Dzień Matki, a ja po falstarcie. Jakieś dwa, albo trzy dni
temu, wstałem „lewą nogą”. W porannej telewizji, albo w radiu, już nie
pamiętam. Usłyszałem reklamę jakiegoś marketu
– dziś z okazji Dnia Matki od 19.00 do 21.00 wszystko o połowę taniej, czy coś
w podobie. Wstałem jak w amoku, poszedłem do pokoju mamy i wydobyłem z siebie-
wszystkiego najlepszego. Widok miny mamy
w tym momencie –bezcenny. Po dłuższej chwili, powstrzymując się od śmiechu. Mama
wydobyła z siebie pytanie, a z jakiej to okazji.. Od razu zoriętowała się, że
coś mi się „pokićkało”. Z okazji Dnia Matki odpowiedziałem. Na co usłyszałem. A
którego jest Dzień Matki, zapytała z uśmiechem. Dwudziestego szóstego maja odpowiedziałem. No,
a dzisiaj który jest, zapytała mama. W tym momencie mnie odmuliło i teraz po moja
mina była bezcenna JJ
. Chwilę później wybuchneliśmy salwą śmiechu. Dziś już bez falstartu, a nawet z
opóźnieniem. Życzenia złożyłem, coś koło południa. Około siedemnastej, przyjechały wnuczki do
mamy. Choć to nie Dzień Babci, tylko Matki. Młodzież przywiozła laurki i jakieś
skromne prezenty. I jak to zwykle bywa, gdy wnuczki dają prezent babci, babcia
odwdzięcza się w ten sam sposób. Maluchy dostały od babci zabawki. Najstarsza
wnuczka puzzle i grę planszową. Ja w
sumie, też skorzystałem. Załapałem się na pyszne ciacho, przygotowane właśnie
na Dzień Matki. Mama opowiedziała wszystkim o moim falstarcie i znów salwa
śmiechu JJ.
Za rok będę się pilnował J.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz