Zrobiło się ciepło, więc wróciłem do tematu opony J. Odłożyłem zabawki
typu laptop, czy smartfon. Wyciągnołem z
garażu rower. Trochę był zapuszczony. Zupełnie
jak jego właściciel JJ.
Doprowadzenie go do stanu używalności, zajęło mi prawie cały wtorek. Czyszczenie,
smarowanie, wymiana zużytych elementów. Tego dnia, nie było już sensu
gdziekolwiek się wybierać. Jest u mnie chrześniaczka, która stwierdziła, że
jeśli nie jadę. To mogę z nią zagrać w Chińczyka. Gry planszowe ?, czemu nie. Podczas
gry stwierdziła, że jutro tj. w środę jedzie ze mną. Spoko. Jej rower, jak i
zabawki. Przynajmniej spora ich część, stacjonuje u mnie od dawna. To znaczy
rower od zeszłych wakacji, a zabawki zajmują strych od kilku lat. No to
jedziemy. Młoda zaraz po szkole, zwarta i gotowa na przejażdżkę. Na hasło, może
zjesz najpierw obiad ? rzuciła, że nie jest głodna. A gdy będzie, to zatrzymamy
się gdzieś na jakiegoś kebsona. No to jazda!. Kierunek Nieszawa, przeprawa
promowa przez Wisłę. Prom już zupełnie inny od tego z filmu „Wiosna panie
sierżancie „ ale gdy jestem w Nieszawie, zawsze robie sobie przejażdżkę na
drugi brzeg i z powrotem. Latem często jeżdżę do Ciechocinka, a w tedy prom
traktuje jako miejsce odpoczynku. W największe upały na promie jest zawsze orzeźwiający
wiatr. Ciepło, słonecznie, pofałdowany
teren. Brakowało trochę zieleni. Drzewa bez liści są ciekawe, ale wole gdy już
są zielone. Do Nieszawy mieliśmy jakieś
dziesięć kilometrów. Pokonaliśmy je w trochę ponad pół godziny. Niestety na
miejscu okazało się, że prom jeszcze nie kursuje. Trwa tzw. Przerwa zimowa. Zapomniałem o niej. Młoda była trochę zawiedziona. Jeszcze nie płynęła promem. No trudno, ale
będzie powód do powtórzenia przejażdżki w innyn terminie. Po powrocie chrześniaczka
przypomniała mi o kebsonie. Nie było wyjścia musiałem z nią iść. I walkę z
oponą diabli wzięli JJ.
Dziś beznadziejna pogoda, rower ma wolne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz