piątek, 26 czerwca 2015

Wieczór planszówek .

Cały dzień biegania za kosiarką  , najpierw u siebie, a potem u pana jurka . Tego od gołębi . Padł mu sprzęt  i przyszedł z pytaniem , czy  nie ścioł bym mu trawy swoją  kosiarką. Spoko. Ja , gdy czegoś potrzebuje nigdy mi nie odmawia .  Wziołem  kosiarkę i poszedłem do niego .  Trochę mi to zajęło . potem jeszcze moje zieleniaki i dzień minoł.  Lubię ogród , ale cały dzień biegania za kosiarką , to już przegięcie . Do tego jestem niewyspany . Wczoraj u znajomych , zarwaliśmy pół nocy grając w gry planszowe  Przy jednym stole my , a przy drugim stole dzieciaki  . Bąble mają po kilka lat , dlatego grały przy oddzielnym stole w gry planszowe dla dzieci . Gdy zobaczyły nas przy grze , zabawki już nie miały racji bytu . .Zaczęliśmy od Pret-a-Porter, bo dawno już w nią nie graliśmy. Okazało się, że zapomnieliśmy kilku zasad i musieliśmy zaczynać drugi raz :) Pierwsza rozgrywka była dość dziwna, bo zazwyczaj ja wygrywałem w tą grę z Krzyśkiem , a tym razem przegrałem 8 punktami - wynikiem 216 do 208. Natomiast w ramach rewanżu Krzysiek dostał straszne lanie - 346 do niecałych 90. Dużo zależało od szczęścia, akurat kiedy Trendy były oceniane w dwóch  miastach jako pierwsza cecha przyszedl mi kontrakt na 2 punkty trendow i Krzysiek  nie mógł nic zrobić. Wyjątkowo dobrze podchodziły mi projekty, co spowodowało, że w ostatniej turze sprzedawałem 6 projektów kolekcji i zarobiłem dużo kasy . Jutro prawdopodobnie ,też zagramy w gry planszowe , ale już w coś innego, podejrzewam, że Krzysiek wybierze , coś w czym on będzie górą J. Dziś już spadam spać , bo jestem padnięty . 

czwartek, 25 czerwca 2015

Choć też mają kolce.

Na niebie błękit  zastąpił szarość. Wreszcie można było Wyjść do ogrodu. Przez ostatnich kilka dni pogoda na to nie pozwalała . I tych kilka dni wystarczyło , aby chwasty opanowały rabaty . Patrząc z daleka można by powiedzieć , że ładnie zielono. Ale z bliska już tak ładnie nie jest. Między różami wyrosły osty , choć też mają kolce , to ozdoba z nich kiepska . W borówkach, mimo że wyściółkowane korą , też jakoś za bardzo zielono . Czeka mnie sporo pracy .  Jutro zabawki pójdą w ruch. Od motyki po kosiarkę, bo i trawa ostro nadrabia po okresie suszy . Dziś tylko przegląd zabawek . Na nic więcej nie będzie czasu . Musze załatwić kilka spraw na mieście. Przy okazji kupić nóż do kosiarki . Stary jest już zbyt zużyty. Nie ma co ostrzyć . A wieczorem obiecałem znajomym , że wpadnę na dłuższą chwilę . Trochę pogadamy , a może jakieś gry planszowe się odkuży . Żeby nie doszło do tego , że choć mieszkamy blisko siebie , to rozmawiamy tylko w sieci . Miałem jeszcze zrobić wybieg dla pierzastego , ale dziś już nie da rady. Musi się jeszcze trochę przemęczyć . 

środa, 24 czerwca 2015

Łazienkowe puzzle.

Od jakiegoś czasu myślę o remoncie łazienki. I nadszedł czas kiedy trzeba przestać myśleć , a zacząć działać . Chociaż nie ,trzeba zacząć działać nie przestając myśleć , bo inaczej może być lipa . Za nieco ponad tydzień wchodzi hydraulik . A ja jeszcze nie wiem , czy wanna po prawej , a prysznic po lewej , czy na odwrót. Amoże po staremu , tylko wanna bez prysznica . Jakie oświetlenie , czy kinkiety przy lustrze. Czy może coś centralnego , a może  jeszcze coś innego. Normalnie łazienkowe puzzle w rozsypce. Odwiedziłem dziś kilka sklepów z armaturą łazienkową i jedyne co wybrałem to narożna wanna. Cała reszta tj. prysznic , umywalka , grzejnik suszarka , muszą jeszcze poczekać . Powaliła mnie ilość modeli i materiałów z których są wykonane . Myślałem , że wpadne na chwilę , wybiorę co trzeba , zapisze dane potrzebne hydraulikowi i już . Ale gdy stanołem przed kilkunastometrowym regałem z bateriami wannowymi i prysznicowymi , dostałem oczopląsu . Stałem jak dziecko przed regałem , który wypełniają zabawki i robiąc duże oczy  myślałem – to bym chciał , to bym chciał i to też bym chciał. Tego co bym chciał starczyłoby na kilkanaście łazienek , a nie tylko na jedną i to trzy na dwa . Sam siebie nie poznaje . Dotychczas wchodziłem do sklepu , pytałem co nie jest od Chińczyka , co najrzadziej wraca do serwisu i już. Teraz jakaś masakra. Stałem z wybałuszonymi oczami  i żadnej decyzji .  Przez chwilę chciałem zamienić się z dzieckiem , które jechało w wózku zakupowym , przerzucając zabawki z jednej przegrody wózka do drugiej . Mające gdzieś panujący ustrój, masonów i cyklistów . Skończyło się na tym , że pozbierałem katalogi od sprzedawców i teraz mam prace domową . 

wtorek, 23 czerwca 2015

Pada .

Za oknami szaro buro , pada . Na wyjście do ogrodu nie ma szans . W telewizji powtórki , albo durne seriale. A już najlepsze są dwa w TVP1 i TVP2 . Od czasu, gdy kartony zabiły Hankę jest coraz gorzej. Ale zdaniem TV jest super i dlatego trzeba powtarzać , powtarzać i powtarzać. Powtórka rano , powtórka popołudniu ,powtórka w niedzielę  . I jakby jeszcze mało czasu antenowego pochłonęli, po każdym odcinku trzeba jeszcze powiedzieć widzą o co chodzi , bo przecież durny widz sam na to nie wpadnie . O innych dziełach zajmującychczas antenowy typu Trudne sprawy , czy Dlaczego ja , szkoda nawet wspominać . Mimo , że są emitowane w komercyjnych telewizjach, mogłyby być , choć odrobine ambitniejszym wypełnieniem czasu między reklamami . Na szczęście ktoś wymyślił puzzle i gry planszowe . Idealne rozwiązanie na taką pogodę . Prawie miesiąc nie układałem puzzli , jakoś nie było czasu. Jak nie praca w ogrodzie to coś do zrobienia w domu . albo czas „cudownie” spędzony w przychodniach . Dziś sobie odbije .Od rana pada i niech sobie pada .Przynajmniej nie będę musiał biegać z konewką . Co było normą przez ostatnich kilka dni . Musze tylko wybrać coś czego dawno nie układałem , bo wypad do sklepu po coś nowego w taką pogodę odpada . 

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rękodzieło

Sobota i niedziela mineła mi pod znakiem festiwalu Chleba i  Soli . Kiermaszu rękodzieła ludowego oraz przeglądu kapel ludowych w  Ciechocinku. Nie jestem jakimś fanem tego typu imprez, ale w tygodniu zadzwonił do mnie kumpel z czasów szkolnych.   Powiedział , że w sobotę zawozi mamę na festiwal do Ciechocinka i po drodze wpadnie po mnie . Mamę zostawimy na festiwalu , a sami powłuczymy się troche po Ciechocinku  starymi ścieżkami . Odwiedzimy stare bary w których spędzaliśmy sporo czasu ,gdy byliśmy  kilka chwil młodsi . Powspominamy jak bawiliśmy się w chowanego z paniami pobierającymi opłaty klimatyczne  pod tężniami. Wtedy do Ciechocinka jeździliśmy tylko rowerami . Dziś staliśmy się zbyt "nyguśni" .  Na miejsce dotarliśmy przed godziną ósmą rano . Tak wcześnie dlatego , że mama kolegi musiała  przed rozpoczęciem imprezy, zgłośić  swoje przybycie . Podpisać listę ,  odebrać stolik  i zająć miejsce wystawowe . Jest członkiem stowarzyszenia Twórców Ludowych . Od wielu lat wystawia swoje rękodzieło na wielu tego typu imprezach , między innymi w ŻNINIE ,KŁóbce czy Ciechocinku. Robi piękne obrusy i serwety na szydełku . Oraz " frywolitki "Frywolitka (koronka czółenkowa) jest jedną z starszych technik koronkarskich. Na szydełku robi też kolczyki i coś w rodzaju naszyjników . Nowe życie od niej dostają też zabawki , które otrzymują nowe ubrania i ozdoby . Gdy już pomogliśmy rozpakować wszystko i mieliśmy iść na tzw. miasto  . Przyszedł znajomy mamy kolegi i oświadczył , że na dziesiątą trzeba być w Inowrocławiu , gdzie wręczane będą nagrody dla twórców ludowych między innymi dla mamy kolegi . Pani Grażyna [mama kolegi } poprosiła nas abyśmy  w jej imieniu odebrali wyróżnienie , które tam ma być jej wręczone .  Dojazd do Inowrocławia zajoł jakieś 45 minut . Na miejscu w muzeum im. Jana Kasprowicza , byli już wszyscy goście na scenie występował zespół folklorystyczny  "Kłopocianki". Po występie zespołu  przystąpiono do wręczania nagród . Na koniec zaproszono wszystkich na wystawę pokonkursową - Kujawskie Dziedzictwo. W śród prac zgromadzonych na wystawie była pisanka wykonana przez mamę kolegi . Jajo strusie przepięknie ozdobione , oczywiście poza malowidłami było ubrane w zrobiony na szydełku kubraczek . Na wystawie, były też zabawki wykonane z drewna . Przepiękne świeczniki wykonane przez kowala ,który w skansenie w Kłóbce  , podczas festynów pokazuje jak dawniej pracowali kowale.  I wiele wiele innych ciekawych dzieł . Po powrocie do Ciechocinka , ruszyliśmy między  tutejszych wystawców . Tu poza  rękodziełem, było dużo stoisk ze zdrową żywnością . W powietrzu  unosił się zapach chleba na zakwasie i wędlin produkowanych tradycyjnymi metodami . Dla milusińskich nie zabrakło stoisk  które po brzegi wypełniały zabawki  , gry planszowe , puzzle . Po przejściu straganów skierowaliśmy się do naszej ulubionej knajpki na placek po cygańsku, bo po tych wszystkich zapachach  zdrowej żywności  żołądki zaczeły przyrastać nam do kręgosłupa . Odwiedziny naszej knajpki ,były jednocześnie końcem pobytu w Ciechocinku . Po wyjściu z knajpki skierowaliśmy się w kierunku deptaka i w tym momncie lunoł deszcz . To  zakończyło nasze imprezowanie nim na dobre się zaczeło .

środa, 17 czerwca 2015

Nowy lokator cdn.

Dziś drugi dzień z nowym lokatorem. Rano podjechała do mnie siostra z siostrzenicą , zobaczyć małego pierzastego lokatora. Mały robi wrażenie na każdym kto go zobaczy. Siostra z  córką od razu go polubiły. Wczoraj obawiałem się trochę , czy mały zacznie jeść , czy będą problemy. Zaczoł  bez najmniejszego problemu . Gdy tylko nasypaliśmy mu rozdrobnionych ziaren kukurydzy , od razu zaczoł dziobać . Druga sprawa to pojenie . Na okolicznych  polach, nie ma żadnych oczek wodnych. Od dawna nie padał deszcz , więc jedynym źródłem wody mogły być rośliny- głównie moje truskawki JJ. Więc na początek przyniosłem małemu kilka truskawek. Zajadał aż miło. Jednak potem postawiliśmy mu spodeczek z wodą . Wystarczyło dwa razy zanużyć mu dziobek w wodzie i mały zaczoł pić tak, jakby robił to od zawsze . Wciąż mamy dylemat , czy robimy dobrze trzymając go w domu , a nie oddając go naturze . Ale w tym stanie na pewno nie dał by sobie rady . Cały czas ma problemy z chodzeniem {lekko utyka } i nadal ma opadnięte skrzydełko . Do tego doszedł jeszcze , coś jakby worek wypełniony powietrzem u nasady szyji. Z  tego powodu z siostrą doszliśmy do wniosku , że jeżeli  już się nim opiekujemy , to może warto byłoby odwiedzić przychodnie weterynaryjną. Zobaczyć , czy może można mu pomuc , a przynajmniej , choć trochę przyśpieszyć powrót do zdrowia. Więc wziołem małego ,posadziłem w małej plastikowej misce wyłożonej papierowym ręcznikiem i  pojechaliśmy do lecznicy. Siostrzenice zostawiliśmy w domu z babcią. Razem miały układać puzzle. Choć siostrzenica wspominała coś o grach planszowych . Mam i puzzle i gry planszowe, na pewno nie będą się nudzić .  Mały całą drogę siedział grzecznie w misce. Skierowałem go głową w kierunku jazdy. Jednak gdy zaczęliśmy rozmawiać z siostrą , mały odwracał się w naszą strone . Podśpiewując sobie tak , jakby chciał przyłączyć się do rozmowy. Gdy go odwracałem znów wracał , gdy tylko słyszał nasze rozmowy . Po dotarciu na miejsce , obejrzał go weterynarz i uspokoił nas  mówiąc , że to rzeczywiście jest worek wypełniony powietrzem . Skutek kontaktu z zębami kota . Nie potrafię powtórzyć tłumaczenia lekarza , ale chodzi mniej więcej o to , że kot przebił organ w którym było powietrze . Potrzebne ptakom do tego , by mogły latać. Powietrze to przedostało się pod skórę i utworzyło , coś na krztałt poduszki powietrznej. Zapytał jeszcze tylko , czy mały je i pije . Odpowiedzieliśmy , że tak. Po tym, powiedział , że nie musimy się martwić , że ten worek w żaden sposób mu nie zagraża . I  nie powoduje bólu . Za jakiś czas powietrze w worku samo powinno się wchłonąć . Co prawda po takim urazie może nie muc latać , ale jeśli tak będzie , tobędzie miał u nas dożywotnią opiekę . Wróciliśmy do domu, spokojni o los pierzastego . Siostrzenica wybrała jednak gry planszowe , ale gdy tylko zobaczyła pierzastego, gry i babcia – my zresztą też poszliśmy w odstawkę . 

wtorek, 16 czerwca 2015

Nowy lokator .

Od wczoraj mam nowego lokatora. Słuchałem radia , gdy na podwórku rozległo się ujadanie psa i to tak , jakby ktoś robił mu krzywdę , albo na podwórze wszedł ktoś ,kogo bardzo nie lubi. Wyskoczyłem z domu sprawdzić co się dzieje. Okazało się , że mama właśnie odebrała małego kurczaczka {wtedy jeszcze myślałem , że to kurczaczek} kotu . Pies widząc pogoń mamy za kotem, narobił masakrycznie dużo hałasu, koniecznie chcąc się przyłączyć . To już nie pierwszy raz , gdy odebraliśmy kotu małego pisklaka , ale o tym innym razem .  Dzieci sąsiada, słysząc zamieszanie , zostawiły zabawki i przybiegły zobaczyć co się dzieje . Gdy zobaczyły pisklę , zaczęły zachwycać się jego wyglądem . My zaś , zaczęliśmy zastanawiać się , skąd wzioł się ten „kurczak”.A w zasadzie skąd porwał go nasz kot. Jedyną osobą w pobliżu , która ma małe kurczęta jest , mieszkający jakieś 150 metrów dalej inny sąsiad . Jurek , bo tak ma na imię sąsiad. Jest miłośnikiem gołębi pocztowych . Hoduje je z dużym powodzeniem , zajmując wysokie miejsca w konkursach lotów gołębi .  Zgromadził też całkiem sporą kolekcję ras, drobiu ozdobnego . Stąd na widok pisklęcia pomyśleliśmy o nim .  Wziołem pierzastego mikrusa w dłonie i zaniosłem do sąsiada . przekonany , że to właśnie jego kurczaczka porwał mój kot  Po wejściu do jego domu zapytałem , czy to jego kurczak . Sąsiad już po pierwszym spojrzeniu wyprowadził mnie z błędu . To jest bażant. Od razu widać , że nie jest hodowcą z przypadku .W takim przypadku stwierdziłem , że zabieram pierzastego do domu .  Na począdku myśleliśmy , aby oddać go rodzicom , bo kilka razy widzieliśmy jak dorosłe bażanty ucztują w naszych truskawkach.  Jednak pierzasty ma opadnięte skrzydełko i upada lekko na jedną nóżkę .Efekt pobytu w szczękach kota . Dośliśmy do wniosku , że zostaje z nami . W tym stanie szybko mógłby znów trafić w „obięcia” kota  , ale tym razem mógłby nie mieć tyle szczęścia . Spróbujemy go nauczyć jeść  i pić z pojemnika . Mam nadzieję , inaczej , jestem pewien , że nam sięuda . Dzieciaki sąsiada stwierdziły , że będą się bawić u nas . Przyniosą zabawki i będą patrzeć co robi pierzasty . Ok. zabroniłem tylko dotykać małego , przynajmniej do momentu , gdy zagoi mu się skrzydełko i przestanie  kuleć .

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Dziewiędziesiątka .

W piątek byłem śnięty , bez chęci na cokolwiek.  W sobotę wcale nie było lepiej. W dodatku byłem zaproszony na dziewiędziesiąte urodziny sąsiada . I gdyby nie to , że jest to naprawdę świetny człowiek, człowiek, którego opowieści o życiu można słuchać godzinami. Który mimo dziewiędziesięciu lat, jest duszą towarzystwa. To robiłbym wszystko , żeby się z tej imprezy  „wymiksować”. Ale Heniutek, bo tak mówimy na sąsiada   zawsze powoduje , że człowiek ożywa, no bo jak tu być w kiepskiej formie  mając mniej niż połowę jego wieku . Gdy mnie otaczały zabawki , on miał już za sobą  pięćdziesiąt lat życia na tym  świecie. Pamiętam, gdy był już posiedemdziesiątce, pomagał moim dziadką przy pracach w gospodarstwie . A dokładnie , pomagał mi , gdy przyjeżdżałem z miasta na wieś do dziadków wyręczyć ich z niektórych prac . Pamiętam swoją irytację , gdy nie mogłem za nim zdążyć . Dziś mimo iż przybyło mu następne dwadzieścia lat. Nadal jest w świetnej formie . Całą impreze zabawiał gości , pilnował , aby nikomu nie zabrakło trunku . Z każdym z osobna musiał  zamienić , choć kilka zdań . Nawet wnuczki  bawiące się na mniejszej  sal  nie zostały pominięte . dziewczyny zaciągnęły dziadka , a nawet pradziadka na parkiet . Heniutek śmigał na parkiecie jak Travolta . Z najmniejszymi choć porzucał kostką , gdy grali w gry planszowe dla dzieci . Nie wiem , czy rodzice znaleźli na to choć chwile . W pewnym momencie stwierdziliśmy z jedną z jego wnuczek , że w ogóle nas nie zdziwi , gdy dziadek na setne urodziny pobiegnie w jakimś maratonie .W ubiegłym roku na ślubie wnuczka. Zebrał chłopaków z miejscowej orkiestry  i razem z nimi , przed kościołem grał marsze dla młodej pary . Gra na bębnie i oczywiście  bęben było słychać najgłośniej .Gra z orkiestrą na każdej uroczystości , czy występie okolicznościowym . Życze wszystkim takiej kondycji w tym wieku , a przedewszystkim sobie , bo po ostatnich dwóch dniach bardzo mi się przyda.

piątek, 12 czerwca 2015

Bye bye żurawino.

 Ale zamulony dzień, jakaś masakra normalnie. Za płotem dzieciaki sąsiada szaleją w piaskownicy , otoczone masą zabawek. A ja ledwo zipie. Najpierw walczyłem z kołdrą, która przycisnęła mnie tak mocno , że uwolnienie się z jej objęć zajęło mi prawie godzinę. Potem w łazienkowym lustrze zobaczyłem „ząbi”, jakoś dziwnie podobne do mnie. A teraz siedzę z miną kota {wiadomo co robiącego na puszczy}, i zastanawiam się co dalej. Jeszcze wczoraj planowałem posadzić żurawinę. Dawno temu stwierdziłem, że muszę mieć tę rośline, aby muc kiedyś wypowiedzieć tekst w stylu – może kawałek placka z żurawiną. Efekt uboczny oglądania tandetnych filmów rodem z USA. Gdzie wyfiokowana Wilma lub Margaret , albo Jessica. Proponuje placek brzuchatemu policjantowi, który właśnie przejeżdżał obok i wpadł sprawdzić, czy wszystko w porządku. A tak naprawdę chodziło mu o ów placek. Co prawda czasem , chodziło też o Margaret , ale te filmy leciały w późniejszych godzinach J, sporo późniejszych. Nie żębym miał coś przeciwko brzuchatym policjantom. Sam mam niezły bandzioch. Po prostu, utkwiła mi taka scena , i od tej pory wiem , że kiedyś wypowiem – może kawałek placka z żurawiną , i będzie to placek z mojej własnej żurawiny . No , ale to jeszcze trochę potrwa , bo przy dzisiejszym moim zapale , co najwyżej mogę układać puzzle. Nawet sąsiad z uśmiechem {delikatnie mówiąc} stwierdził , że wyglądam co najmniej jak po zderzeniu z pociągiem. Patrząc na jego rozbrykane , wśród łopatek foremek i innych zabawek dzieciaki. Przyszło mi do głowy , że gdybym dał im garść swojego zamulenia , a one mi garść swojego ADHD,to i u mnie i u nich wszystko będzie ok. Ale tak się nie da . Choć może i da , dzieciaki potrafią zarażać uśmiechem i chęcią do zabawy. Może się zarażę, mam taką nadzieje , bo inaczej –bye bye  żurawino .

wtorek, 9 czerwca 2015

I stanołem na światłach.

I zatrzymałem się na światłach. Wczoraj miałem wizyte u pulmonologa. Najpierw testy, a potem konsultacja. W przychodni, o dziwo nie było kolejki. Kilka ukłuć, dwadzieścia minut czekania na efekty, szybka wizyta u pani doktor. Diagnoza – alergia na prawie wszystkie rodzaje traw i psa. Normalnie bomba, jakieś małe ustrojstwo, chce sobie mnie podporządkować – niedoczekanie. Z przychodni ruszyłem w kierunku sklepu ogrodniczego. Po drodze minołem witrynę sklepu z zabawkami. Patrzył z niej na mnie ogromny Kubuś Puchatek. W koło pluszaka, poukładane były gry planszowe, puzzLe i cała masa innych zabawek. Ten pomarańczowy miodożerca, był naprawdę wielki. Pamiętam swojego micha z dzieciństwa. Był duży. ale do tego  monstrum nie mógł sie równać. Ja bałbym się zostawić dziecko z takim olbrzymem, jak coś takiego się przewróci, to może być źle. Po kilkunastominutowym spacerze  dotarłem do sklepu ogrodniczego . Ostatnio jestem zakręcony na punkcie róż. Najpierw robie przegląd odmian w necie , a potem na zakupy . Najnowszy zakup to cztery  żółte róże rabatowe "Frezja"  i guz gratis. Przechodząc przez skrzyżowanie przed  sklepem, przyłożyłem w sygnalizacje świetlną .  Kolejny siwy słup na siwym chodniku. No i stanołem na światłach , aż hukneło . To był bolesny postój . Do domu wróciłem z różami i guzem , całkiem dużym guzem . Dobrze , że niebył fioletowy :).
Nie wiem , czy to radocha , że udało mi się kupić dokładnie te odmianę róż . Czy już się uodporniłem na takie zdarzenia,{chyba raczej to pierwsze }, bo nawet nie wiązałem bukietów , dla projektanta tej ulicy , co zazwyczaj robie w takich sytuacjach.

wtorek, 2 czerwca 2015

Batonik.

Dola chrzestnego. Jakoś przeżyłem dzień dziecka. Nawet jakoś fajnie. Bąble {dzieci siostry} nawiedziły mnie już od rana. Na twarzach uśmiechy od ucha do ucha. Wiadomo, dzień dziecka więc coś od wujka dostaną. Tyle tylko, że wujek miałmały problem z wyborem prezentu . Przecież tak    niedawno  był zając. Przyniósł  puzzle i gry planszowe. Wcześniej Mikołaj, też coś przytargał. Ale niedawno , to było w moim odczuciu. Dla bąbli to była cała wieczność.  Założe się, że dziś już myślą co dostaną pod choinkę  . Wczoraj  dostały zabawki, tzn.młoda – lalkę, a młody – samochód. Z lalką , chyba nie trafiłem .  Na pytanie , czy podoba Ci się lalka , usłyszałem tak , ale entuzjazmu  w tej odpowiedzi mimo , że bardzo chciałem , nie zauważyłem. No ale dobra , jakoś to przeżyje. To znaczy ja przeżyje, bo dziecie nadal jest lekko rozczarowane. Na pocieszenie zabrałem ferajnę na lody . Tu było łatwiej , Bąble , gdy tylko zobaczyły chłodziarkę wypełnioną lodami. Dopadły do niej, robiąc w niej  inwentaryzację w poszukiwaniu swoich ulubionych lodów. Na szczęście właścicielka  sklepu, to moja dobra znajoma. Cierpliwie z uśmiechem znosiła to buszowanie w chłodziarce. Na odchodne dała jeszcze od siebie po batoniku . Dla bąbli ten gratis był chyba największym prezentem tego dnia . O niczym, co dostały tego dnia , nie mówiły tyle , co o tym, że pani w sklepie dała im po batoniku . Człowiek głowi się co kupić maluchą na prezent , wymyśla  jakieś dziwne lalki :))). A ktoś daje batonik i wywołuje fale radości . Ale czy nie oto chodzi ?. Przecież prezenty mają podobać się dzieciom, a nie nam i nie cena jest wyznacznikiem udanego prezentu , a radość dziecka .