piątek, 12 czerwca 2015

Bye bye żurawino.

 Ale zamulony dzień, jakaś masakra normalnie. Za płotem dzieciaki sąsiada szaleją w piaskownicy , otoczone masą zabawek. A ja ledwo zipie. Najpierw walczyłem z kołdrą, która przycisnęła mnie tak mocno , że uwolnienie się z jej objęć zajęło mi prawie godzinę. Potem w łazienkowym lustrze zobaczyłem „ząbi”, jakoś dziwnie podobne do mnie. A teraz siedzę z miną kota {wiadomo co robiącego na puszczy}, i zastanawiam się co dalej. Jeszcze wczoraj planowałem posadzić żurawinę. Dawno temu stwierdziłem, że muszę mieć tę rośline, aby muc kiedyś wypowiedzieć tekst w stylu – może kawałek placka z żurawiną. Efekt uboczny oglądania tandetnych filmów rodem z USA. Gdzie wyfiokowana Wilma lub Margaret , albo Jessica. Proponuje placek brzuchatemu policjantowi, który właśnie przejeżdżał obok i wpadł sprawdzić, czy wszystko w porządku. A tak naprawdę chodziło mu o ów placek. Co prawda czasem , chodziło też o Margaret , ale te filmy leciały w późniejszych godzinach J, sporo późniejszych. Nie żębym miał coś przeciwko brzuchatym policjantom. Sam mam niezły bandzioch. Po prostu, utkwiła mi taka scena , i od tej pory wiem , że kiedyś wypowiem – może kawałek placka z żurawiną , i będzie to placek z mojej własnej żurawiny . No , ale to jeszcze trochę potrwa , bo przy dzisiejszym moim zapale , co najwyżej mogę układać puzzle. Nawet sąsiad z uśmiechem {delikatnie mówiąc} stwierdził , że wyglądam co najmniej jak po zderzeniu z pociągiem. Patrząc na jego rozbrykane , wśród łopatek foremek i innych zabawek dzieciaki. Przyszło mi do głowy , że gdybym dał im garść swojego zamulenia , a one mi garść swojego ADHD,to i u mnie i u nich wszystko będzie ok. Ale tak się nie da . Choć może i da , dzieciaki potrafią zarażać uśmiechem i chęcią do zabawy. Może się zarażę, mam taką nadzieje , bo inaczej –bye bye  żurawino .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz