzioł się ostro do roboty.
Bronek zaś, był jak ze skeczu Neonówki „Komorowski u Obamy” tj. - obecny
nieprzytomny. Teraz za to zapłacił. Choć z tych dwóch panów wolę Bronka. To
prowadzenia kampanii powinien uczyć się od Dudy. Mimo, że to nie mój kandydat,
życze mu powodzenia. Mam nadzieje, że nie zapomni zbyt szybko swoich obietnic i
przynajmniej większość z nich zrealizuje, a pierwsza dama będzie go
mobilizować. Sama będąc aktywną. Inaczej niż Pani Komorowska. A Pan Bronek, no
cóż, musi popracować nad nową strategią. Możę za pięć lat znów będzie górą, ale
na razie musi poukładać puzzle, które mu się właśnie rozsypały.
czwartek, 21 maja 2015
Kamienne puzzle.
Ostatnio pisałem, że mam zamiar połączyć studnię z domem, kamiennym chodnikiem. Wokół studni, są ułożone w okrąg kamienie, które prawdopodobnie wydobyte były podczas jej kopania. Stąd pomysł na kamienny chodnik . Myślałem , że to łatwizna. Odpalę machinę piekielną zwaną łopatą. Wybiorę ziemię,w miejscu gdzie ma być chodnik. Powstałą „dziurę” zasypię piaskiem. Potem przywiozę trochę polnych kamieni. Mam ich całą masę za budynkiem gospodarczym. Ułożę je na tym piasku, wyrównam, lekko dobije młotkiem. Na koniec przesypie przestrzenie między kamieniami piaskiem, poleję wodą, aby zagęścić piasek. I na koniec dnia,będę mógł zadzierać nosa, jakiż to ze mnie fachowiec. Początek był nawet ok. Choć teren trochę opierał się machinie piekielnej, zwanej łopatą. To wykop, był najłatwiejszą częścią pracy. Po nawiezieniu piasku na spód wykopu, zabrałem się wreszcie do układania kamieni . I się zaczeło. Za mały , za duży . Za kańciaty , za gładki . Za ładny, za brzydki. Puzzle przy tym, to pikuś . Patrząc na kamienie ułożone przy studni, wydawało mi się to proste. Niestety tylko wydawało. Dopasowywanie kamieni zajeło mi cały dzień. A efekt był mierny. Łatwiej jest, gdy umie się łupać kamienie . Wtedy można sobie zawsze coś dopasować. Ja niestety nie umiem. Kiedyś próbowałem . To dopiero była porażka .Nasłuchałem się o tym , że trzeba zobaczyć jak idą słoje {kamienie mają słoje, podobnie jak drzewo } i walnąć delikwęta, bez ostrzeżenia . Popatrzyłem , wziołem siedmio kilowy młoteczek i walnołem delikwenta. Młotek odbił się od twardziela i poszybował pionowo w górę . Ja zamiast uciekać , patrzyłem się jak leci. Taki chwilowy brak kontaktu z muzgiem . W ostatnim momencie odskoczyłem na bok. Młot spadł w miejsce w którym stałem . Utrata kontaktu z muzgiem , omal nie okazała się stała :):) . Kilka lat później , spróbowałem jeszcze raz. Udało mi się nawet rozbić kilka kamieni , ale to był przypadek , a nie wiedza . Jak znam siebie, chodnik rozbiorę i ułożę go od nowa. Podobają mi się kamienne puzzle . I na tym chodniku się nie skończy.
wtorek, 19 maja 2015
Krąg .
W domu w którym mieszkam, a dokładnie na podwórzu, jest stara studnia. Jakiś czas temu wyremontowałem jej daszek. Stary był już w fatalnym stanie. Obok studni znajduje się krąg w którym teraz mam rybki. Wcześniej, gdy żyli dziadkowie, służył im do pojenia zwierząt. Potem długie lata po prostu niszczał. Służąc jako śmietnik. Fatalny obrazek i to na wprost okien. Po oczyszczeniu kręgu, okazało się, że czas zrobił swoje i krąg przecieka, więc postanowiłem wypełnić go ziemią i zrobić coś na kształt klombu z ziołami. Szałwia, bazylia, oregano , czy szczypiorek w wersji dla nyguśnych. Krąg jest tylko kilka metrów od drzwi wejściowych . Jednak szybko zrezygnowałem z tego pomysłu. Zimą zamarzająca ziemia, mogła by zniszczyć krąg. Mieszkając we Włocławku, miałem pokój wypełnioony akwariami. Po przeprowadzce, brakowało mi tych stworzeń i tych wszystkich zabawek z nimi związanych. Filtry, grzałki ,pompki , trochę tego było. Nie mam oczka, choć miejsce na nie by się znalazło, ale brak mi pomysłu, no i to , że jestem urodzony w niedziele , też jest nie bez znaczenia :):) Takie oczko , to dużo kopania , a mi to jakoś nie leży :) Koparka odpada , zniszczyła by zbyt dużo zieleniaków. Zaczołem myśleć nad tym kręgiem. Jak go uszczelnić i przerobić na wypaśony akwen . Po remoncie kuchni, zostało mi trochę kleju do płytek . Posłużył jako uszczelnienie, od wewnętrznej strony kręgu. Trochę ciekawych kamieni na dno, kilka roślin z pobliskiego bajora i akwen prawie gotowy. Prawie , bo bez ryb . Te obiecała mi przywieźć chrześniaczka . Obok swojego domu ma staw {szczęściara } . Chodzi z dziadkiem na ryby , stąd ta obietnica. Słowa dotrzymała , przywiozła cztery Bąki , w zamian musiałem zagrać z nią w jej ulubioną grę strategiczną {przegrałem }. Po Bąkach zostało już tylko wspomnienie , ale teraz mieszkają tam dwa karasie. Krąg już nie straszy . Na zimę przenosze ryby do akwarium , żeby nie zamarzły . Z kręgu, trzeba spuścić wodę na zimę , ale to nie ziemia, nie trzeba się męczyć z ocieplaniem kręgu , bądź jej wywożeniem . Dziś mam zamiar połączyć studnie kamiennym chodnikiem z domem . Ciekawe jak mi to wyjdzie ?..
czwartek, 14 maja 2015
Będzie jak w raju .
Będziemy mieli jak w raju. Bronek trochę przysnoł i teraz musi nadrabiać. Bez gwarancji, że nikt nie karze mu zabrać zabawki i przenieść się do innej piaskownicy. Duda daje mi podwyżkę i miejsca pracy. Nie mówi tylko, jak to zrobi i skąd na to weźmie pieniądze . Kiedyś już jego koledzy, obiecywali trzy miliony mieszkań, ale co tam, to tylko obietnice . Nie można się czepiać. Koledzy Bronka , przepraszam - Pana Prezydenta, lubie nie lubie, szacunek się należy , więc koledzy Pana Prezydenta. Mówili kiedyś coś o zielonej wyspie . No, trzeba przyznać zielono jest , tyle tylko , że to zasługa wiosny . Jest jeszcze wojowniczy Pawełek , ten nic nie obiecał. Ten będzie gonił chołotę . Ale jak pamiętam z histori , jedną chołotę zastępuje druga i szybko okazuję się , że jest jeszcze gorsza . Chołota taka przychodzi , bez własnych zabawek, a odchodzi z naszymi. Wmawiając nam przy tym , że to dla naszego dobra . Co prawda Pawełek chwilowo się nie liczy , druga tura nie dla niego . Ale trochę ożywił tę gre. Grę , bo mam wrażenie, że traktują nas jak pionki. Planszą jest Polska . Pytanie czy pionki udźwigną tyle dobroci , którą się nam obiecuje . Czy zostaniemy nią przygnieceni ?. Choć może zbyt wcześnię się martwię . Przecież prawdziwe apogeum dobroci spłynie na nas jeśenią . Wtedy będziemy mieli dobroczyńców na setki , a nie jak teraz na sztuki . Dostaną mundurowi , dostaną pielęgniarki , dostaną nauczyciele , policjanci , a i rolnicy też dostaną . Emeryci po rętke będą jeździć taczkami , tyle dostaną. Normalnie igrzyska dobroci . Szkoda , że wszystko to zniknie, wraz z nastaniem ciszy wyborczej .
piątek, 8 maja 2015
Krążownik.
Zaczoł się maj, zaczeły się komunie. Mam pięcioro
chrześniaków. Na szczęście komunie mam już za sobą. Teraz czekają mnie
osiemnastki. Niestety zabawkami już się tego nie załatwi JJ. W sumie zostały mi
tylko trzy te osiemnastki. Na szczęście, ten rok mam wolny. Choć w powietrzu
wiszą wesela JJ
. Mam nadzieję, że ulitują się nad biednym chrzestnym i nie będą brać ślubów,
raz za razem. Inaczej puszczą mnie z torbami J.
Pamiętam swoją komunię, pierwszy garnitur i butki, które nigdy
nie miały kontaktu z piłką J.
Pamiętam wymarzony rower, którego nie dostałem JJ.
Pamiętam zamieszanie przed, stres w trakcie i radoche po. Cała impreza odbywała
się na wsi. W domu dziadków. Domu w którym teraz mieszkam. Teraz, obowiązkowo
musi być w lokalu, inaczej jest się na językach. Kiedyś można było dostać, jako
załącznik do kopertki J,
grę planszową, albo aparat fotograficzny – oczywiście produkcji CCCP. Miałem niezły
ubaw, gdy muj wujek rozszyfrował mi ten skrót – cep cepa cepem poganiał J . Dziś dostaję się tablety,
laptopy, a rower zastąpił kład. Po latach jednak prezenty, albo ich brak {wymarzony
rower } tracą znaczenie. Liczą się wspomnienia,
te emocje, które wtedy nam towarzyszyły. Do dziś pamiętam jak trzęsły misię ręce,
przed spowiedzią , albo jaki byłem dumny, że pierwszy raz jestem w garniturze. Albo
podróż z kościoła do domu dziadków. Oddalonego o około 20km od Włocławka w
którym wtedy mieszkałem. Wiózł nas wujek, amerykańskim krążownikiem. Tylna kanapa
tego auta była wielka jak prawdziwa kanapa. Można było na niej spać. Dziś gdy
przejeżdża taki samochód, nie robi to już takiego wrażenia. Wtedy gdy na
ulicach królowały Duże Fiaty, Syrenki, Maluchy
a zagraniczne marki to była Łada, albo Trabant { ford karton } przejazd takiej
gabloty wzbudzał duże zainteresowanie, ludzie przystawali na chodniku odprwadzając
auto wzrokiem. My, to znaczy ja z kuzynką, pękaliśmy z dumy. Rozłożeni na
kanapie owego krążownika, patrząc na wszystkich z góry, z mocno zadartymi
nosami. Albo gdy już impreza była dobrze rozkręcona. Wujek wziął gitarę, zabrał
nas na powietrze i zaczoł śpiewać zabawne piosenki, a potem uczyć nas grać na gitarze. Fajnie jest,
między rachunkami do zapłacenia, czy pracą, wrócić wspomnieniami do takich chwil
i to jest prawdziwa wartość, a nie prezenty .
poniedziałek, 4 maja 2015
Majówka.
Długi majowy weekend za nami. Rozpoczęło się wielkie grillowanie,
Polaków sport narodowy. Kiełbaski, karkówka, kaszanka u niektórych szaszłyki owocowo
warzywne, że niby zdrowo. Ale jak się imprezka rozkręci, to tylko mięcho JJ. Nawet dzieciaki, mając
do wyboru kolorowe szaszłyki, wybierają te bardziej treściwe JJ. Na hasło, chodźcie na
małe co nie co rzucają zabawki i biegną co
sił w nogach. W piątek byłem zaproszony do siostry i szwagra, właśnie na
grilla. Pogoda jednak zrobiła się nieciekawa. Trzeba było przełożyć „ wielkie
żarcie”. Przełożyliśmy je na sobotę i do
mnie. Od rana, ze szwagrem, założyliśmy
folię na tunel. A potem to już tylko jedzenie, jedzenie, jedzenie i małe, co
nie co, na trawienie J.
Niedziela miała być klasycznym świętem nygusa. Żadnego grillowania, żadnych
wytrawnych płynów na trawienie. Na obiad rosołek {cieniutki , nie jak u mamusi J ]. Wątroba miała
odpoczywać, żadnego dymu, żadnego grillowania, wszystko light. Niestety około siedemnastej „ źli sąsiedzi ” he he,
rozpalili swoje grille. Zapach który spowił okolicę, sprawił, że pomknęliśmy,
jak zahipnotyzowani do ogrodowego grilla. I znów wszystko od nowa. Tylko dzieciaki
były trochę niezadowolone. Wcześniej rozpoczęliśmy grać z nimi w grę
strategiczną, ale przy grillu jedyną strategią stał się pełen bandzioch.:). Dziś
spotkaliśmy się po pracy, i znów klasyka, czyli każdego narzekanie : moja
wątroba, jaki|jaka jestem ociężała, nigdy więcej J.
Nigdy więcej, aż do następnego razu J.
Subskrybuj:
Posty (Atom)