sobota, 27 lutego 2016

Zonk.

i dojechałem. Zajeło mi to trochę więcej czasu niż myślałem. W Bydgoszczy okazało się, że na przesiadkę będę musiał czekać nieco dłużej.  Ale spoko, miałem kupić coś dla Wojtka, więc miałem więcej czasu na szukanie czegoś odpowiedniego. W nadzieji jednak, że nie będę musiał dużo chodzić. Zaczołem od sklepików w podziemnym przejściu między peronami. Tam jednak królowała odzież z Chin i pluszaki też z Chin. Mi  bardziej chodziło o jakąś grę planszową i to niekoniecznie o Chińczyka. Chciał  nie chciał, musiałem wyjść na miasto. Na szczęście do pociągu miałem grubo ponad godzinę. Więc szybki spacer ul. Dworcową do Gdańskiej, a tam już sklepów, bez liku.  Pierwszy sklep z zabawkami i mam. Co chciałem. Puzzle- Przyjaciele z Krainy Lodu i na dokładkę- Kalejdoskop 50 gier. Mogłem wracać na dworzec. Zostało mi jeszcze ok. pół godziny do odjazdu.  Więc znów w Dworcową. Jednak tym razem, tuż przed dworcem zatrzymał mnie zapach jedzenia J. Podniosłem wzrok, a przede mną napis –PIZZA Z PIECA. No i jak tu się nie zatrzymać. Niestety skończyło się na hamburgerze, bo na pizze musiałbym długo czekać. Pociąg na mnie, już niekoniecznie. Wsiadłem do niego z marszu. Gdybym czekał za pizzą, poczekał bym sobie jeszcze kolejne dwie godziny.   Około czternastej dotarłem na miejsce. Nieuprzedzałem rodzinki, że przyjeżdżam. Toteżi nie miałem pewności,że ich zastanę. Na szczęście zastałem. W drzwiach powitała mnie Agnieszka, mówiąc – no wreszcie, już myśleliśmy, że nigdy się nie wybierzesz. W tej samej chwili na szyji miałem Igora i Wojtka. Zdjołem plecak. Wyjołem prezenty dla chłopaków i tu zonk. Okazało się, że Igor ma już zegarek zabawkę - VTech - Kidizoom Smart Watch. No, ale tak to czasem bywa. Szczególnie gdy żadko się odwiedza rodzinkę.  Na szczęście z pomocą przyszła Agnieszka, mówiąc, że Wojtek też chciał mieć taki zegarek. Nawet czasem zabierał go Igorowi. Wiec nastąpiła szybka zmiana. Wojtek dostał zegarek, a Igor, gry i puzzle Przyjaciele z Krainy Lodu. Zostałem uratowany. Następnym razem przeprowadzę mały research, zanim kupię prezenty.

piątek, 26 lutego 2016

NO, to sobie nie pośpię.

Piątek weekendu początek.  Od  jakiegoś czasu, wybierałem się do rodzinkiu w Bory Tucholskie.  Jednak nigdy nie było czasu.  Wczoraj jednak stwierdziłem, że w ten  weekend jade. Choćby nie wiem co. Sprawdziłem rozkład jazdy pociągów. Spakowałem plecak i  jadę. Najpierw do Torunia. Potem Bydgoszcz  a w Bydgoszczy jeszcze jedna przesiadka do Koronowa. W Bydgoszczy, trochę czasu spędze na oczekiwaniu na przesiadkę. Będę miał okazję kupić coś dla Igora i Wojtka. Synów kuzyna. W sumie to tylko dla Wojtka, bo dla Igora mam zegarek zabawkę - VTech - Kidizoom Smart Watch. Kupiłem go jeszcze przed  gwiazdką w sklepie TREFL. Gdy kupowałem Arts&Crafts - Kreatywne scenki - Klinika dla pluszaków, dla Julki. Już samo to, mówi ile czasu zajęło mi zebranie się do odwiedzin. Ale co tam. Nie ważne jak długo się zbierałem. Ważne, że się zebrałem.  A jeszcze ważniejsze, że Julka nie namierzyła tego zegarka. Ma już różowy aparat cyfrowy {z naciskiem na różowy} z kolekcji - VTech – Kidizoom. Na pewno nie pogardziła by zegarkiemJJ. No, a teraz zawijam się w kołdrę, bo jest środek nocy, a pociąg mam o 7:45. Za dużo sobie nie pośpię. 

wtorek, 23 lutego 2016

Strach pozostał.

Po  ostatniej wizycie w lesie i nieudanych bezkrwawych łowach. Julka nie daje się namówić na kolejne. Jej różowy aparat cyfrowym - VTech – Kidizoom, chwilowo poszedł w odstawkę. Próbowałem ją namówić na wizytę w lesie u naszego kuzyna. Choć w tym wypadku, las to za duże słowo, bo to tylko kilkaset drzew posadzonych za domem. Jednak spotkać tam można stado saren, które żerują na okolicznych polach. W tym lasku schodzą się na nocleg. Przychodzą też, gdy załamuje się pogoda. Las chroni je wtedy przed wiatrem. Ostatnio jedna sarna zaczęła podchodzić prawie pod same okna. Prowadząc ze sobą swoje potomstwo. Malec kroczył grzecznie obok mamy. Nie odstępując nawet na krok. Julka nie chce jednak o tym słyszeć. Las kojarzy jej się teraz tylko z dzikami. Większość czasu po powrocie z przedszkola, spędza u sąsiadów. Obcowanie z naturą zamieniła na grę w – 5 sekund, albo układanie puzzli.

niedziela, 21 lutego 2016

Dzik.

Z samego rana Julka  zaczeła  przygotowania do wyprawy na bezkrwawe łowy. Mieliśmy iść wczoraj, jednak pogoda skutecznie nam to uniemożliwiła. Od rana zaczoł padać deszcz. Najpierw delikatny kapuśniak, potem było już tylko gorzej. Dziś jednak pogoda dopisała. Ranek powitał nas słońcem, co ostatnio żadko się zdaża. Julka  zaraz po śniadaniu, zaczęła się ubierać do wyjścia.  Oczywiście pierwsze co  zrobiła, to spakowała swój  różowy aparat cyfrowym - VTech – Kidizoom. Chwilę później, zwarta i gotowa, zameldowała się w moim pokoju. No, ja jeszcze gotowy nie byłem. Trochę mnie popędzała. Wreszcie wyruszyliśmy. Las jest blisko, więc podjechaliśmy tam w kilka minut. Samochód zostawiliśmy obok starej leśniczówki i ruszyliśmy w głąb lasu. Krzewy są jeszcze bez liści, więc widoczność, była bardzo dobra. Tyle tylko, że prucz śpiewających nam nad głowami ptaków. Żadnego zwierza, którego można by ustrzelić aparatem Julki, nie było. Kilkaset metrów od leśniczówki, rośnie stary, rozłożysty dąb. Jest naprawdę ogromny. Stwierdziłem, że Julka musi go zobaczyć. By skrócić drogę do dębu. Zeszliśmy z udeptanej ścieżki i weszliśmy w zagajnik. To byłbłąd. W zagajniku, trafiliśmy na dzika. Z jednej strony, był to gruby zwierz na którego mogliśmy zapolować naszymi aparatami. Jednak wyskoczył z zarośli tak szybko, że Julka, bardzo się wystraszyła. Mimo, że dzik nie był zainteresowany atakowaniem nas. Wręcz przeciwnie, uciekł głęboko w las. To Julka miała już dość łowów. Prawie się rozpłakała. Mimo zapewnień, że dzik już uciekł. Trzymając mnie kurczowo za rękę, powtarzała, że wracamy do domu. Tak skończyły się nasze bezkrwawe łowy. Po powrocie do domu, gdy Julka trochę ochłonęła. Zagraliśmy razem z babcią w – Kalejdoskop 50 gier. Gdy podczas gry, zapytałem Julkę, kiedy teraz idziemy do lasu na bezkrwawe łowy. Usłyszałem, że już jej to nie interesuje.:). Myślę , że za jakiś czas minie jej strach przed ponownym spotkaniem dzika. Wtedy wybierzemy się jeszcze raz z aparatami do lasu na łowy. Bo dziś Julka , sparaliżowana strachemnie zrobiła ani jednego zdjęcia. Ja zresztą też.

piątek, 19 lutego 2016

Bezkrwawe łowy.

Julka już wypoczęta. Od samego rana, na wysokich obrotach. Nim babcia zaprowadziła ją do przedszkola, zrobiła pewnie kilkanaście kursów między kuchnią babci, a moim pokojem. Za każdym razem coś mi oznajmiając. Jak nie to , że dziś będzie miała zajęcia ze swoją  ulubioną panią Natalią. To, żę  po powrocie z przedszkola, mama zawozi ją  do koleżanki. Wraz z jej rodzeństwem, będą grały w – 5 sekund junior. Na koniec oznajmiła mi, że jutro i w niedzielę, mam wybrać się z nią na bezkrwawe łowy. W pierwszej chwili nie zorientowałem się o czym mówi.  Julka jednak szybko wyjaśniła mi o co chodzi. Mianowicie, wczoraj oglądała program w tv. W którym pan chodził po lesie i fotografował zwierzęta. I że to się nazywa, bezkrwawe łowy. I ona jutro, też pójdzie do lasu ze swoim  różowym aparatem cyfrowym - VTech – Kidizoom. Tym, którym tak szczegłółowo dokumentowała zawartość kartonów na strychu. I też będzie robić zdjęcia zwierzętom. A ja mam iść z nią. Próbowałem się wykręcić, mówiąc, że mam zepsuty aparat. Jednak to nie przeszło. Nim skończyłem mówić. Julka powiedziała,że przecież aparat jest dobry, bo wczoraj fotografowałem kota gdy bawił się kłębkiem wełny.  Teraz siedzę i czyszcze obiektywy na weekendowe łowy.

czwartek, 18 lutego 2016

Zmęczona Julka.

Dziś z Julką zabraliśmy się za cięcie borówek {to znaczy mieliśmy zabrać się za cięcie} .  Julka bardzo je lubi. W lipcu, gdy tylko zaczynają dojrzewać pierwsze odmiany. Przeprowadza się do zakątka ogrodu w którym, są  posadzone. Gdy rosły jeszcze w donicach. Rozkładała koc na trawniku. Przynosiła sobie swoje ulubione lalki lub puzzle. Jak choćby - Barbie - super księżniczka. Po czym ustawiała donice wokół koca tak, aby dojrzewające owoce były w jej zasięgu. Każdy kto próbował wejść na jej terytorium, które wyznaczał szpaler borówek. Traktowany był jak intruz. Na szczęście z wiekiem to się zmieniło.  Poza tym, teraz borówki posadzone są do gruntu i nie ma możliwości swobodnego ich przenoszenia. Co prawda może rozłożyć koc między nimi, ale to już nie to samo. By lepiej owocowały, trzeba je co roku przeciąć. Usunąć stare pędy, by mogły rozwijać się nowe, owoconośne. Wtedy owoce są duże, równomiernie dojrzałe , a krzew nie choruje. Wczoraj, gdy wspomniałem o tym, że dziś mam zamiar ciąć krzewy. Julka stwierdziła, że ona też będzie ciąć razem ze mną. Mam poczekać, aż wróci z przedszkola i dopiero wtedy zaczniemy pracę. Będę uczył ją prześwietlania krzewów. W pierwszejchwili trochę się przeraziłem. Oczyma wyobraźni zobaczyłem Julkę z sekatorem i krajobraz po bitwie, zamiast  zakątka z borówkami. Dopiero po chwili, dotarło do mnie, że mam ją uczyć. Czyli, że jest szansa na ocalenie jagodnika. Czekałem więc dzisiaj, aż do powrotu  małej z przedszkola. Jednak młoda po  powrocie, stwierdziła, że jest zmęczona i ,żę dziś nie będzie mi pomagać. Wypowiedziała to w taki ostentacyjny sposób, że oboje z jej babcią parsknęliśmy śmiechem. Gdy już opanowałem śmiech  powiedziałem. Próbując naśladować jej  ton – no tak, wyglądasz na zmęczoną , zdecydowanie powinnaś odpocząć.  Co skończyło się kolejną salwą śmiechu.  Wtedy Julka się obraziła. Aby ją udobruchać, obiecałem jej, że jak skończę przycinanie borówek, to zagram z nią w – 5 sekund. Oczywiście  dopiero gdy już będzie wypoczęta .

wtorek, 16 lutego 2016

Wszystko co kupisz...

Dziś cały dzień z Julką robiliśmy porządki na strychu. To znaczy, ja robiłem, a Julka robiła coś zupełnie odwrotnego. Gdy ja znosiłem ze strychu worki ze starymi ubraniami.  Julka metodycznie, karton po kartonie. Przeglądała poukładane w nich stare zabawki, gry i niekompletne klocki. Co prawda w kartonach nie było żadnej lalki. To Julce to nie przeszkadzało. Przed rozpoczęciem porządków, planowałem pozbyć się tych kartonów. Teraz jednak nie ma o tym mowy. Młóda stwierdziła ,że rekwiruje wszystkie znaleźone tam rzeczy. Nawet mocno rozczłonkowany miś został ocalony od  kosza. Musiałem dać słowo, że  niewyrzuce żadnej z zabawek. Zażartowałem,że musi zrobić dokumentacje fotograficzną. Myślałem, że zapyta, co to takiego. Nie zapytała. Zbiegła ze strychu, ile sił w nogach. Wróciła po chwili ze swoim różowym aparatem cyfrowym - VTech – Kidizoom. Sam jej go kupiłem w sklepie TREFL na urodziny. Wtedy jeszcze niewiedziałem, że wszystko co kupie, będzie mogło być użyte przeciwko mnieJJ. W błyskawicznym tempie zaczęła pstrykać zdjęcia zawartości kartonów. Na szczęście udało mi się ją przekonać, aby nie znosić ich na dół. Tu zabawek , gier i puzzli jest pod dostatkiem.

piątek, 12 lutego 2016

Wizyta w leśniczówce.

Dzisiaj wybraliśmy się razem z dziewczynami z wizytą do Leśniczówki. Nasza wizyta rozpoczęła się od rozmowy z panem Leśniczym, który zwrócił uwagę dziewczyn na właściwe zachowanie podczas pobytu w lesie. Oprowadził nas po szkółce leśnej , w której obejrzeliśmy rosnące sadzonki drzew. Dowiedzieliśmy się, w jaki sposób leśnicy opiekują się młodymi drzewkami i co się z nimi dzieje, kiedy urosną. Później zwiedziliśmy salę edukacyjną, a w niej obejrzeliśmy wiele ciekawych rzeczy: różnego rodzaju gabloty, zdjęcia, zabytkowe rzeczy, używane bardzo dawno przez leśników itp.  Na koniec załapaliśmy się na ognisko, które pan leśniczy przygotował dla swoich znajomych, w którym upiekliśmy kiełbaski. Czas płynął tak szybko, że zanim się obejrzeliśmy trzeba było wracać do domu. Dziewczyną bardzo się podobała wizyta w leśniczówce, a w szczególności głowa jelenia z pięknym porożem. Wisząca na ścianie obok kominka. Po powrocie z leśniczówki, musiałem rozpalić dziewczyną kominek. Tak im się spodobało w leśniczówce, że rozłożyły przed kominkiem  koc w misie, jako namiastkę prawdziwej skóry. Rozłożyły na niej  - Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy i zaczęły budować. Ja zaś mam kupić im  jelenia. Siedzę teraz, patrząc na strone sklepu  TREFL i przeglądam ofertę. Wpadł mi w oko Jeleń wirginijski. Figurka Animal Planet.  Całkiem realistyczna. Co prawda dziewczyny, chciały by pewnie coś pluszowego.

Może innym razem.

środa, 10 lutego 2016

Koza.

I  po ostatkach. Wczoraj z Julką i Edytą, która spędza u  nas zimowe ferie.  Od rana przygotowywaliśmy się do ostatków. Dziewczyny piekły kruche ciasteczka,a ja zabrałem się za przygotowanie śledzi. Gdy skończyliśmy przygotowania, dziewczyny stwierdziły, że zagramy w – 5 sekund. To tak aby wypełnić czas pozostały do wieczornej imprezy. Na stole w pokoju dziewczyn, od wczoraj pozostały jeszcze nieułożone puzzle • Przyjaciele z Krainy Lodu. Szybko wylądowały w pudełku. Rozłożyliśmy  super grę- 5 sekund i zaczęliśmy zabawę. Chwilę po tym, w domu rozległ się dźwięk dzwonka. To była tzw.Koza. czyli przebierańcy. Dawny pogański obrzęd, który w tradycji ludowej przetrwał do połowy  XX  wieku.A na kujawach do dziś. W okresie od tłustego czwartku do środy popielcowej przez wieś przechodzI grupa przebierańców. Człowiek przebrany za kozę wchodzi w skład zespołu (wraz z bocianem,turoniem lub  konikiem. W skład kozy kujawskiej wchodzą: wspomniana wyżej koza, koń, diabeł, siora, czyli mężczyzna przebrany za kobietę z dużym wiklinowym koszem zbierający dary za zabawianie gospodarzy, para młoda, dziad, baba, kominiarz, niedźwiedź, strażak, policjant, żołnierz (z czasów legionów Dąbrowskiego), śmierć z kosą, bocian, Żyd, orkiestra. Julka była trochę wystraszona. Edyta jednak bardzo chciała zobaczyć o co chodzi w tym obrzędzie. U niej w łodzi nie widziała nigdy  "Kozy". Wyjaśniłem jej tylko , że musi wżucić do koszyka niesionego przez Siorę pieniądze.  Zrobiła tak  gdy tylko wyszła  do przebierańców. Wtedy orkiestra zaczeła grać dla niej Sto lat, a reszta przebierańców wzieła ją na ręce i zaczeła podrzucać do góry. Tak jak robi się to ze sportowcami  po wygranej.. Po odśpiewaniu  stu lat, orkiestra zaczeła grać ludowe melodie. wtedy żołnież na zmiane z kominiarzem i policjantem zaczeli prosić Edytę do tańca. Bardzo jej się to podobało.. Sporo czasu potrzebowała, by ochłonąć i wrócić do gry w - 5 sekund.