środa, 26 sierpnia 2015

Pakowanie walizek.

Środa. Moi „angole”od rana się pakowali. Jutro wylatyują do Londynu.  Przed południem sąsiad zawozi nas na lotnisko w Bydgoszczy.  Z tamtąd odlatują.  Matylda i Amar już trochę tęsknią. Tam mają swoich kolegów i koleżanki. Tutaj ja dotrzymuje im towarzystwa ,grając z nimi , chociażby w 5 sekund junior. Jednak to nie to samo ,co zabawa z rówieśnikami. Ich wizyta jest w czasie , gdy wesoła gromadka sąsiada jest na wakacjach u swojej babci w Borach Tucholskich. Gdyby nie to, mieliby towarzystwo  swoich rówieśników. Maluchy sąsiada , bardzo lubią gry planszowe i puzzle. Często przychodząc w odwiedziny , brały ze sobą chociażby -Kąpiel Prosiaczka J. Ale cóż, tak bywa. Wieczorem gdy wszystko było już przygotowane do wyjazdu. Zasiedliśmy sobie przy stole. Taka mała pożegnalna kolacyjka. Powspominaliśmy sobie trochę. Chociażby wypad do kręgielni i Mohamedowe – dobzie dobzie i kula hula. Albo nasze szaleństwo na koncercie T-Love. Na koniec zagraliśmy w 5 sekund – wersję podstawową .I znów , jak zwykle przy tej grze padały salwy śmiechu z naszych przejęzyczeń , że o Mohamedzie nie wspomnę J. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Jutro pożegnamy się na lotnisku i do zobaczenia za…

wtorek, 25 sierpnia 2015

Koncert.

I tak jak przewidywałem , na Biesiadę Kasztelańską dotarłem dopiero tuż przed koncertem T-love. Trochę czasu zajęło mi odnalezienie moich „angoli”J.  Przed T-Love , występowała Jula , ale to jakaćś pomyłka.  Choć młodsza, nawet bardzo młodsza część publiczności szalała. Dla mnie było to ciężkie przeżycie. Na całe szczęście trwało to krótko. Po wątpliwej gwieździe, nastąpiła prezentacja składu drużyny Anwilu Włocławek. Jeszcze przed koszykarzami, wystąpiły czirliderki Anwilu –ANWIL DANCE TEAM. To poprawiło mi humor po kiepskim występie Juli. W trakcie prezentacji w strone zgromadzonych kibiców poszybowały piłki z autografami zawodników. Niestety ani mi , ani reszcie paczki, nie udało się złapać żadnej z nich. Może za rok J. Po krótkiej prezentacji , chwila dla fotoreporterów. I wreszcie prowadzący imprezę konferansjer zapowiedział zespół na który czekałem. Ja i tłum.fanów. Chwila  Na dostrojenie sprzętu i się zaczęło. Na scenę wyszedł Muniek Staszczyk wraz z zespołem i dali czadu. King , Autobusy i tramwaje , 4 LO , Strong i wiele innych przebojów. Przez trzydzieści trzy lata istnienia  zespołu , trochę tego nagrali. Przez prawie dwie godziny tłum szalał przed sceną. Koncert skończył się przed północą , ale nie wróciliśmy od razu do domu. Matylda i Amar chcieli jeszcze przejechać się nocą na karuzeli. Zachęciło ich kolorowe oświetlenie konstrukcji. Dwa ramiona sięgające siódmego piętra , ubrane w kolorowe żarówki , robiły wrażenie. Do domu wruciliśmy grubo po drugiej w nocy. W poniedziałek dzieciaki ledwo można było wyciągnąć z łóżek na obiad.  My zresztą też dużo wcześniej nie wstaliśmy. Wieczorem wręczyłem dzieciaką obiecane prezenty. Matylda od razu chciała ,żebym zagrał z nią w -5 sekund junior. Amar swoje puzzle – Przyjaciele z krainy lodu i Farme , zaniósł do mamy i kazał schować do walizki. W poniedziałek i dziś wymigałem się od gry z Matyldą, ale jutro już mi nie odpuści. W czwartek odjeżdżają , więc jutro mam zagrać z nią na pożegnanie. 

sobota, 22 sierpnia 2015

Dziabniemy sobie.

Dziś moi „angole”J , wyruszyli w objazd po rodzinie. Ciocie, babcie itd.  Spotkamy się dopiero jutro, na Biesiadzie Kasztelańskiej we Włocławku. Będzie prezentacja składu drużyny koszykarzy Anwilu Włocławek , pokazy grillowania ,występy zespołów muzycznych. Gwiazdą wieczoru będzie T-LOVE. Choć ja pewnie będę dopiero na koncercie T-LOVE. Dziś zrobiłem mały wypad na zakupy. Wczoraj kurier przyniósł grę dla Matyldy – 5 sekund junior, którą obiecałem jej kilka dni temu. Teraz musiałem kupić coś Amarowi, żeby nie był pokrzywdzony. Skończyło się na tym , że odwiedziłem masę sklepów , a i tak kupiłem w internecie. Ogromny wybór, wszystko w jednym miejscu. Do dyspozycji szczegółowy opis ,a nie tylko wygląd opakowania. Gra dla Matyldy przyszła po dwóch dniach, więc puzzle  Przyjaciele z Krainy Lodu i Farma (Puzzle Ramkowe) które wybrałem dla Amara. Przyjdą na czas. To znaczy przed ich powrotem do Angli. Odlatują w czwartek, więc jest jeszcze sporo czasu , aby przesyłka doszła. A z wypadu na zakupy , przywiozłem tylko buteleczkę Goldwasser. Dziabniemy sobie z Mohamedem na pożegnanie J.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Awaria.

 Wtorkowe hamaki skończyły się dla mnie awarią kręgosłupa. Na hamaku , jaktona hamaku. Od spodu trochę wieje , tym bardziej nad Wisłą. I przeciągło mnie po nerach J. Wczoraj każdy ruch okupiony był przeszywającym bólem kręgosłupa lędźwiowego.  Totalna masakra. Ból był na tyle silny , że zrezygnowałem z wypadu do Torunia. Dorota chciała pokazać swoim chłopakom i Matyldzie Stare Miasto , Krzywą Wieże i Planetarium. Dzieciaki koniecznie chciały spróbować toruńskich pierników. Zabrać kilka do Angli, pochwalić się kolegom. Jak to dzieciaki. Wyjechali jeszcze przed południem. Do torunia jest około czterdziestu kilometrów , więc podróż nie zajęła im dużo czasu. Ja prazez cały dzień walczyłem z bólem. Lecz efekt tej walki był mierny. Nie mogłem nic robić ,więc zaczołem układać puzzle Matyldy- Barbie - super księżniczka. Ale ból doskwierał nawet w pozycji siedzącej. Pod koniec dnia miałem już dość na tyle , że zawinołem się spać , jeszcze przed zachodem słońca. Nie czekając na powrót ekipy z Torunia. Dorota miała klucze do domu , więc nie musiałem się martwić , że nie wejdą do domu, gdy zasnę.  Wrócili bardzo późno , ale nie budzili mnie. Dziś ból jest nieco mniejszy , ale mimo to nic nie robię , by nie pogarszać sytuacji.  Jedynie Matylda nie daje mi spokoju i chce bym z nią zagrał w­- Memos - Kraina Lodu. Moje wyjaśnienie , że ból mi nie pozwala siedzieć przy stole , nie docierały do małej. Dopiero Dorota wyperswadowała małej ten pomysł i nakłoniła ją do gry z bratem.  Mam nadzieje , że jutro już będzie lepiej i będę mógł normalnie funkcjonować. Poświęcić trochę czasu dzieciakom. Niedługo wyjeżdżają i pewnie zobaczymy się dopiero za rok . 

wtorek, 18 sierpnia 2015

Nie ma jak drzemka.

Wczoraj pisałem , że dziś całą paczką jedziemy do Włocławka. Tama , bulwary , przystań , a może coś jeszcze.  Rano wszyscy wstaliśmy dość późno i dość późno to delikatne określenie J.  Śniadanie , a w zasadzie obiad i ruszyliśmy.  Zaczęliśmy od tamy  i największego sztucznego jeziora w Polsce. Ogromna masa betonu dzieląca rzekę na górny i dolny bieg. Z powodu suszy poziom wody jest rekordowo miski. Szum fal pędzonych przez wiatr , rozbijających się o betonową ścianę zapory, plus chłodny wiatr. Czynią z tarasu widokowego na zaporze , super miejsce do odpoczynku od upału. Prawie jak na nadmorskim molo , tylko zapach nie co mniej atrakcyjnyJ. Z zapory ruszyliśmy do pobliskiej przystani na zalewie Włocławskim. Tam nabraliśmy ochoty na rejs po Wiśle. Matylda skłonna była nawet odpuścić mi - Wesoły dzień Zosi, którego nie dokończyliśmy wczoraj układać. Niestety Dorota panicznie boi się wody. Za żadne skarby nie chciała wejść na statek. Z tego powodu , zrezygnowaliśmy z rejsu. Musielibyśmy zostawić Dorotę samą na kilkadziesiąt minut, a to nie wchodziło w grę. Matylda z Amarem, byli bardzo niepocieszeni. W ramach rekompensaty , obiecałem im , że gdy będą wracać do Angli. Kupię im grę planszową 5 sekund junior. Jakoś się udobruchali. Z przystani pojechaliśmy na bulwary. Tu dopiero było widać jak niski jest poziom Wisły. Między stanem dzisiejszym , a falą powodziową z 2010 roku , było jakieś sześć metrów różnicy. Niewiele brakowało , by woda wdarła się na ulice. Dziś w niektórych miejscach brzeg rzeki oddalił się o ponad dwadzieścia metrów, tworząc coś w rodzaju kamienistej plaży. Bulwarami dotarliśmy do nowo wybudowanej przystani. Tam najpierw poszliśmy do restauracji na małe co nie co J. A potem rozłożyliśmy się na hamakach , które zostały rozstawione przez obsługę przystani na sezon letni . Po kilku kilometrach spaceru , hamaki były wybawieniem , dla naszych nóg. Podobnie jak na tamie , szum fal , chłodny wiatr i w przeciwieństwie do zapory ,brak odgłosów samochodów. Spowodowały , ża po kilku bujnięciach hamaka , zasnołem. Zresztą nie tylko ja. Mohamed  też przycioł komaraJ. Tylko biedna Dorota musiała pilnować dzieci . Przystań położona jest przy ujściu rzeki Zgłowiączki. Trawnik na którym rozłożone są hamaki, otoczony jest z dwóch stron wodą. Przed przystanią Wisła z prawej jej strony Zgłowiączka. Chwila nieuwagi może skończyć się źle. Naszczęście wszystko było ok. Na hamakach było tak dobrze , że ciężko nam było ruszyć cztery litery , aby wrócić do domu. Dopiero chłód który zapanował , gdy słońce zaczęło chować się za horyzontem sprawił , że weszliśmy na większe obroty i szybko wróciliśmy do domu.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Upierdliwe komary.

Nowy tydzień zaczołem , a raczej zaczęliśmy od wyprawy nad Wisłę. W miejscowości w której mieszkam , Wisła wyżłobiła głębokie koryto. Wysokie skarpy w połączeniu z starodrzewiem na terenach zalewowych , gdzie rzeka ospale meandruje między zaroślami. Do tego niezliczone gatunki ptakótóre swym śpiewem oczarowują. Wszystko to tworzy niesamowity krajobraz , miejsce w którym możemy zapomnieć o pędzącym świecie i oddać się dobrodziejstwu obcowania z przyrodą. Lubię tam przebywać. Siadam wtedy nad brzegiem rzeki, wyłączam myślenie i odpoczywam. A dziś zafundowałem to gością z nad Sekwany. Choć sami mieszkają nad Sekwaną właśnie , to wybetonowane brzegi nijak się mają do naszej dzikiej Wisły. O ile Dorota dobrze znała te okolice i jej uroki , to Mohamed był totalnie oczarowany co chwila powtarzał – its beautiful here. Ale dzieciaki jak to dzieciaki, szybko się nudzą. Do tego nad Wisłą , a szczególnie w przybrzeżnych zastoiskach , oczkach , komar to normalka. Szybko więc zaczęły się marudzenia w stylu , kiedy idziemy do domu?. Faktem jest ,że komary tego dnia, były wyjątkowo upierdliwe. Dały się we znaki wszystkim,bez wyjądku.  Znacznie skracając nam sielankę. Po powrocie do domu , praktycznie zaraz po przekroczeniu progu , dopadła mnie Matylda z propozycją nie do odrzucenia – zagrasz ze mną w • Memos - Kraina Lodu . Próbowałem się wykręcić tym , że grałem z nią wczoraj w Kalejdoskop 50 gier, że układałem z nią - Wesoły dzień Zosi, że dziś czas zagrać z mamą i tatą. Nic z tego. Matylda to twarda sztuka J, nie da się zbyć tak łatwo. Jej rodzice uśmiechali się tylko , wykorzystując z premedytacją fakt , że Matylda jak i Amar dali im urlopJ. Jutro planujemy powłóczyć się po Włocławku. Tym razem chcępokazać Mohamedowi  zapore wodną na Wiśle i bulwary. Jednym słowem dużo betonu J.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Burza bez deszczu.

Wczoraj  miałem zagrać z małą Matyldą w - Kalejdoskop 50 gier , ułożyć Kąpiel Prosiaczka. I tym razem nie mogłem się wykręcić od tej obietnicy. Matylda nie darowała by mi tego. Tym razem jednak Kąpiel Prosiaczka zastąpił - Wesoły dzień Zosi . I nie jedną układankę , lecz wszystkie cztery . Matylda zna te puzzle i nie da się zbyć jedną częścią. Dorota z Mohamedem i Amarem stwierdzili , że mają dzień nygusa. Rozłożyli leżaki i większość dnia leżeli plackiem na słońcu. Nawet obiad ich nie skusił. Choć w te gorączki , nikomu się nie chce jeść nawet takiemu „odkurzaczowi” jak ja . Dopiero późnynm popołudniem Dorota  stwierdziła , że musi pokazać Mohamedowi jak  bawią się polacy. Na pobliskim stadionie odbywał się piknik z okazji dnia Wojska Polskiego, zakończony zabawą taneczną. Około 17-tej. Dorota z mężem poszli trochę się rozruszać na parkiecie. Ja niestety , a może stety , bo impreza nie trwała zbyt długo. Około dwudziestej , może trochę później rozpętała się burza. Choć deszcz nie padał to pioruny uderzały z taką częstotliwością i siłą , że organizator zdecydował się przerwać impreze  pod gołym niebem. Swoją drogą pierwszy raz widziałem tak silną burze bez deszczu.   Wracając do wątku , zostałem w domu z Matyldą i Amarem. Rozłożyliśmy Kalejdoskop 50 gier i zaczęliśmy maraton planszówek. Niestety i nasza zabawa nie trwała, zbyt długo. Burza spowodowała awarię sieci energetycznej i po prostu  zapadły egipskie ciemności. Jedynym plusem było to , że w przeciwieństwie do rodziców Matyldy i Amara  nie musieliśmy wracać do domu w otoczeniu wyładowań atmosferycznych. Choć widoki były na pewno niesamowite , to wole , żeby dzieciaki oglądały je przez okno. Choć muszę przyznać , że sam chętnie wyszedłbym na zewnątrz oglądać rozbłyski piorunów. Dziś wszyscy spędziliśmy dzień na leżakach J,tylko dzieciaki pluskały się w basenie. To już końcówka lata i wakacji , więc muszą się nacieszyć ciepłą wodą i to nie w wannie J.  

piątek, 14 sierpnia 2015

Dobzie dobzie.

Dziś wybraliśmy się znów całą bandą do kręgielni, która znajuje się w moim mieście. Przyznam, że byłem tam po raz drugi i kolejny raz był po pierwsze dobrą okazją do spotkania się oraz do wspólnej zabawy. Wprawdzie nie zdobyłem jakiejś szokująco wielkiej liczby punktów , ale... nie byłem także ostatni w klasyfikacj. Piątkowy  wieczór był spędzony w dobrym toważystwie oraz w dobrym miejscu :) . Mieliśmy niezły ubaw z Mohameda, męża Doroty. O ile ich syn Amar mówi w dwóch językach , angielskim i polskim. To Mohamed po polsku ani w ząb. Co prawda rozumie co się do niego mówi, ale z uzyskaniem odpowiedzi z jego strony w języku polskim jest kiepsko, a nawet bardzo kiepsko. Jedyne co mu wychodzi to – dobzie dobzie? J. I to właśnie dobzie dobzie sprawiło , że mieliśmy ubaw po pachy. Gdy przychodziła jego kolej , podchodził do toru, brał kulę do ręki i oddawał rzut. Za każdym razem wypowiadając – kula hula i z nieco idiotycznym uśmiechem pytał – dobzie dobzie ?, z czego rozumiałtylko to – dobzie dobzie.Nie było dobzie , było wręcz bardzo nie dobzie. Kula trafiała we wszystko ,tylko nie w kręgle. Czasem , mimo swej wagi bardziej przypominała piłkę, ledwo mieszcząc się w torze. I wtedy padała salwa śmiechu z naszej strony. A nawet nie tylko z naszej , bo dobzie dobzie i kula hula rozbrajała graczy przy sąsiednich torach. Tylko Matylda była niepocieszona ,bo nie byłoz nami Wojtka , który spędzał z nią najwięcej czasu, grając z nią wKalejdoskop 50 gier, układali razem Kąpiel  Prosiaczka, a przy tym zasypywał ją mnóstwem zabawnych historii. Obiecałem Matyldzie , że po powrocie do domu zagram z nią w Kalejdoskop 50 gier , a potem poukładamy puzzle. Niestety wróciliśmy późno i grę trzeba było przełożyć na jutro. Matylda znów była niepocieszona , ale jutro nadrobimy zaległości z planszówek.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Wirus.

Przyjechała do nas w odwiedziny z Londynu Dorota, Mohamed i Amar i szykował się tydzień pełen niespodzianek :),Niestety przywędrował do nas również niezapowiedziany gość "wirus żołądkowy" i zamiast urządzać zawody w łapaniu komarów J i oddawać się pasji grillowania  organizowaliśmy  bliski kontakt z porcelaną JJ. Wieczorową porą , gdy wirus trochę odpuścił zorganizowaliśmy wspólne malowanie koszulek i każdy tworzył swoje małe dzieło, tylko Matylda tworzyła zgrany duet z tatą jako najmłodszy uczestnik warsztatów . W środę Jak już co niektórzy lepiej sie poczuliśmy. Wybraliśmy się razem do kręgielni . Świetna zabawa dla całej rodziny, dla małych, większych i największych a czasami można nawet mieć wielkie wątpliwości kto jest "mniejszy, a kto większyJJ. A jako ostatnia niespodzianka na koniec tygodnia przyjechał do nas w odwiedziny Wojtek na urodziny Marcina. Okazał się najlepszym lekarstwem na wszystkie dolegliwości żołądkowe Matyldy . Całe wieczory grał z nią w Kalejdoskop 50 gier, układali razem Kąpiel  Prosiaczka. Uśmiech nie schodził z jej małej buźki :) To był niesamowicie emocjonujący tydzień. Choć jeszcze przed nami weekend.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

świecące puzzle.

Kolejny dzień ucieczki przed upałem. O ile mnie nie trzeba nakłaniać do ucieczki przed rozżarzonym słońcem, o tyle dzieciaki trzeba wręcz siłą sprowadzać do domu. Ostatnio próbowałem zwabić rozbrykaną gromadkę do chłodnego domu na układanie puzzli.  Żeby nie było zbyt trudno wybrałem -• Wesoły dzień Zosi ( puzzle dla dzieci ). Myślałem , że cztery układanki  w jednym pudełku załatwią sprawę. Każde z dzieci zajmie się układaniem swojego obrazka i będzie ok. Ale to byłoby zbyt piękne , żeby rozbrykana gromadka , bez protestów zasiadła do puzzli. Gdy za oknem piękna pogoda , basen z wodą ciepłą jak nigdy przedtem. Nic tylko się kąpać. Tłumaczenie , że słońce w nadmiarze jest niebezpieczne na niewiele się zdaje .
Jeśli coś nie ma zębów jak krokodyl , nie gryzie , nie szczeka , nie przypomina pająka krzyżaka , to nie jest groźne:):). Na szczęście przypomniałem sobie , o pobycie w domku nad jeziorem , gdzie po załamaniu się pogody zajeliśmy dzieci układaniem - Avengers - Puzzle Magic Decor. MAGIC DECOR to duże, świecące w ciemności puzzle, którymi można również ozdobić pokój dziecka! I właśnie ta cecha spowodowała , że dzieciaki , dały się namówić  do układania puzzli. Zastosowanie specjalnej techniki, sprawia, że układanka wystawiona na promienie słoneczne lub sztuczne światło będzie świeciła w ciemności! Po ułożeniu powstanie obrazek o wymiarach 60x40 cm z superbohaterami drużyny Avengers Na brak promieni słonecznych , nie można narzekać  , więc elementy szybko otrzymały potrzebną  ilość światła . Żeby efekt był lepszy , zaciągnołem żaluzję zewnętrzne . W pokoju zrobiło się wystarczająco ciemno , by puzzle zaczeły świecić . Dopiero to spowodowało , że dzieci zabrały się do układania , nie myśląc już o basenie . i bieganiu w palącym słońcu .