wtorek, 31 marca 2015

Czekam na wiatr.

Była ładna wiosna minionej zimy. Zanosi się na ładną zime tej wiosny. Weekend do bani, a prognozy na najbliższe dni jeszcze gorsze. Zając w śniegu, czemu nie. W ubiegłym roku Wielkanoc była w śniegu, czemu w tym miałoby być inaczej.  Mały problem w tym, że to czas przedświątecznych  porządków. Zarówno w domu jak i w ogrodzie. A ja działam na baterie  słoneczne.  W takie dni, gdy nie ma słońca  zazdroszczę dzieciakom, że mogą sobie układać puzzle, czy   rozłożyć gry planszowe dla dzieci i bezkarnie  w nie grać.gdy tym czasem dorośli wpadają w jakiś  przedświąteczny  amok. Ganiają po sklepach, sprzątają, piorą, gotują, pieką. Tydzień zadymy, a potem licytacja, kto jest bardziej zmęczony przygotowaniami. Trochę zżędzę, ale ta pogoda robi ze mnie susła malkontenta. Nawet mój pies, mój nowy pies. Niewychyla nosa z budy.
- czekam na wiatr co rozgoni, ciemne skłębione zasłony - śpiewał Maanam w utworze „ Krakowski spleen „

czwartek, 26 marca 2015

Promu nie było.

Zrobiło się ciepło, więc wróciłem do tematu opony J. Odłożyłem zabawki typu laptop, czy smartfon.  Wyciągnołem z garażu rower. Trochę  był zapuszczony. Zupełnie jak jego właściciel JJ. Doprowadzenie go do stanu używalności, zajęło mi prawie cały wtorek. Czyszczenie, smarowanie, wymiana zużytych elementów. Tego dnia, nie było już sensu gdziekolwiek się wybierać. Jest u mnie chrześniaczka, która stwierdziła, że jeśli nie jadę. To mogę z nią zagrać w Chińczyka. Gry planszowe ?, czemu nie. Podczas gry stwierdziła, że jutro tj. w środę jedzie ze mną. Spoko. Jej rower, jak i zabawki. Przynajmniej spora ich część, stacjonuje u mnie od dawna. To znaczy rower od zeszłych wakacji, a zabawki zajmują strych od kilku lat. No to jedziemy. Młoda zaraz po szkole, zwarta i gotowa na przejażdżkę. Na hasło, może zjesz najpierw obiad ? rzuciła, że nie jest głodna. A gdy będzie, to zatrzymamy się gdzieś na jakiegoś kebsona. No to jazda!. Kierunek Nieszawa, przeprawa promowa przez Wisłę. Prom już zupełnie inny od tego z filmu „Wiosna panie sierżancie „ ale gdy jestem w Nieszawie, zawsze robie sobie przejażdżkę na drugi brzeg i z powrotem. Latem często jeżdżę do Ciechocinka, a w tedy prom traktuje jako miejsce odpoczynku. W największe upały na promie jest zawsze orzeźwiający wiatr.  Ciepło, słonecznie, pofałdowany teren. Brakowało trochę zieleni. Drzewa bez liści są ciekawe, ale wole gdy już są zielone. Do Nieszawy mieliśmy  jakieś dziesięć kilometrów. Pokonaliśmy je w trochę ponad pół godziny. Niestety na miejscu okazało się, że prom jeszcze nie kursuje. Trwa tzw. Przerwa zimowa.  Zapomniałem  o niej. Młoda była trochę zawiedziona.  Jeszcze nie płynęła promem. No trudno, ale będzie powód do powtórzenia przejażdżki w innyn terminie. Po powrocie chrześniaczka przypomniała mi o kebsonie. Nie było wyjścia musiałem z nią iść. I walkę z oponą diabli wzięli JJ. Dziś beznadziejna pogoda, rower ma wolne. 

poniedziałek, 23 marca 2015

Spacer.

Pierwszy dzień wiosny już za nami. Na szczęście nie padał śnieg, jak straszyły prognozy pogody. Wybrałem się ze znajomymi i ich dziećmi, na długi wiosenny spacer brzegiem Wisły. Ale to nie był  dobry pomysł. Był duży, chłodny wiatr, a nad Wisłą, był jeszcze większy. Szybko stwierdziliśmy, że trzeba zmienić otoczenie. Padło na las, a dokładnie na stadninę w pobliskim lesie. Prowadzoną przez naszą wspólną znajomą. Pół godzinki spaceru leśnym duktem, gdzie wiatr nam nie doskwierał. Szumiał tylko w koronach drzew. I  byliśmy na miejscu. Stadnina położona jest na pięknej polanie. Odizolowana od cywilizacji sosnowym lasem. Jakieś sto pięćdziesiąt metrów za budynkami, płynie miejscowa rzeczka. Taka bajka, tuż obok blokowiska. W stadninie ognisko na powitanie wiosny. Lepiej nie mogliśmy trafić. Dostaliśmy po kijku, kiełbasce i się zaczęłoJ. Piwko i kiełbaska dla jednych, i szarlotka z gorącą czekoladą dla drugich. Ale ci drudzy, to znaczy dzieciaki. Gdy zobaczyły kucyki, zapomniały o wszystkim innym. Namiot w którym miały swoje przysmaki i gry planszowe. Stał pusty przez ponad dwie godziny. Biedne kuce, trochę przeżyły i trochę się nasłuchały pisków i wrzasków. A gdy znajoma pokazała pijanego Indianina. To i my mieliśmy niezły ubaw. A dzieciaki już inaczej nie chciały jeździć, jak właśnie jak pijany Indianin tj.przewieszeni przez pół, z głową i rękoma zwisającymi bezwładnie, z jednej strony konia, i nogami z drugiej. Koniki były bardzo łagodne, bo przygotowane są do pracy w hipoterapii. Dlatego znosiły ze spokojem wszystkie zachcianki małolatów. Na koniec dzieciaki, były tak wykończone, że na chasło – idziemy do domu. Rozległo się, nieee, noogiii nas bolą. Nie było wyjścia, trzeba było wziąć taksówkę. Tak naprawdę, nam też nie bardzo chciało się maszerować J. Po powrocie znajomi zadzwonili z informacją, że młodzież padła od razu po kontakcie z łóżkiem. Nie sprzątając nawet zabawek, pozostawionych przed wyjściem. Miał być tylko spacer, awyszła całkiem niezła imprezka.  

piątek, 20 marca 2015

Zaćmienie.

Dziś mieliśmy możliwość oglądania, częściowego zaćmienia słońca. Ponad siedemdziesiąt procent tarczy słonecznej zostało zakryte przez księżyc. Niesamowity widok. Szkoda, że tak żadki. Następne tak duże zaćmienie, widoczne na terenie naszego kraju, dopiero za dziesięć lat. Szkoda, że nie jestem mieszkańcem Wysp Owczych, lub Spitsbergenu. Załapałbym się na całkowite zaćmienie. To dopiero musi być niesamowity widok. Niestety w Polsce całkowite zaćmienie, dopiero za sto dwadzieścia lat tj. w 2135 roku.  Mam zamiar jeszcze trochę pożyć, ale tyle raczej nie dam rady . Każdy kto miał dziś chwilę czasu, patrzył w niebo. Nawet dzieci sąsiada, pozostawiły na chwilę swoje zabawki. Przyłączyły się do rodziców, patrzących na słońce przez maskę spawalniczą. Sama maska sprawiała maluchą równie dużo frajdy co zaćmienie. Oczywiście, jak to u maluchów często bywa. Nie obyło się bez walki, oto kto ma pierwszy patrzeć. Na szczęście obyło się bez ofiar , a bąble szybko wróciły do swoich zabawek. Oglądając to zjawisko, przypomniałem sobie, scenę z filmu  „ Faraon „ Jerzego Kawalerowicza  z Jerzym Zelnikiem w roli tytułowej. Gdzie znający się na astronomii mnisi. Wiedząc kiedy nastąpi zaćmienie słońca, i że to stan przejściowy  Podporządkowali sobie zbuntowany naród. Wmawiając mu, że jeżeli się im nie podporządkuje spłynie na niego kara Boża. Że zgaśnie słońce, i że tylko owi mnisi, potrafią to cofnąć. Całe szczęście, że wiedza którą kiedyś posiadali tylko nieliczni. Dziś dostępna jest dla każdego, kto tylko zechce po nią sięgnąć.

czwartek, 19 marca 2015

Mona Lisa.

Gdy John Spilsbury naklejał mapy na cienkie mahoniowe deski,a potem  rozcinałje wzdłuż granic. Przygotowując w ten sposób, pomoce dydaktyczne na lekcje geografii. Nie myślał, że jego układanki podbiją świat. Dziś dostępny jest olbrzymi wybór puzzli. Od puzzli dla dzieci, składających się z kilku do  kilkudziesięciu elementów. Przedstawiających najczęściej postaci, bądź inne motywy z ulubionych bajek. Po skomplikowane puzzle z kilku tysięcy elementów. Największe puzzle składają się nawet z ponad trzydziestu dwóch tysięcy elementów. Puzzle dla dzieci  wspaniale pomagają rozwinąć spostrzegawczość, kreatywność, koncentrację i cierpliwość. Dzięki puzzlą możemy w ciekawy sposób, nauczyć malucha literek, cyfr, czy rozpoznawania poszczególnych zwierząt bądź roślin itd. Sam pamiętam z dzieciństwa układanie, najpierw literek, a potem całych wyrazów. Właśnie z puzzli. Pamiętam też swój pierwszy 1000-elementowy zestaw. Co prawda minęło sporo czasu, między literkami a Moną Lisą. Nie żebym był pasjonatem malarstwa Leonarda da Vinci. Przynajmniej nie wtedy. Po prostu taki zestaw dostałem. Ale frajda z ułożenia była porównywalna, a może nawet większa, od tej z ułożenia pierwszej literki. Dziś mamy specjalne maty do układania puzzli. Walizki do ich przenoszenia, aby nie rozsypał się nam dotychczas ułożony fragment. Bądź nie zagubił jakiś element. Ja swoją Monę Lisę układałem na ławie. Gdy kończyłem układanie na dany moment, przykrywałem puzzle szybą. I niech by ktoś spróbował mi to ruszyć JJJ

wtorek, 17 marca 2015

Znalazł się.

Gdzie jest Putin ?. Do wczoraj to najczęściej powtarzane pytanie Jak to gdzie, na Kremlu. Układa puzzle, dopasowuje element po elemencie do obrazka pod tytułem Rosja. Ma już Krym, teraz miesza, szuka brakujących kawałków układanki. Przecież coś trzeba do tego Krymu dopasować, by tworzył nierozłączną całość. Jego generałowie pochyleni nad wielkimi mapami. Rozkładają makiety czołgów, wyrzutni rakiet, jakby to były gry planszowe. Niestety „ Imperialna Rosja „ to nie gra. To coraz bardziej realna groźba dla jej sąsiadów. Uspokaja się nas, że nam nic nie grozi. Czy na pewno?. Z nie tak przecież odległej historii, pamiętamy „ bratnią pomoc „. Ledwo zabrali swoje śmiercionośne zabawki i wynieśli się od nas, a już musimy się zastanawiać, czy nie wrócą. I jeszcze te nasze rozmyślania, czy pomagać Ukrainie czy nie. Jakbyśmy zapomnieli jak to było, gdy nam nikt nie pomógł. Jak czekaliśmy na Anglię na Francję. ale się nie doczekaliśmy.Jak  Powstańcy Warszawscy czekali na pomoc wojsk rosyjskich. Stojących na drugim brzegu Wisły. A wojska rosyjskie czekały, aż powstańcy się wykończą.

poniedziałek, 16 marca 2015

Pchli targ.

Wczoraj zabrałem się ze znajomymi na pchli targ. Nigdy wcześniej nie byłem na tego typu targu. Nie za bardzo wiedziałem czego mogę się tam spodziewać. Na miejscu okazało się, że można tam znaleźć praktycznie wszystko. Od rzeczy takich jak używany sprzęt RTV, AGD przez stare rowery, meble. Jakieś narzędzia, po złom. Bo jak inaczej nazwać stary przerdzewiały nocnik, albo równie dziurawy rądel. Ludzie potrafią handlować wszystkim. Były nawet zabawki, i nie byłoby w tym nic dziwnego, ale część z nich była niekompletna. Po co komuś lalka bez nogi, albo miś bez głowy . Były też niekończące się stoiska z odzieżą rodem z Chin. W powietrzu roznosił się zapach „ staropolskiego „ kebabu . Natrafiłem też na portret Lenina . Wódz rewolucji, oprawiony był w całkiem ładną ramę. Zawsze można by go wyciąć . Obok wodza stał piękny mosiężny świecznik, niestety już sprzedany. Znajomi z którymi byłem, kupili starą komodę z litego drewna. Wymaga renowacji, ale to piękny mebel. Nie to co składanki z Ikei. W komodzie bonus, gra planszowa, to znaczy szachy. Równie stare,również z drewna, ale w idealnym stanie. Ciekawe czy sprzedający zapomniał o nich, czy nie miały dla niego żadnej wartości.

czwartek, 12 marca 2015

O przepraszam.

Dziś znów dała znać o sobie moja mroczna połowa . Wracając z przychodni przydzwoniłem w znak drogowy. Postawiony na środku chodnika. Kawałek dalej wpadłem na lampę. O przepraszam , powiedziałem do lampy. Pozostało mi tylko kilka procent wzroku i to jest powodem wpadania na różne elementy wyrastające w miejscach w których wyrastać nie powinny. Zazwyczaj reaguję spokojnie, a gdy przeproszę jakąś lampę, sam mam z tego ubaw. Ale dziś tak spokojnie nie było. O ile znak jakoś zniosłem to po przeproszeniu lampy zaczołem wiązać bukiety dla projektanta tej ulicy. Do bukietów dołączyłem życzenia. I nie było to – wszystkiego najlepszego.   Szare lampy i szare słupki na których osadzone są znaki drogowe na szarym chodniku, są niemal niezauważalne. I to nie tylko przez osoby o bardzo słabym wzroku. Niektórzy projektanci mogliby czasem pomyśleć o praktyczności swoich rozwiązań. Nie projektują gier planszowych, bądź puzzli. Projektują infrastrukturę użyteczności publicznej. Z której korzystają różni ludzie. I też ci którzy jeżdżą na wózkach, chodzą o kulach czy z białą laską. Zmiana kolorów niektórych elementów na bardziej kontrastowe, na etapie projektowania nic nie kosztuje. A wielu osobą może ułatwić codzienną egzystencje. Niestety projektanci tego nie dostrzegają. Dorzucając do lamp i znaków na chodniku betonowe placki i słupki przypominające pionki z gry planszowej. Żeby chociaż miały inny odcień

wtorek, 10 marca 2015

I dzień w plecy.

Masakra, tylko tak można to nazwać. Od kilku dni jeżdżę po lekarzach i wszędzie takie same kolejki. W piątek zmarnowałem cały dzień, dziś tylko trochę mniej. Wszędzie tłumy ludzi, od matek z małymi dziećmi ściskającymi w rączkach ulubione zabawki. Po staruszki podpierające się kulami. Niemające miejsca, by usiąść. A do odstania, co najmniej dwie godziny. Oczywiście, o ile lekarz nagle nie będzie musiał wyjść.  Pół biedy gdy jesto przychodnia w miejscu zamieszkania. Czasem jednak trzeba dojechać kilkadziesiąt kilometrów, będąc skazanym na komunikacje publiczną. A w tedy następne godziny wycięte z życiorysu. Ostatnio straciłem tak dwanaście godzin, by zostać obdarowanym siedmioma minutami Pana doktora. Normalnie bomba, nie masz co robić?, idź do lekarza na NFZ. Po powrocie do domu, czułem się styrany jak koń po Westernie. Jedyne na co miałem siłę, a raczej musiałem zrobić. To sprzątnięcie z łóżka, gry planszowej pozostawionej przez moją siostrzenicę. Wokół słyszy się, że trzeba mieć końskie zdrowie, aby chorować – niestety to prawda.

czwartek, 5 marca 2015

Krecik.

Każdy kto ma działkę, czy kawałek ogródka, miał do czynienia z kretem. Jeśli nie miał, to będzie miał. Mały czarny faszysta, tylko czycha, aby dobrać się do naszych grządek lub trawników. I nie pójdzie w brukselkę której nienawidzę. Albo w cebulę bądź w seler. Nieee. to byłoby zbyt proste. Menda pójdzie w pomidory, aa co!. Niech se ludź koncentrat kupi. Zamarzył mi się trawnik, wziołem zabawki tzn. narzędzia i z zapałem zaczołem prace. Przekopałem fragment działki, wyrównałem powierzchnię. Ciągnąc jakiś kawał żelastwa jak stara kobyła. Potem przegrabiłem, wyzbierałem kamienie. Z powodu dużego  wiatru, siew musiałem odłożyć na następny dzień. Wczesnym rankiem, bo wtedy wiatr jest najmniejszy i nie zabiera nasion do sąsiada. Wziołem ponownie zabawki i poszedłem dokończyć prace. Po rozsianiu nasion, pozostało je tylko przywałować. Gdy kończyłem pracę, spostrzegłem, że coś, a raczej ktoś. Zaczyna zmieniać moją idealną równinę w górskie pasmo.  Stanołem jak wryty, jakby ktoś wcisnął stopklatkę. Jak, z kąd. Przecież  dopiero co tam szedłem. Przecież krety wyczuwają wibracje. Ten widać nie miał kompleksów. Miał gdzieś moją prace, moje zdziwienie. W ogóle miał mnie gdzieś. Wychodzenie z osłupienia zajęło mi chwilę. Obudziła się we mnie mroczna połowa, jak w powieści Stephena Kinga. Śmierć, śmierć na 1000 sposobów, będziesz cierpiał dziadu. Co mi tam ekolodzy, co mi tam, że to stworzenie boże. ZABIĆ !!!. Pobiegłem po narzędzie zbrodni. Wróciłem, stanołem w pozycji co najmniej śmiesznej, nad miejscem w którym skończył. Rusz się tylko, a przerobie cię na puzzle. Ale zwierz się nie ruszał. Zrezygnowany zabrałem się do dokończenia wałowania, wtedy ruszył. Dostałem oczu jak żaba … Podbiegłem, ale zwierz znów przestał kopać.Wpadłem na „ genijalny „ pomysł wkopania słoika na jego drodze. Wpadnie, będzie mój. Zasypał słoik ziemią, beszczelnie przedeptując ścieżkę przez środek. I tak dwa razy.  Koniec zabawy, zagazuje go. Świec nie mam, ale mam karbid. Wysypałem ziemię ze słoika, wsypałem karbid, wstawiłem w otwór. Zalałem wodą, przykryłem – hasta la vista, baby. Gdy po godzinie wróciłem usunąć narzędzie zbrodni, okazało się, że zasypał kanał. I musiał mieć wspólnika, bo sam nie dałby rady zasypać z obu stron.  Nadal nie rezygnuje. Utopie faszystę . Wąż, woda i poszło, ale jedyne co utopiłem to pieniądze ( rachunek za wodę ). Poddałem się, usiadłem obok jego kopca, śmiejąc się w głos –chłopie pokonało Cię 10-centymetrów aksamitu na czterech łapkach.
Aby uspokoić miłośników kretów.  Informuje iż kret ma się dobrze, a jego potomstwo sukcesywnie opanowuje okolice

Wiosna.

I prawie wiosna. Niebawem przyroda zacznie budzić się ze snu. Wysoko na niebie, pojawiają się pierwsze  klucze ptaków. Powracających z ciepłych krajów. W ogrodzie, pierwsze pąki na roślinach. Ze swoich zimowych kryjówek, lada moment wyjdą owady. To znak, iż czas pomyśleć o ogrodzie. Sprawdzić jaki jest stan naszych roślin po zimie.  Panowie muszą sprawdzić stan swoich zabawek tj. narzędzi . To dobry czas, aby na spokojnie zastanowić się nad projektami rabat. Nad doborem odpowiednich gatunków, jak i odmian roślin. Dopasowaniem pod względem kolorystycznym jak pokroju oraz wymagań stanowiskowych.Projektowanie rabat,to takie puzzle dla miłośników ogrodów. Dopasowanie wszystkich elementów, wymaga poświęcenia odrobiny czasu i wiedzy. Za to, gdy już skończymy, a rośliny zaczną tworzyć piękną kompozycje.  Będziemy cieszyć się jak dzieci po ułożeniu obrazka z nowo otrzymanych puzzli.

Opona.

Zima mineła, a opona została .  Gry planszowe ani puzzle, choć są świetną metodą wypełnienia  ciekawie czasu. Niestety  nie pozwoliły zachować sylwetki. Myślałem że jak prześpię zimę, jak przystało na poczciwego misia.  Po przebudzeniu, będę smukły jak one . Lecz po przebudzeniu okazało się, że moje myślenie wzięło urlop. Albo miśki oszukują. Jedyny podobny do mnie, to ten z Krupówek. Po zimie  też mu nie ubywa. Jedyna pociecha to to, że nie muszę inwestować w tic- taki, co jemu,by się przydało.  No dosyć o futrzakach, odchudzanie czas zacząć. Tylko jak,  jeżeli tylko przejście obok lodówki wrzuca mi na zegar pół kilo he he .Może rower ?, e! paada,wieeje .Bieganie , ymm, może jutro. Dziś dalej gry planszowe, ale będę szybciej rzucał kostką he he.