czwartek, 26 marca 2015

Promu nie było.

Zrobiło się ciepło, więc wróciłem do tematu opony J. Odłożyłem zabawki typu laptop, czy smartfon.  Wyciągnołem z garażu rower. Trochę  był zapuszczony. Zupełnie jak jego właściciel JJ. Doprowadzenie go do stanu używalności, zajęło mi prawie cały wtorek. Czyszczenie, smarowanie, wymiana zużytych elementów. Tego dnia, nie było już sensu gdziekolwiek się wybierać. Jest u mnie chrześniaczka, która stwierdziła, że jeśli nie jadę. To mogę z nią zagrać w Chińczyka. Gry planszowe ?, czemu nie. Podczas gry stwierdziła, że jutro tj. w środę jedzie ze mną. Spoko. Jej rower, jak i zabawki. Przynajmniej spora ich część, stacjonuje u mnie od dawna. To znaczy rower od zeszłych wakacji, a zabawki zajmują strych od kilku lat. No to jedziemy. Młoda zaraz po szkole, zwarta i gotowa na przejażdżkę. Na hasło, może zjesz najpierw obiad ? rzuciła, że nie jest głodna. A gdy będzie, to zatrzymamy się gdzieś na jakiegoś kebsona. No to jazda!. Kierunek Nieszawa, przeprawa promowa przez Wisłę. Prom już zupełnie inny od tego z filmu „Wiosna panie sierżancie „ ale gdy jestem w Nieszawie, zawsze robie sobie przejażdżkę na drugi brzeg i z powrotem. Latem często jeżdżę do Ciechocinka, a w tedy prom traktuje jako miejsce odpoczynku. W największe upały na promie jest zawsze orzeźwiający wiatr.  Ciepło, słonecznie, pofałdowany teren. Brakowało trochę zieleni. Drzewa bez liści są ciekawe, ale wole gdy już są zielone. Do Nieszawy mieliśmy  jakieś dziesięć kilometrów. Pokonaliśmy je w trochę ponad pół godziny. Niestety na miejscu okazało się, że prom jeszcze nie kursuje. Trwa tzw. Przerwa zimowa.  Zapomniałem  o niej. Młoda była trochę zawiedziona.  Jeszcze nie płynęła promem. No trudno, ale będzie powód do powtórzenia przejażdżki w innyn terminie. Po powrocie chrześniaczka przypomniała mi o kebsonie. Nie było wyjścia musiałem z nią iść. I walkę z oponą diabli wzięli JJ. Dziś beznadziejna pogoda, rower ma wolne. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz