i
dojechałem. Zajeło mi to trochę więcej czasu niż myślałem. W Bydgoszczy okazało
się, że na przesiadkę będę musiał czekać nieco dłużej. Ale spoko, miałem kupić coś dla Wojtka, więc
miałem więcej czasu na szukanie czegoś odpowiedniego. W nadzieji jednak, że nie
będę musiał dużo chodzić. Zaczołem od sklepików w podziemnym przejściu między
peronami. Tam jednak królowała odzież z Chin i pluszaki też z Chin. Mi bardziej chodziło o jakąś grę planszową i to niekoniecznie
o Chińczyka. Chciał nie chciał, musiałem
wyjść na miasto. Na szczęście do pociągu miałem grubo ponad godzinę. Więc szybki
spacer ul. Dworcową do Gdańskiej, a tam już sklepów, bez liku. Pierwszy sklep z zabawkami i mam. Co chciałem.
Puzzle- Przyjaciele z Krainy Lodu i na dokładkę- Kalejdoskop 50 gier. Mogłem wracać
na dworzec. Zostało mi jeszcze ok. pół godziny do odjazdu. Więc znów w Dworcową. Jednak tym razem, tuż
przed dworcem zatrzymał mnie zapach jedzenia J.
Podniosłem wzrok, a przede mną napis –PIZZA Z PIECA. No i jak tu się nie
zatrzymać. Niestety skończyło się na hamburgerze, bo na pizze musiałbym długo
czekać. Pociąg na mnie, już niekoniecznie. Wsiadłem do niego z marszu. Gdybym czekał
za pizzą, poczekał bym sobie jeszcze kolejne dwie godziny. Około czternastej
dotarłem na miejsce. Nieuprzedzałem rodzinki, że przyjeżdżam. Toteżi nie miałem
pewności,że ich zastanę. Na szczęście zastałem. W drzwiach powitała mnie
Agnieszka, mówiąc – no wreszcie, już myśleliśmy, że nigdy się nie wybierzesz. W
tej samej chwili na szyji miałem Igora i Wojtka. Zdjołem plecak. Wyjołem
prezenty dla chłopaków i tu zonk. Okazało się, że Igor ma już zegarek zabawkę - VTech - Kidizoom Smart Watch. No, ale tak to czasem
bywa. Szczególnie gdy żadko się odwiedza rodzinkę. Na szczęście z pomocą przyszła Agnieszka,
mówiąc, że Wojtek też chciał mieć taki zegarek. Nawet czasem zabierał go
Igorowi. Wiec nastąpiła szybka zmiana. Wojtek dostał zegarek, a Igor, gry i
puzzle Przyjaciele z Krainy Lodu. Zostałem uratowany. Następnym razem
przeprowadzę mały research, zanim kupię prezenty.
sobota, 27 lutego 2016
piątek, 26 lutego 2016
NO, to sobie nie pośpię.
Piątek
weekendu początek. Od jakiegoś czasu, wybierałem się do rodzinkiu w
Bory Tucholskie. Jednak nigdy nie było
czasu. Wczoraj jednak stwierdziłem, że w
ten weekend jade. Choćby nie wiem co. Sprawdziłem
rozkład jazdy pociągów. Spakowałem plecak i
jadę. Najpierw do Torunia. Potem Bydgoszcz a w Bydgoszczy jeszcze jedna przesiadka do
Koronowa. W Bydgoszczy, trochę czasu spędze na oczekiwaniu na przesiadkę. Będę miał
okazję kupić coś dla Igora i Wojtka. Synów kuzyna. W sumie to tylko dla Wojtka,
bo dla Igora mam zegarek zabawkę - VTech - Kidizoom Smart
Watch. Kupiłem go jeszcze przed
gwiazdką w sklepie TREFL. Gdy kupowałem Arts&Crafts
- Kreatywne scenki - Klinika dla pluszaków, dla Julki. Już samo to, mówi ile
czasu zajęło mi zebranie się do odwiedzin. Ale co tam. Nie ważne jak długo się
zbierałem. Ważne, że się zebrałem. A jeszcze
ważniejsze, że Julka nie namierzyła tego zegarka. Ma już różowy aparat cyfrowy {z
naciskiem na różowy} z kolekcji - VTech – Kidizoom. Na pewno nie pogardziła by
zegarkiemJJ. No, a teraz zawijam się w kołdrę, bo jest środek nocy, a pociąg mam
o 7:45. Za dużo sobie nie pośpię.
wtorek, 23 lutego 2016
Strach pozostał.
Po ostatniej wizycie
w lesie i nieudanych bezkrwawych łowach. Julka nie daje się namówić na kolejne.
Jej różowy aparat cyfrowym - VTech – Kidizoom, chwilowo poszedł w odstawkę. Próbowałem
ją namówić na wizytę w lesie u naszego kuzyna. Choć w tym wypadku, las to za
duże słowo, bo to tylko kilkaset drzew posadzonych za domem. Jednak spotkać tam
można stado saren, które żerują na okolicznych polach. W tym lasku schodzą się
na nocleg. Przychodzą też, gdy załamuje się pogoda. Las chroni je wtedy przed
wiatrem. Ostatnio jedna sarna zaczęła podchodzić prawie pod same okna. Prowadząc
ze sobą swoje potomstwo. Malec kroczył grzecznie obok mamy. Nie odstępując nawet
na krok. Julka nie chce jednak o tym słyszeć. Las kojarzy jej się teraz tylko z
dzikami. Większość czasu po powrocie z przedszkola, spędza u sąsiadów. Obcowanie
z naturą zamieniła na grę w – 5 sekund, albo układanie puzzli.
niedziela, 21 lutego 2016
Dzik.
Z samego rana Julka
zaczeła przygotowania do wyprawy
na bezkrwawe łowy. Mieliśmy iść wczoraj, jednak pogoda skutecznie nam to
uniemożliwiła. Od rana zaczoł padać deszcz. Najpierw delikatny kapuśniak, potem
było już tylko gorzej. Dziś jednak pogoda dopisała. Ranek powitał nas słońcem,
co ostatnio żadko się zdaża. Julka zaraz
po śniadaniu, zaczęła się ubierać do wyjścia.
Oczywiście pierwsze co zrobiła,
to spakowała swój różowy aparat cyfrowym - VTech – Kidizoom. Chwilę później, zwarta i
gotowa, zameldowała się w moim pokoju. No, ja jeszcze gotowy nie byłem. Trochę mnie
popędzała. Wreszcie wyruszyliśmy. Las jest blisko, więc podjechaliśmy tam w
kilka minut. Samochód zostawiliśmy obok starej leśniczówki i ruszyliśmy w głąb
lasu. Krzewy są jeszcze bez liści, więc widoczność, była bardzo dobra. Tyle tylko,
że prucz śpiewających nam nad głowami ptaków. Żadnego zwierza, którego można by
ustrzelić aparatem Julki, nie było. Kilkaset metrów od leśniczówki, rośnie
stary, rozłożysty dąb. Jest naprawdę ogromny. Stwierdziłem, że Julka musi go
zobaczyć. By skrócić drogę do dębu. Zeszliśmy z udeptanej ścieżki i weszliśmy w
zagajnik. To byłbłąd. W zagajniku, trafiliśmy na dzika. Z jednej strony, był to
gruby zwierz na którego mogliśmy zapolować naszymi aparatami. Jednak wyskoczył
z zarośli tak szybko, że Julka, bardzo się wystraszyła. Mimo, że dzik nie był zainteresowany
atakowaniem nas. Wręcz przeciwnie, uciekł głęboko w las. To Julka miała już
dość łowów. Prawie się rozpłakała. Mimo zapewnień, że dzik już uciekł. Trzymając
mnie kurczowo za rękę, powtarzała, że wracamy do domu. Tak skończyły się nasze
bezkrwawe łowy. Po powrocie do domu, gdy Julka trochę ochłonęła. Zagraliśmy razem
z babcią w – Kalejdoskop 50 gier. Gdy podczas gry, zapytałem Julkę, kiedy teraz
idziemy do lasu na bezkrwawe łowy. Usłyszałem, że już jej to nie interesuje.:).
Myślę , że za jakiś czas minie jej strach przed ponownym spotkaniem dzika. Wtedy
wybierzemy się jeszcze raz z aparatami do lasu na łowy. Bo dziś Julka ,
sparaliżowana strachemnie zrobiła ani jednego zdjęcia. Ja zresztą też.
piątek, 19 lutego 2016
Bezkrwawe łowy.
Julka już wypoczęta. Od samego rana, na wysokich obrotach. Nim
babcia zaprowadziła ją do przedszkola, zrobiła pewnie kilkanaście kursów między
kuchnią babci, a moim pokojem. Za każdym razem coś mi oznajmiając. Jak nie to ,
że dziś będzie miała zajęcia ze swoją
ulubioną panią Natalią. To, żę po
powrocie z przedszkola, mama zawozi ją do
koleżanki. Wraz z jej rodzeństwem, będą grały w – 5 sekund junior. Na koniec
oznajmiła mi, że jutro i w niedzielę, mam wybrać się z nią na bezkrwawe łowy. W
pierwszej chwili nie zorientowałem się o czym mówi. Julka jednak szybko wyjaśniła mi o co chodzi.
Mianowicie, wczoraj oglądała program w tv. W którym pan chodził po lesie i
fotografował zwierzęta. I że to się nazywa, bezkrwawe łowy. I ona jutro, też
pójdzie do lasu ze swoim różowym aparatem cyfrowym - VTech – Kidizoom. Tym, którym tak
szczegłółowo dokumentowała zawartość kartonów na strychu. I też będzie robić
zdjęcia zwierzętom. A ja mam iść z nią. Próbowałem się wykręcić, mówiąc, że mam
zepsuty aparat. Jednak to nie przeszło. Nim skończyłem mówić. Julka powiedziała,że
przecież aparat jest dobry, bo wczoraj fotografowałem kota gdy bawił się
kłębkiem wełny. Teraz siedzę i czyszcze
obiektywy na weekendowe łowy.
czwartek, 18 lutego 2016
Zmęczona Julka.
Dziś z Julką zabraliśmy się za cięcie borówek {to znaczy mieliśmy zabrać się za cięcie} . Julka bardzo je lubi. W lipcu, gdy tylko zaczynają dojrzewać pierwsze odmiany. Przeprowadza się do zakątka ogrodu w którym, są posadzone. Gdy rosły jeszcze w donicach. Rozkładała koc na trawniku. Przynosiła sobie swoje ulubione lalki lub puzzle. Jak choćby - Barbie - super księżniczka. Po czym ustawiała donice wokół koca tak, aby dojrzewające owoce były w jej zasięgu. Każdy kto próbował wejść na jej terytorium, które wyznaczał szpaler borówek. Traktowany był jak intruz. Na szczęście z wiekiem to się zmieniło. Poza tym, teraz borówki posadzone są do gruntu i nie ma możliwości swobodnego ich przenoszenia. Co prawda może rozłożyć koc między nimi, ale to już nie to samo. By lepiej owocowały, trzeba je co roku przeciąć. Usunąć stare pędy, by mogły rozwijać się nowe, owoconośne. Wtedy owoce są duże, równomiernie dojrzałe , a krzew nie choruje. Wczoraj, gdy wspomniałem o tym, że dziś mam zamiar ciąć krzewy. Julka stwierdziła, że ona też będzie ciąć razem ze mną. Mam poczekać, aż wróci z przedszkola i dopiero wtedy zaczniemy pracę. Będę uczył ją prześwietlania krzewów. W pierwszejchwili trochę się przeraziłem. Oczyma wyobraźni zobaczyłem Julkę z sekatorem i krajobraz po bitwie, zamiast zakątka z borówkami. Dopiero po chwili, dotarło do mnie, że mam ją uczyć. Czyli, że jest szansa na ocalenie jagodnika. Czekałem więc dzisiaj, aż do powrotu małej z przedszkola. Jednak młoda po powrocie, stwierdziła, że jest zmęczona i ,żę dziś nie będzie mi pomagać. Wypowiedziała to w taki ostentacyjny sposób, że oboje z jej babcią parsknęliśmy śmiechem. Gdy już opanowałem śmiech powiedziałem. Próbując naśladować jej ton – no tak, wyglądasz na zmęczoną , zdecydowanie powinnaś odpocząć. Co skończyło się kolejną salwą śmiechu. Wtedy Julka się obraziła. Aby ją udobruchać, obiecałem jej, że jak skończę przycinanie borówek, to zagram z nią w – 5 sekund. Oczywiście dopiero gdy już będzie wypoczęta .
wtorek, 16 lutego 2016
Wszystko co kupisz...
Dziś cały dzień z Julką robiliśmy porządki na strychu. To znaczy,
ja robiłem, a Julka robiła coś zupełnie odwrotnego. Gdy ja znosiłem ze strychu
worki ze starymi ubraniami. Julka metodycznie,
karton po kartonie. Przeglądała poukładane w nich stare zabawki, gry i
niekompletne klocki. Co prawda w kartonach nie było żadnej lalki. To Julce to nie
przeszkadzało. Przed rozpoczęciem porządków, planowałem pozbyć się tych
kartonów. Teraz jednak nie ma o tym mowy. Młóda stwierdziła ,że rekwiruje
wszystkie znaleźone tam rzeczy. Nawet mocno rozczłonkowany miś został ocalony
od kosza. Musiałem dać słowo, że niewyrzuce żadnej z zabawek. Zażartowałem,że
musi zrobić dokumentacje fotograficzną. Myślałem, że zapyta, co to takiego. Nie
zapytała. Zbiegła ze strychu, ile sił w nogach. Wróciła po chwili ze swoim
różowym aparatem cyfrowym - VTech – Kidizoom. Sam jej go kupiłem w sklepie
TREFL na urodziny. Wtedy jeszcze niewiedziałem, że wszystko co kupie, będzie
mogło być użyte przeciwko mnieJJ.
W błyskawicznym tempie zaczęła pstrykać zdjęcia zawartości kartonów. Na szczęście
udało mi się ją przekonać, aby nie znosić ich na dół. Tu zabawek , gier i
puzzli jest pod dostatkiem.
piątek, 12 lutego 2016
Wizyta w leśniczówce.
Dzisiaj
wybraliśmy się razem z dziewczynami z wizytą do Leśniczówki. Nasza wizyta rozpoczęła
się od rozmowy z panem Leśniczym, który zwrócił uwagę dziewczyn na właściwe
zachowanie podczas pobytu w lesie. Oprowadził nas po szkółce leśnej , w której
obejrzeliśmy rosnące sadzonki drzew. Dowiedzieliśmy się, w jaki sposób leśnicy
opiekują się młodymi drzewkami i co się z nimi dzieje, kiedy urosną. Później
zwiedziliśmy salę edukacyjną, a w niej obejrzeliśmy wiele ciekawych rzeczy:
różnego rodzaju gabloty, zdjęcia, zabytkowe rzeczy, używane bardzo dawno przez
leśników itp. Na koniec załapaliśmy się
na ognisko, które pan leśniczy przygotował dla swoich znajomych, w którym
upiekliśmy kiełbaski. Czas płynął tak szybko, że zanim się obejrzeliśmy trzeba
było wracać do domu. Dziewczyną bardzo się podobała wizyta w leśniczówce, a w
szczególności głowa jelenia z pięknym porożem. Wisząca na ścianie obok kominka.
Po powrocie z leśniczówki, musiałem rozpalić dziewczyną kominek. Tak im się
spodobało w leśniczówce, że rozłożyły przed kominkiem koc w misie, jako namiastkę prawdziwej skóry.
Rozłożyły na niej - Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy i zaczęły budować. Ja zaś
mam kupić im jelenia. Siedzę teraz,
patrząc na strone sklepu TREFL i
przeglądam ofertę. Wpadł mi w oko Jeleń wirginijski. Figurka Animal Planet. Całkiem realistyczna. Co prawda dziewczyny,
chciały by pewnie coś pluszowego.
Może innym razem.
środa, 10 lutego 2016
Koza.
I po ostatkach. Wczoraj z Julką i Edytą, która spędza u nas zimowe ferie. Od rana przygotowywaliśmy się do ostatków. Dziewczyny piekły kruche ciasteczka,a ja zabrałem się za przygotowanie śledzi. Gdy skończyliśmy przygotowania, dziewczyny stwierdziły, że zagramy w – 5 sekund. To tak aby wypełnić czas pozostały do wieczornej imprezy. Na stole w pokoju dziewczyn, od wczoraj pozostały jeszcze nieułożone puzzle • Przyjaciele z Krainy Lodu. Szybko wylądowały w pudełku. Rozłożyliśmy super grę- 5 sekund i zaczęliśmy zabawę. Chwilę po tym, w domu rozległ się dźwięk dzwonka. To była tzw.Koza. czyli przebierańcy. Dawny pogański obrzęd, który w tradycji ludowej przetrwał do połowy XX wieku.A na kujawach do dziś. W okresie od tłustego czwartku do środy popielcowej przez wieś przechodzI grupa przebierańców. Człowiek przebrany za kozę wchodzi w skład zespołu (wraz z bocianem,turoniem lub konikiem. W skład kozy kujawskiej wchodzą: wspomniana wyżej koza, koń, diabeł, siora, czyli mężczyzna przebrany za kobietę z dużym wiklinowym koszem zbierający dary za zabawianie gospodarzy, para młoda, dziad, baba, kominiarz, niedźwiedź, strażak, policjant, żołnierz (z czasów legionów Dąbrowskiego), śmierć z kosą, bocian, Żyd, orkiestra. Julka była trochę wystraszona. Edyta jednak bardzo chciała zobaczyć o co chodzi w tym obrzędzie. U niej w łodzi nie widziała nigdy "Kozy". Wyjaśniłem jej tylko , że musi wżucić do koszyka niesionego przez Siorę pieniądze. Zrobiła tak gdy tylko wyszła do przebierańców. Wtedy orkiestra zaczeła grać dla niej Sto lat, a reszta przebierańców wzieła ją na ręce i zaczeła podrzucać do góry. Tak jak robi się to ze sportowcami po wygranej.. Po odśpiewaniu stu lat, orkiestra zaczeła grać ludowe melodie. wtedy żołnież na zmiane z kominiarzem i policjantem zaczeli prosić Edytę do tańca. Bardzo jej się to podobało.. Sporo czasu potrzebowała, by ochłonąć i wrócić do gry w - 5 sekund.
Subskrybuj:
Posty (Atom)