Ale zamulony dzień,
jakaś masakra normalnie. Za płotem dzieciaki sąsiada szaleją w piaskownicy ,
otoczone masą zabawek. A ja ledwo zipie. Najpierw walczyłem z kołdrą, która przycisnęła
mnie tak mocno , że uwolnienie się z jej objęć zajęło mi prawie godzinę. Potem w
łazienkowym lustrze zobaczyłem „ząbi”, jakoś dziwnie podobne do mnie. A teraz
siedzę z miną kota {wiadomo co robiącego na puszczy}, i zastanawiam się co
dalej. Jeszcze wczoraj planowałem posadzić żurawinę. Dawno temu stwierdziłem, że
muszę mieć tę rośline, aby muc kiedyś wypowiedzieć tekst w stylu – może kawałek
placka z żurawiną. Efekt uboczny oglądania tandetnych filmów rodem z USA. Gdzie
wyfiokowana Wilma lub Margaret , albo Jessica. Proponuje placek brzuchatemu policjantowi,
który właśnie przejeżdżał obok i wpadł sprawdzić, czy wszystko w porządku. A tak
naprawdę chodziło mu o ów placek. Co prawda czasem , chodziło też o Margaret , ale
te filmy leciały w późniejszych godzinach J,
sporo późniejszych. Nie żębym miał coś przeciwko brzuchatym policjantom. Sam mam
niezły bandzioch. Po prostu, utkwiła mi taka scena , i od tej pory wiem , że
kiedyś wypowiem – może kawałek placka z żurawiną , i będzie to placek z mojej
własnej żurawiny . No , ale to jeszcze trochę potrwa , bo przy dzisiejszym moim
zapale , co najwyżej mogę układać puzzle. Nawet sąsiad z uśmiechem {delikatnie
mówiąc} stwierdził , że wyglądam co najmniej jak po zderzeniu z pociągiem. Patrząc
na jego rozbrykane , wśród łopatek foremek i innych zabawek dzieciaki. Przyszło
mi do głowy , że gdybym dał im garść swojego zamulenia , a one mi garść swojego
ADHD,to i u mnie i u nich wszystko będzie ok. Ale tak się nie da . Choć może i
da , dzieciaki potrafią zarażać uśmiechem i chęcią do zabawy. Może się zarażę,
mam taką nadzieje , bo inaczej –bye bye żurawino .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz