czwartek, 5 marca 2015

Krecik.

Każdy kto ma działkę, czy kawałek ogródka, miał do czynienia z kretem. Jeśli nie miał, to będzie miał. Mały czarny faszysta, tylko czycha, aby dobrać się do naszych grządek lub trawników. I nie pójdzie w brukselkę której nienawidzę. Albo w cebulę bądź w seler. Nieee. to byłoby zbyt proste. Menda pójdzie w pomidory, aa co!. Niech se ludź koncentrat kupi. Zamarzył mi się trawnik, wziołem zabawki tzn. narzędzia i z zapałem zaczołem prace. Przekopałem fragment działki, wyrównałem powierzchnię. Ciągnąc jakiś kawał żelastwa jak stara kobyła. Potem przegrabiłem, wyzbierałem kamienie. Z powodu dużego  wiatru, siew musiałem odłożyć na następny dzień. Wczesnym rankiem, bo wtedy wiatr jest najmniejszy i nie zabiera nasion do sąsiada. Wziołem ponownie zabawki i poszedłem dokończyć prace. Po rozsianiu nasion, pozostało je tylko przywałować. Gdy kończyłem pracę, spostrzegłem, że coś, a raczej ktoś. Zaczyna zmieniać moją idealną równinę w górskie pasmo.  Stanołem jak wryty, jakby ktoś wcisnął stopklatkę. Jak, z kąd. Przecież  dopiero co tam szedłem. Przecież krety wyczuwają wibracje. Ten widać nie miał kompleksów. Miał gdzieś moją prace, moje zdziwienie. W ogóle miał mnie gdzieś. Wychodzenie z osłupienia zajęło mi chwilę. Obudziła się we mnie mroczna połowa, jak w powieści Stephena Kinga. Śmierć, śmierć na 1000 sposobów, będziesz cierpiał dziadu. Co mi tam ekolodzy, co mi tam, że to stworzenie boże. ZABIĆ !!!. Pobiegłem po narzędzie zbrodni. Wróciłem, stanołem w pozycji co najmniej śmiesznej, nad miejscem w którym skończył. Rusz się tylko, a przerobie cię na puzzle. Ale zwierz się nie ruszał. Zrezygnowany zabrałem się do dokończenia wałowania, wtedy ruszył. Dostałem oczu jak żaba … Podbiegłem, ale zwierz znów przestał kopać.Wpadłem na „ genijalny „ pomysł wkopania słoika na jego drodze. Wpadnie, będzie mój. Zasypał słoik ziemią, beszczelnie przedeptując ścieżkę przez środek. I tak dwa razy.  Koniec zabawy, zagazuje go. Świec nie mam, ale mam karbid. Wysypałem ziemię ze słoika, wsypałem karbid, wstawiłem w otwór. Zalałem wodą, przykryłem – hasta la vista, baby. Gdy po godzinie wróciłem usunąć narzędzie zbrodni, okazało się, że zasypał kanał. I musiał mieć wspólnika, bo sam nie dałby rady zasypać z obu stron.  Nadal nie rezygnuje. Utopie faszystę . Wąż, woda i poszło, ale jedyne co utopiłem to pieniądze ( rachunek za wodę ). Poddałem się, usiadłem obok jego kopca, śmiejąc się w głos –chłopie pokonało Cię 10-centymetrów aksamitu na czterech łapkach.
Aby uspokoić miłośników kretów.  Informuje iż kret ma się dobrze, a jego potomstwo sukcesywnie opanowuje okolice

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz