piątek, 19 lutego 2016

Bezkrwawe łowy.

Julka już wypoczęta. Od samego rana, na wysokich obrotach. Nim babcia zaprowadziła ją do przedszkola, zrobiła pewnie kilkanaście kursów między kuchnią babci, a moim pokojem. Za każdym razem coś mi oznajmiając. Jak nie to , że dziś będzie miała zajęcia ze swoją  ulubioną panią Natalią. To, żę  po powrocie z przedszkola, mama zawozi ją  do koleżanki. Wraz z jej rodzeństwem, będą grały w – 5 sekund junior. Na koniec oznajmiła mi, że jutro i w niedzielę, mam wybrać się z nią na bezkrwawe łowy. W pierwszej chwili nie zorientowałem się o czym mówi.  Julka jednak szybko wyjaśniła mi o co chodzi. Mianowicie, wczoraj oglądała program w tv. W którym pan chodził po lesie i fotografował zwierzęta. I że to się nazywa, bezkrwawe łowy. I ona jutro, też pójdzie do lasu ze swoim  różowym aparatem cyfrowym - VTech – Kidizoom. Tym, którym tak szczegłółowo dokumentowała zawartość kartonów na strychu. I też będzie robić zdjęcia zwierzętom. A ja mam iść z nią. Próbowałem się wykręcić, mówiąc, że mam zepsuty aparat. Jednak to nie przeszło. Nim skończyłem mówić. Julka powiedziała,że przecież aparat jest dobry, bo wczoraj fotografowałem kota gdy bawił się kłębkiem wełny.  Teraz siedzę i czyszcze obiektywy na weekendowe łowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz