wtorek, 2 czerwca 2015

Batonik.

Dola chrzestnego. Jakoś przeżyłem dzień dziecka. Nawet jakoś fajnie. Bąble {dzieci siostry} nawiedziły mnie już od rana. Na twarzach uśmiechy od ucha do ucha. Wiadomo, dzień dziecka więc coś od wujka dostaną. Tyle tylko, że wujek miałmały problem z wyborem prezentu . Przecież tak    niedawno  był zając. Przyniósł  puzzle i gry planszowe. Wcześniej Mikołaj, też coś przytargał. Ale niedawno , to było w moim odczuciu. Dla bąbli to była cała wieczność.  Założe się, że dziś już myślą co dostaną pod choinkę  . Wczoraj  dostały zabawki, tzn.młoda – lalkę, a młody – samochód. Z lalką , chyba nie trafiłem .  Na pytanie , czy podoba Ci się lalka , usłyszałem tak , ale entuzjazmu  w tej odpowiedzi mimo , że bardzo chciałem , nie zauważyłem. No ale dobra , jakoś to przeżyje. To znaczy ja przeżyje, bo dziecie nadal jest lekko rozczarowane. Na pocieszenie zabrałem ferajnę na lody . Tu było łatwiej , Bąble , gdy tylko zobaczyły chłodziarkę wypełnioną lodami. Dopadły do niej, robiąc w niej  inwentaryzację w poszukiwaniu swoich ulubionych lodów. Na szczęście właścicielka  sklepu, to moja dobra znajoma. Cierpliwie z uśmiechem znosiła to buszowanie w chłodziarce. Na odchodne dała jeszcze od siebie po batoniku . Dla bąbli ten gratis był chyba największym prezentem tego dnia . O niczym, co dostały tego dnia , nie mówiły tyle , co o tym, że pani w sklepie dała im po batoniku . Człowiek głowi się co kupić maluchą na prezent , wymyśla  jakieś dziwne lalki :))). A ktoś daje batonik i wywołuje fale radości . Ale czy nie oto chodzi ?. Przecież prezenty mają podobać się dzieciom, a nie nam i nie cena jest wyznacznikiem udanego prezentu , a radość dziecka .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz