Skończyły się ferie. Skończyło się wieczorne granie w – 5 sekund junior, czy
kalejdoskop 50 gier. Bąble już przed
południem odjechały od babci. Teraz muszą
się przygotować do przedszkola. Choć na
kolejne dwatygodnie przyjedzie córka koleżanki. Mieszka w Łodzi, a ten region
rozpoczyna feriie od począdku lutego. Przyjeżdża tutaj co roku, ma tutaj swoich
znajomych. Więc nie będzie się nudzić. Poza tym u babci zostaje także Julka. Po
prostu będzie jeździć do szkoły z babcią. Na zewnątrz jakby wiosna, czas pomyśleć o cięciu drzewek
owocowych. To tak w ramach walki z odleżynami J.
niedziela, 31 stycznia 2016
sobota, 30 stycznia 2016
Trzeba kupić pokarm.
Farba na karmniku wyschła. Można było
go powiesić na wcześniej upatrzonym drzewie. Młodzi miłośnicy ptaków nie mogli
się doczekać tej chwili. Już od rana musiałem jechać do sklepu zoologicznego,
zakupić odpowiednią mieszankę ziaren. Taki dostałem „prikaz” od maluchów. Wcześniej chciałem
nasypać po prostu przenicy i pokruszyć trochę chleba. Bąble jednak oznajmiły mi
, że pani w przedszkolu powiedziała, że ptaszki trzeba karmić nasionami
oleistymi, jak rzepak, rzepik, słonecznik, proso. A także nasionami lnu, owsa łuszczonego,gryki
czy konopii. Po takim wykładzie nie pozostało mi nic innego, jak odwiedzić
sklep zoologiczny. Oczywiście ferajna pojechała razem ze mną. Po wejściu do
sklepu, szybko okazało się, że bąble najchętniej wykupiły by całą ofertę tego
sklepu. Rybki i chomiki na pewno. Gdy jakimś cudem udało mi się wyprowadzić
ferajnę ze sklepu. Niewykupując tuzina chomików, czy kilkudziesięciu rybek. To trafiliśmy na sklep z zabawkami. Od razu
rozległo się błagalne – wejdzieeemy?!. Nie
miałem wyjścia. Musiałem wejść. Inaczej resztę dnia musiał bym patrzeć na ich
smutne miny. Tu powtórka z rozrywki. Jak z zoologicznego, bąble najchętniej
wykupiły by wszystko. No może poza tym co już mają. Choć Maciek wybrał –
Kalejdoskop 50 gier. Na moje pytanie, dlaczego wybrał grę którą ma?. Odpowiedział,że
jest już zniszczona i , że musi kupić drugą. Przy stoisku z puzzlami, słychać
było co chwilę o! – Jej wysokość Zosia,
mam te puzzle. I tak kilka razy, bo dzieciaki mają naprawdę pokaźną kolekcję
puzzli. Dzieciaki mogłyby tak długo oglądać te regały pękające w szwach od
zabawek. Trzeba było im przypomnieć, że w domu, głodne ptaszki czekają na
nasiona. I że musimy wracać.
czwartek, 28 stycznia 2016
Karmnik.
No i znikneły ostatnie ślady zimy. Nawet jegomość bałwan, przeszedł na drugą stronę. Została po nim tylko uszatka po dziadku Aleksandrze, coś co wcześniej było dorodną marchewką i węgielki tj, guziczki. Bąble jednak szybko pogodziły się z tym faktem. Sanki zamieniły na rowery. To znaczy chciały, lecz dziś jeszcze podwórze nie nadawało się do jazdy. Chodnik jest tylko wokół domu. Reszta to trawnik i rabaty. Jednak, by mogły po tym trawniku jeździć. Muszą poczekać, aż trochę obeschnie. Tymczasem zajęliśmy się budową karmnika dla ptaków. Choć na tą chwilę wydaje się, że zima minęła. To jestem pewien, że jeszcze wróci. Wtedy karmnik będzie jak znalazł. Tymczasowy warsztat zrobiliśmy w tunelu foliowym w którym latem rosną pomidory i winogron. Teraz był to nasz przstronny widny i ciepły warsztat. Najpierw wybraliśmy model karmnika. Padło na klasykę , czyli taki domek bez ścian. Potem przystąpiliśmy do dzieła. Gdy ja wycinałem dno karmnika z wodoodpornej płyty. Bąble zajęły się odmierzaniem i cięciem czterech równych kawałków listewki. Posłużyła ona jako podpory na których umocowaliśmy daszek karmnika. Gdy już ucieły cztery równe podpory . wręczyłem im papier ścierny do wygładzenia powierzchni listewek. Sam zaczołem wycinanie elementów daszku z tej samej wodoodpornej płyty. Gdy mieliśmy już gotowe wszystkie elementy, połączyliśmy je wkrętami za pomocą wkrętarki. Pozostało tylko pomalować i zawiesić na miejsce docelowe. I tu już nie było tak łatwo. O ile chłopcy, chcieli pomalować karmnik na zielono, lub brązowo. To dziewczynki, widziały by go w różowym koloże. Najchętniej zresztą zrobiły by z tego karmnika domek dla bohaterki puzzli – Barbie super księżniczka, albo dla Zosi. Bohaterki serii puzzli Jej wysokośc Zosia. Ostatecznie karmnik otrzymał barw brązowo białe. Gdzie brązowy był dach, a biała reszta. I nie dla tego, że wygrała koncepcja chłopców. Czy doszło do porozumienia między dziewczynami i chłopcami. A dlatego, że tylko takie farby miałem. Teraz karmnik schnie w tunelu, a jutro zawiesimy go na drzewie przed oknem od salonu, by muc obserwować ptasią ucztę .
środa, 27 stycznia 2016
Rajd Barburki pod stołem.
Pisałem dziś, że bąble są śnięte, bez życia, bez werwy. Wieczorem jednak wszystko wrócióło do normy. Samochody wreszcie wyjechały z korka . Ruszyły z pełną parą do wyścigów. Najpierw Dakar. Z dywanu po desce do prasowania na wersalkę. Potem skok z wersalki niczym Hołowczyc z wydmy. Parkiet, to znaczy pustynia potem coś w rodzaju sawanny z wysokimi trawami, czyli długowłosy dywanik. Oczywiście nie mogło zabraknąć ośnieżonego odcinka. Płytki w korytarzu okazały się idealne. Jakby stworzone do poślizgów. I tak całe Peru zostało przejechane. Aa. Żeby nie było – górski odcinek z mnóstwem kamieni też był. Julka bidulka przechodząc przez teren wyścigu. Rozsypała orzeszki. Ale już o sprzątnięciu ich nie było mowy. Wyskakiwały z pod kół jak kamienie na prawdziwym rajdzie. Na koniec rajd Barburki i kryterium asów na Karowej. Chłopaki kręcili ósemki między nogami od stołu aż miło. Julka też odzyskała siły. Ułożyła puzzle przy których wcześniej ucieła sobie drzemkę tj. - Barbie - super księżniczka. Na koniec wszyscy zagraliśmy jeszcze w – 5 sekund junior.
Rano śnięte, a teraz ledwo można je było położyć do łóżek .
Rano śnięte, a teraz ledwo można je było położyć do łóżek .
Miejskie korki zamiast wyścigów.
Bąble
już wróciły. Nie było ich tylko dwa dni, ale gdy wyjeżdżały , była zima, a
teraz jest pochmurna wiosna. Śnieg zmienił się w wodę.zmarznięta
ziemia powoli zmienia się w błoto. W niedzielę
super bawiliśmy się na kuligu. Dziś nosa z domu nie ma po co wychylać. Dzieciaki
są trochę niepocieszone. Ferie za chwilę się kończą, a tu taki klops. Zostaje mieć
nadzieje, że tak jak szybko przyszła wiosna w środku zimy, tak szybko będzie
znów zima. Inaczej zaplanowane na koniec ferii ognisko przy torze saneczkowym,
na którym rozpoczęliśmy te ferie nie odbędzie się. Bąble będą zawiedzione. Dziś
snują się nieco śnięte po domu. Myślałem, że meteopatia to przypadłość
dorosłych. Patrząc jednak na ferajnę i jej spowolnienie. Stwierdzam, że i bąble
źle znoszą takie nagłe zmiany aury. W weekend energia je dosłownie roznosiła. Dziś
jest totalnie inaczej. Cisza, spokój. Jakby ich nie było. Chłopaki po śniadaniu
zaczeli bawić się samochodami. O ile zawsze gdy zaczynali zabawę, przewodnim
motywem były wyścigi samochodowe i emocje z nimi związane. To tym razem słychać jedynie cichy warkot, przypominający
samochody stojące w miejskim korku. Gdy chłopacy bawili się samochodami, my z
Julką, zaczęliśmy układać puzzle - Barbie - super księżniczka.
Jednak tak szybko jak zaczęliśmy układanie, tak szybko zakończyliśmy je. No może
trochę wolniej. Zadzwonił mój telefon, odebrałem
i trochę czasu zajęła mi rozmowa. Gdy po
zakończeniu wróciłem do Julki, aby dalej
z nią układać. Okazało się, że młoda zasneła ułożywszy zaledwie twarz Barbie. Mogłem
wybrać – Kąpiel Prosiaczka, kilka elementów, może dała by radęJJ.
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Mogę się wyspać.
Dziś mam dzień wolnego. Bąble pojechały w odwiedziny do cioci. Zostaną tam do jutra. Zabrały ze sobą zapas gier i puzzli, jakby miały tam spędzić resztę ferii. Choć jak je znam to w użyciu będzie tylko – Kalejdoskop 50 gier i 5 sekund junior. Na punkcie tej drugiej są tak zakręcone, że każdy musi mieć swoją. Nie ma opcji, aby regał na gry i puzzle, któregokolwiek z dzieciaków nie posiadał tej pozycji. Ja za to mam czas, by przejrzeć ofertę sklepu TREFL. Niedługo czeka mnie impreza urodzinowa sąsiadki. Mała Ola kończy 5 lat. Poważny wiek. Z tej okazji urządza imprezkę na którą jestem zaproszony wraz z siostrzenicą Natalią. To znaczy rodzice urządzają, młoda wydaje tylko dyzpozycje. Nie wypada pójść z pustymi rękoma. Mała lubi puzzle. Myśle , że w sklepie TREFL bez problemu znajdę coś ciekawego. No i co najważniejsze, dziś wcześnie pójdę spać, co przy całej ferajnie jest niemożliwe .
niedziela, 24 stycznia 2016
Kulig.
Pierwszy tydzień zimowych ferii za nami. Na dziś z młodocianą ferajną, byliśmy zaproszeni na kulig. Bąble jednak, dowiedziały się o tym, dopiero po śniadaniu. Inaczej, już od rana nie dały by nam chwili spokoju. O zjedzeniu śniadania nie wspomnę. Na kulig, zaproszeni byliśmy do znajomych. Tych samych u których wiosną byliśmy na ognisku. Prowadzą stadninę koni i gdy tylko pogoda na to pozwala. Organizują kulig. Zarówno dla znajomych, jak dziś. Jak i dla osób uczących się jazdy konnej , czy przychodzących na hipoterapię. Na miejsce zajechaliśmy około południa. Przed stadniną stały już konie zaprzęgnięte do dużych sań. Ubrane w ozdobne uprzęże. Przy uzdach miały pompony. Perfekcyjnie wyczesane grzywy i ogony. Sanie też nie były zwyczajne. Zdobiły je piękne okucia i rzeźbione siedziska. Płozy też, bardziej przypominały bajkowy pojazd św.Mikołaja niż zwykłe sanie, które jeszcze można spotkać w podgórskich wioskach. Po przywitaniu, znajomi zaprosili nas na gorącą herbatę, by rozgrzać się trochę przed przejażdżką saniami. Gdy ferajna popijała herbatę, ja z właścicielem stadniny. Zabraliśmy się do przygotowywania małych sanek, które dowiązywaliśmy do sań. Do których zaprzęgnięte były konie. Po sprawdzeniu, czy linki są wystarczająco mocne i odpowiednio przymocowane. Zawołaliśmy ferajnę. Chwilę później saneczkowy pociąg ruszył. Po dwóch okrążeniach stadniny, znajomi skierowali zaprzęg do lasu. Najpierw na uczęszczane szlaki. Potem na sobie tylko znane leśne ścieżki. I to było najfajniejsze. Głęboki zmrożony śnieg, który unosił się za końskimi kopytami. I burze śnieżne wywoływane, gdy konie przedzierały się przez nisko zwisające gałęzie, pokryte śniegiem. Kulig trwał, grubo ponad godzinę. Jednak gdy dojechaliśmy znów do stadniny. Dziecią wciąż było mało. Jednak konie musiały odpocząć. Miały co robić, ciągnąc taką gromadkę. Resztę dnia spędziliśmy, ogrzewając się w cieple kominka. By zająć dzieci, znajoma, przyniosła im- Kalejdoskop 50 gier. My zaś najpierw trochę komentowaliśmy to co dzieje się w polityce. Szybko jednak, stwierdziliśmy, że szkoda czasu na takie rzeczy. Biorąc przykład z dzieciaków, rozpoczęliśmy grę w – 5 sekund.
czwartek, 21 stycznia 2016
Babcia atakuje.
Wczorajsza bitwa na śnieżki, tak się spodobała dzieciaką, że dziś ją powtórzyły. O ile wczoraj babcia zdołała wyegzekwować , że dopóki się nie ociepli, będą układać puzzle. Dziś już nie chciały zaczynać dnia od puzzli. Nawet mój zamek - Hohenschwangau Bawaria - puzzle, nie stanowi odpowiedniej zachęty do pozostania w domu. Po śniadaniu, od razu ruszyły na podwórek. Na szczęście, trochę dłużej dziś sobie pospały. Więc i tak wyszły około dwunastej. Poza regularną bitwą na śnieżki, dziś było strzelanie do celu. To znaczy rzucanie do celu, a konkretnie do bałwana, którego resztki stały od kilku dni. Dokładnie od ostatniej lekkiej odwilży, gdy to jegomość zamienił się w lodową rzeźbę. Dostało się też i babci, gdy wyszła z domu na zakupy. Myślałem, że będzie niezadowolona, ale źle myślałem. Choć w pierwszej chwili, gdy padła ofiarą zmasowanego ataku, zrobiła groźną minę. To po chwili, miała już szeroki uśmiech. Szybko też przystąpiła do kontrataku. Wyrzucała śnieżne kulki z prędkością światła. W pewnym momencie miałem wrażenie,że babcia ma większy ubaw, niż wnuczki. Zresztą wczoraj, miałem takie samo wrażenie, gdy układała z dzieciakami puzzle - Barbie - super księżniczka.
środa, 20 stycznia 2016
Wojna na śnieżki.
Od rana Bąble stwierdziły, że dziś będzie wojna na śnieżki. Śniadanie upłynęło na licytowaniu się, kto kogo więcej razy trafi śnieżką. Babcia próbowała wybić im to z głowy, ale daremne jej próby. Jedyne co udało jej się osiągnąć, to to , że wyjdą na zewnątrz koło południa. Gdy trochę zelżeje mróz, a do tej chwili poukładają sobie puzzle. Trochę było im nie w smak. Babcia jednak nie ustąpiła. Przyniosła pudełko z puzzlami - Barbie - super księżniczka i zaczęła układać razem z wnuczkami. Ja dołączyłem do nich ze swoim zamkiem Hohenschwangau Bawaria. To duże puzzle składające się z 2000 elementów. Zakupiłem je w sklepie Trefl. Robiąc prezenty gwiazdkowe dla dzieciaków. Jednak do tej pory nie miałem okazji ich ułożyć. Z opisu wynika, że po ułożeniu, zajmą prawie całe biurko. O ile Bąble nie zaczną zamieniać pomocy w układaniu w sabotaż. Jak je znam tocałkiem możliwe. Dziś jednak, były grzeczne i układały z zaangażowaniem. Oczywiście do momentu, gdy któreś z gromadki nie zorientowało się, że już południe i , że na dworze świeci piękne słońce. Wtedy ruszyły do korytarza. Zakładanie ciepłych ubrań i butów zajęło im dosłownie sekundy. O zamieszaniu i decybelach w przedpokoju nie wspomnę. Chwilę później za oknami trwała prawdziwa wojna na śnieżki.
niedziela, 17 stycznia 2016
Sanki.
Na rozpoczęcie
ferii zimowych, wybraliśmy się z całą ferajną, to jest: wnuczki i prawnuczki. Które
przyjechały spędzić je u babci, na
sanki. Wcześniejsza próba pojeżdżenia na sankach, skończyła się niepowodzeniem.
Wczoraj jednak aura dopisała. Spadło kilkanaście centymetrów śniegu. Razem ze znajomymi,
postanowiliśmy zabrać dzieciaki na długi spacer nad Wisłę. W pobliżu nie ma naturalnych górek z których
można byłoby zjeżdżać na sankach. Nad Wisłą zaś, można zjeżdżać ze skarpy. W miejscu,
gdzie była kiedyś żwirownia. Miejsce, mimo że nad Wisłą, jest bezpieczne. Nie jest
zalewane przez wodę. Nie ma, więc zagrożenia, że rozpędzone sanki wpadną do
wody. Tor saneczkowy stanowi nieuczęszczana droga, którą gdy żwirownia była
jeszcze czynna. Ciężarówki zjeżdża ły w dół po żwir. Od kilku lat jest jednak
zamknięta. Droga każdej zimy, o ile spadnie śnieg. Zamienia się w tor
saneczkowy. Nie jest stromy, więc nawet młodsze dzieci mogą zjeżdżać bez obaw. Gdy
tam dotarliśmy, był już spory ruch na trorze. Dziecią jednak, w ogóle to nie przeszkadzało. O ile podczas
drogi, narzekały, że bolą je nogi. Pytały co chwilę- daleko jeszcze. Jak osioł
ze Shreka. To po przybyciu na miejsce, ożywiły się do tego stopnia, że ledwo
mogliśmy za nimi nadążyć. Gdy bąble
szalały na sankach. My lekko marzneliśmy. Stwierdziliśmy, że musimy powtórzyć
wyprawę na tor saneczkowy. Jednak następnym razem, przygotujemy ognisko. Gdy bąble
będą zjeżdżać, my przygotujemy coś do wypełnienia brzuszków. Ogrzewając się
przy okazji. Po powrocie do domu bąble były tak zmęczone, że padły zaraz po zetknięciu
się z łóżkami. Po drodze planowały jeszcze,że zagrają w - Memos -
Kraina Lodu, albo w 5 sekund junior. Na miejscu
jednak, nawet nie wspomniały o tym. Jedynie do kolacji nie trzeba było ich
zachęcać. Długi spacer i wyścigi – kto
pierwszy podbiegnie z powrotem pod górę, by znów zjechać. Sprawiły, że największy
niejadek, już od drzwi wołał-jeeść !!!.
czwartek, 14 stycznia 2016
Sanki.
Wczoraj mieliśmy z bąblami wyjść na sanki. Jednak śnieg na zewnątrz, zmienił się w szarą breję. Chodniki zamieniły się w akweny wodne. Bałwan, którego lepiliśmy wcześniej. Przypominał bardziej, lodową rzeźbę, niż klasycznego bałwana. Co prawda, wyszliśmy na dwór, ale po piętnastu minutach dzieciaki były tak przemoczone, że trzeba było wracać do domu. Ubrania nadawały się do prania, a buty wyglądały, jakby były wyjęte z basenu. Po przebraniu się w suche ubrania, bąble rozłożyły sobie na dywanie puzzle - Przyjaciele z Krainy Lodu. Jedyne sześćdziesiąt elementów, ale radości, co niemiara. Jedynie JULKA wybrała sobie - Wesoły dzień Zosi. Aż cztery układanki zamknięte w jednym pudełku Po ułożeniu otrzymała cztery zabawne obrazki różnej wielkości z królewną Zosią, którą bardzo lubi. Sanki muszą jeszcze poczekać na lepsze czasy.
niedziela, 10 stycznia 2016
Zima.
Zimno. Nawet bardzo. Ale jest śnieg i pierwszy raz od wielu sezonów, jest go nawet całkiem sporo. Bardzo mnie to cieszy. Jeszcze bardziej cieszą się dzieciaki. Już przed świętami,mażyły o lepieniu bałwana. Jednak wtedy o śniegu nie było mowy. Boże Narodzenie, bardziej przypominało Wielkanoc. Co prawda od wczoraj jest, lekka odwilż. Śnieg jest bardzo mokry i ciężki. Dość szybko topnieje. Jednak zdążyliśmy ulepić bałwana. Lepiliśmy go wczoraj, gdy śnieg był jeszcze mniej ciężki. Dziś już nie dał bym rady udźwignąć kul z których ów jegomość się składa. A jest kawałek bałwana. Kula na jego podstawę jest naprawdę ogromna. Toczyliśmy ją do puty, do puki nie stanęła. Gdy zamiast kuli, zaczęły ślizgać się nam nogi , a kula nie chciała nawet drgnąć. Zaczęliśmy toczenie następnej, to jest, brzuszka. Wyszedł nam równie imponujący, co podstawa. Ledwo daliśmy radę umieścić go na podstawie. Z ostatnią kulą poszło trochę łatwiej. Gdy już mieliśmy wszystkie kule, zaczęło się ubieranie delikwenta. Ubranko klasyczne. Jak co roku, czyli węgielki na guziki. Marchewka na nos. W tym roku, marchew była olbrzymia, bo i bałwan nie był mikrusem. Jedyne odstępstwo stanowiło nakrycie głowy gagatka. W zeszłym roku, był to stary garnek. W tym roku bałwan otrzymał czapkę uszatkę, po dziadku Aleksandrze. W owej czapce, jegomość wyglądał całkiem ok. Dostał jeszcze szal od małej Julki i nową miotłę. Po którą zresztą musiałem jechać do sklepu. Trochę nam zmarzły dłonie podczas tego lepienia. Zrobiliśmy sobie z Bolkiem, bo tak go nazwaliśmy , zdjęcie i ewakułowaliśmy się do ciepłego domu, na gorącą czekoladę. Resztę dnia spędziliśmy, grając w- Kalejdoskop 50 gier i w - Memos - Kraina Lodu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)