niedziela, 27 września 2015
Kolory.
Jeszcze żyję wczorajszym ogniskiem. Grą w 5 sekund, pieczonymi ziemniakami i tą atmosferą. Niestety od jutra zacznie mi się tydzień na ostro. Przedemną odświeżenie kuchni, a ja jestem w lesie. Fachowiec umówiony na szpachlowanie i malowanie ścian, a jaj jeszcze nie rozprowadziłem nowej instalacji elektrycznej. Dojdą dwa nowe urządzenia elektryczne i dodatkowy punkt oświetlenia. Niby bółka z masłem, takie ułożenie kabli w ścianie. Wykuć rowek umieścić w nim przewód elektryczny. Ale wciąż zastanawiam się co do ich rozmieszczenia. Może to tu, a może jednak tam. To to to zmywarka. Do tego jeszcze wybór koloru ścian. Facet i kolory, masakra. Dla mnie zielony to zielony, może dzielić się na jasnozielony i ciemnozielony. Ale dla kobiet jeśli chodzi o znajomość kolorów, to ja jestem zielony, ciemnozielony . Do tego jeszcze w sobotę osiemnastka chrześniaczki, a ja bez prezentu. No ale to akurat najmniejszy problem. Młodzież dziś, a i kiedyś też, woli gotówkę. A i dla mnie to lepsze rozwiązanie. Nie muszę się obawiać , że prezent będzie nietrafiony. O ile małemu dziecku , można kupić np. puzzle Wesoły dzień Zosi , a gdy nie będą się podobały, można wymienić np. na Barbie i jej super przyjaciele. To z nastolatkiem tak łatwo nie pójdzie.
sobota, 26 września 2015
Kociołek z ogniska.
Wow, ognisko udało się znakomicie. Zebraliśmy się przed siedemnastą
i od razu zabraliśmy się za rozpalanie ognia. Poszło błyskawicznie. Drewno było
bardzo suche, aż za suche. W pewnym momencie trzeba było postarać się o świeże
jeszcze mokre drewno, bo to które przygotowałem, paliło się zbyt szybko dając
ogromny płomień. Wyglądało to pięknie ogromny słup ognia, ale temperatura była
zbyt wysoka. Nie można było zbliżyć się do ognia. Gdy ogień był z powrotem
mały, dzieci sąsiadów zaczęły piec kiełbaski, trzymając je na długich kijkach. Specjalnie
przygotowanych na takie okazje. Dziewczyny w tym czasie przygotowały kociołek
na ognisko wypełniony ziemniakami młodą kapustą, cebulą, pieczarkami i chudym
gotowanym boczkiem. Wszystko odpowiednio doprawione ziołami i słodką papryką. Poezja.
Jak to przy ognisku , gdy czekaliśmy za kociołkiem zaczęło się śpiewanie
biesiadnych kawałków , opowiadanie dowcipów. Dzieci po zjedzeniu kiełbasek zaczęły
biegać po ogrodzie. Co chwilę pytając , czy będą pieczone ziemniaki. Kociołek i
jego zawartość zupełnie ich nie obchodził w przeciwieństwie do nas. Nie mogliśmy
się doczekać. Gdy w końcu zawartość bujającego sięnad ogniem naczynia
wylądowała w naszych talerzach. Pochwałą dla dziewczyn nie było końca. Jedynie dzieciaki
nadal dopytywały się o pieczone ziemniaki. Tyle nasłuchały się naszych
opowiadań jakie to pyszne danie , że zaraz po napełnieniu przez nas brzuszków
zawartością kociołka. Zabrałem się za przygotowanie ziemniaków. Żeby zająć czymś
dzieci ,sąsiad przyniósł grę 5 sekund i Kalejdoskop 50 gier. Zaczęliśmy
grać z dziećmi oczekując na ziemniaki. Trzeba było jednak przynieść oświetlenie
na stół ogrodowy,bo światło bijące z ogniska było zbyt małe do tego,aby przy
nim grać. Na koniec gdy ziemniaki już się upiekły. Dzieci wreszcie były w pełni
zadowolone z ogniska. Stwierdziliśmy , że znów dołożymy suchego drewna, aby na
koniec popatrzeć na słup ognia rozświetlający ciemności. Coś wspaniałego.
piątek, 25 września 2015
Ognisko.
Uwielbiam ognisko, ciepło, jakie z niego bije, ten żar,
spokój i wolno płynący czas. Myśli krążą swobodnie, gdy leniwie wpatruję się w
skaczące iskierki, odprężam się i ogarnia mnie nieopisana błogość. To wszystko
odczuwam, kiedy siedzę wieczorem, opatulony w koc i patrzę na ogień. Trzask palącego
się drzewa i żar bijący dookoła ,to jest to. I dlatego na jutro umówiłem się z
sąsiadami, że zrobimy ognisko. Takie powitanie jesieni. Trzeba wykorzystać ładną
pogodę. Ale to jutro , dziś trzeba było zrobić
zakupy, aby jutro nie burczało w brzuszku, choć w pięknych okolicznościach
przyrodyJ. Jakieś
kiełbaski, pieczywo. Może kilka ziemniaków pieczonych w popiele. O tak
ziemniaki muszą być na pewno. Pamiętam jak będąc dzieckiem, przyjeżdżałem do
dziadków na wakacje i ferie zimowe i wtedy często z kolegami paliliśmy ognisko
i piekliśmy ziemniaki. Trochę soli , zwykła pyra ,a my zachwycaliśmy się jak Robert
Burnejka zjadając stejka L,
jakby to było kurcze pieczone , albo jakieś wymyślne zielsko dla wegetarian. A to
zwykła pyra, kartofel nie obrany. Ogniska mają trochę taką pierwotną magię, jak
wiele wieków temu, ale nadal odczuwalną, piękną, ciepłą, rodzinną i serdeczną!.
Drewno już czeka, patyki do pieczenia,
jedzenie dziś zostanie wstępnie przygotowane. Dzieciaki już nie mogą się
doczekać , dla nich to zawsze duża atrakcja. Choć zapewne jak to dzieci szybko
się znudzą. Mam dla nich grę -5 sekund junior, a i jakieś puzzle też się
znajdą. Chyba nawet zostawiły ostatnio -
Barbie i jej super przyjaciele, tak więc na pewno nie będą się nudzić
czwartek, 24 września 2015
Nowe przedszkole.
Dziś miałem kilka spraw do załatwienia na mieście. Chodząc po
urzędach spotkałem koleżankę z poprzedniej pracy. Iza szła właśnie odebrać
swoje dziecko z przedszkola, do którego przeniosła je niedawno. W poprzednim
synek izy czuł się źle. Ta zaś placówka pozytywnie wpłynęła na zachowanie i
nastawienie dziecka Izy. Dość długo szukała pobliskiego przedszkola na
poziomie, w którym warunki lokalowe by naprawdę ją zaspokoiły i którego oferta
byłaby naprawdę atrakcyjna. Przedszkole, które wybrała spodobało jej się ze
względu na to, że uczą tu języka angielskiego, że mają swoje dwa przestronne
place zabaw, gdzie dzieciaki mogą się bawić i czuć bezpiecznie.Przedszkole z
tego co widziałem, bo wszedłem z Izą na chwilę do środka czyste, nowocześnie urządzone, na półkach mnóstwo
zabawek ,gier. Zauważyłem nawet moje ulubione 5 sekund w wersji dla dzieci i serię
puzzli – Jej wysokość Zosia. Przedszkole
jest w pełni dostosowane do potrzeb dzieci.Od samego początku zrobiło na mnie
duże wrażenie, no i na dodatek tak sympatyczny personel….Rozmowa przeprowadzona
przez Izę z Panią dyrektorką na etapie poszukiwań rozwiała wszelkie wątpliwości
Izy i przekonała by zapisać tutaj syna.Oferta była naprawdę atrakcyjna,
zróżnicowane zajęcia, profesjonalna nauka języka angielskiego, opieka
specjalistów i na dodatek smaczne, zdrowe jedzenie przygotowane na miejscu.Na
ostatecznie zdanie wpłynęło atrakcyjne czesne. Koleżanka zdecydowała się.zapisać tu syna. To była dobra
decyzja. I dziś tego kroku wcale nie żałuję. Synek jest bardzo zadowolony,
chodzi uśmiechnięty, zawsze z przyjemnością szykuje się na drugi dzień do przedszkola,
ciągle opowiada mamie o swoich przeżyciach, o nowo poznanych kolegach, o
paniach – przedszkolankach, o nowych zabawach, dzieli się z mamą nowymi
słówkami. Iza powiedziała mi , że bardzo ceni cały personel, który tak fachowo
opiekuje się jej dzieckiem.Warunki
lokalowe w przedszkolu spełniają wysokie oczekiwania Izy, rodzinna atmosfera
sprawia, że dzieci szybko się klimatyzują.To przedszkole nie tylko uczy i bawi,
ale przede wszystkim daje możliwość swobodnego wypowiadania się, bycia sobą. Czego
brakuje wyraźnie w innych przedszkolach, które wcześniej odwiedziła Iza. A już na
pewno w tym do którego jej syn chodził poprzednio!!!
środa, 23 września 2015
Pierwszy dzień jesieni.
Pierwszy dzień jesieni, miał być słoneczny, ciepły. Był, pochmurny, może nie zimny , ale nie zachęcał do wyjścia z domu. Przynajmniej w mojej okolicy. W planach miałem przygotować podłoże pod rododendrony. Bidule czekają na wysadzenie z doniczek od wiosny. No ale jeszcze trochę sobie poczekają. Pierwszy dzień jesieni powitałem apatią , totalnym brakiem chęci na cokolwiek. Dopiero wieczorem minął mi ten stan. Nabrałem ochoty zagrania w - 5 sekund. Na dzień dzisiejszy w moją ulubioną grę. Niestety dziś nie miałem z kim zagrać. O ile wczoraj zaczołem grę z siostrzenicą , a w międzyczasie dołączyli sąsiedzi. Także wieczór upłynoł na wesoło , bo przy grze w - 5 sekund nuda nie grozi. To dziś już każdy miał napięty kalendarz. Każdy prócz mnie. Ja odpuściółem sobie dziś wszystko. Dopiero teraz gdy wszyscy już śpią , albo są w trakcie przygotowań do snu. Ja mam przypływ energii. Nie chce mi się spać , a w zasadzie już mi się nie chce, bo cały dzień chodziłem śnięty jak ryba. Zaczołem układać puzzle, bo o tej porze , tylko to nie zakłuci niczejego spokoju. Na początek - Avengers (Puzzle Magic Decor) które zostawiły Bąble sąsiada. A teraz walcze z niedźwiedziem łapiącym ryby w potoku, ta układanka tak szybko mi nie pójdzie. .
wtorek, 22 września 2015
5 bramek.
Sprawdzian
z angielskiego okazał się nie być wykrętem od gry w - 5 sekund. Młoda przyszła
dziś zaraz po szkole i z uśmiechem na twarzy oznajmiła , że dostała 5 ze
sprawdzianu. Teraz może ze mną zagrać w - 5 sekund. Musi tylko wejść do domu na obiad , no i oczywiście
pochwalić się rodzicą. Ja w międzyczasie zamówiłem w sklepie internetowym • VTech - Kidizoom Smart Watch - zegarek zabawka. Nie pamiętam już w
jakich okolicznościach pierwszy raz zauważyłem tę zabawke. Choć to raczej elektroniczny
gadżet. Pamiętam za to , że zrobiła na mnie duże wrażenie. Pamiętam też , że
stwierdziłem iż będzie to świetny prezent. I przyszedł ten dzień. Za trochę
ponad tydzień , będą urodziny małej Natali. Interesuje ją wszystko co
elektroniczne. Myślę ,że • VTech - Kidizoom Smart Watch jej się spodoba.Ma
wiele ciekawych funkcji jak np.dyktafon z możliwością zmiany głosu. Do wyboru
jest 50 wzorów tarcz: zarówno analogowych i cyfrowych. Łatwa
zmiana między zegarem analogowym i cyfrowym ułatwia dzieciom naukę zegara. Ma
też, funkcje: stoper, czasomierz i alarm. Jednym słowem super zabawka. Dużo piątek
w moin dzisiejszym pisaniu , może przez pięć bramek Roberta Lewandowskiego i to
w dziewięc minut. Przejdzie gość do historii.
poniedziałek, 21 września 2015
Wycieczka rowerowa.
Wczorajsza nieudana wycieczka rowerowa, nieudana z powodu
deszczu. Została przeniesiona na dziś. Jednak dziś to był bardziej wyścig niż wycieczka.
O ile wczoraj mieliśmy wyruszyć od rana. No może trochę później, bo musiałem
dojść do siebie po przedwczesnym przebudzeniu J.
To dziś wyruszyliśmy o czternastej, gdy siostrzenica wróciła ze szkoły. Jednak dziś
to ja byłem nieugięty I postawiłem warunek, że po powrocie musizagrać ze mną w
5 sekund , inaczej nie jadę. Usłyszałem ok. ale bez przekonania, a chwilę
później , że tylko chwilę , bo musi przygotować się do sprawdzianu z angielskiego.
W tym momencie wiedziałem, że z wieczornej gry nici. Ruszyliśmy dość dużym
tempem. Szybko dojechaliśmy do Nieszawy na prom , ale dziś nie kursował. Zbyt niski
stan wody w Wiśle. Może i lepiej dni już są dużo krótsze , a przepłynięcie na
drugi brzeg i powrót, zajęłoby sporo czasu. Dwadzieścia pięć minut później byliśmy
już w Ciechocinku. Placek po Cygańsku, cel podróży J, trochę musieliśmy poczekać. Dania
są przygotowywane na bieżąco, żadnych mrożonek z mikrofali. Gdy już pochłoneliśmy
ów placek, zamiast poczuć przypływ
energii po takiej ilości kalorii. Poczuliśmy się lekko sennieJ. Zmienił to dopiero
spacer pod tężniami. Niestety , żeby nie wracać w ciemnościach , po spacerze musieliśmy
wracać do domu. Z powrotem już nam tak szybko się nie jechało. Placek sprawił ,
że nasze ruchy były znacznie spowolnione. Po powrocie stało się tak jak
myślałem, młoda wykręciła się od gry sprawdzianem. Ale spoko , zobaczę jaką ocenę
dostanie i będę wiedział , czy się przygotowywała. Czy tylko wykręciła od gry. Choć
myślę , że jednak przygotowywała się, bo Lubi grać w 5 sekund i zawsze chętnie
zasiada do gry. Czy to w 5 sekund , czy w Kalejdoskop 50 gier.
niedziela, 20 września 2015
Szybka decyzja.
Ten dzień miał być poświęcony na leżenie bykiem J. Po tygodniu
nadrabiania zaległości w ogrodzie byłem padnięty jak koń po westernie. Wczoraj wieczorem
stwierdziłem, że w niedziele nie wychodzę z łóżka. No chyba żeby sprawdzić czy
w lodówce działa światło J.
Niestety, a może stety już od rana odwiedziła mnie siostrzenica z e swoim tatą.
Przyjechali na rowerach i złożyli mi propozycję nie do odrzucenia. Mam jechać z
nimi na wycieczkę rowerową. Kiedyś obiecałem to siostrzenicy i teraz miałem się
z tej obietnicy wywiązać. Na słowa , że jestem padnięty i nie mam siły na nic,
usłyszałem , że najlepszy jest czynny wypoczynek i , że nie przyjmują odmowy. Zaproponowałem
, że zostaniemy w domu i zagramy sobie w Kalejdoskop 50 gier, albo w 5 sekund. Nic
z tego. Młoda była nieugięta. Dostałem piętnaście
minut na ogarnięcie się. Jeszcze kilkanaście na przygotowanie roweru i w drogę.
Kierunek Ciechocinek do naszej ulubionej knajpki na – Placek po Cygańsku. W piętnaście
minut się nieogarnołem. Wyjechaliśmy dopiero po godzinie. I tym razem moje ociąganie
się wyszło nam na dobre. No prawie na dobre. Po około dwóch kilometrach zrobiło
się ciemno. Niebo przykryły czarne chmury, a nikt z nas nie miał nawet peleryny
przeciwdeszczowej. Że byliśmy jeszcze blisko domu, padła szybka decyzja o
powrocie do domu. To była bardzo dobra decyzja. Zdążyliśmy wjechać na podwórko
, gdy lunął deszcz. Wpadliśmy do domu
zdyszani , ale zadowoleni , że udało nam się zdążyć przed ulewą. Dostaliśmy tylko
kilka kropel , ale to nic w porównaniu z tym co dostalibyśmy gdybym się nie
ociągał z wyjazdem. Deszcz nie przestał padać do wieczora.
wtorek, 15 września 2015
Susza zrobiła swoje.
Ogród po długotrwałej suszy wygląda koszmarnie. Zaschnięte kwiatostany
, poparzone liście , brak młodych przyrostów. Wszystko to , plus moje lenistwo,
spowodowało , że ogród wymaga mnóstwo pracy, nim powróci do właściwego wyglądu.
Porządkowanie zaczołem od rabaty z rózami. Trzeba było usunąć zaschnięte
kwiatostany , aby roślina nie traciła energii na zawiązywanie nasion,a zajęła się
tworzeniem nowych pąków kwiatowych. Po usunięciu zaschniętych kwiatostanów ,
zabrałem się za wyrywanie chwastów z pomiędzy krzewów. I tuy szybko przekonałem
się ,że bez rękawic moje ręce szybko
zamienią się w krwawe rany. Grube ostre kolce skutecznie bronią dostępu do
wnętrza rabaty. Przy usuwaniu zaschniętych płatków i liści z pod róży okrywowej.
Posadzonej , aby wypełniła miejsce między dużymi krzewami róż rabatowych. Znalazłem
kartę z pytaniami od gry- 5 sekund. Nawet nie zauważyłem , że zgineła. Musiał zabrać ją wiatr gdy graliśmy w ogrodzie Co prawda w
grze jest ich ponad trzysta, ale każda jest potrzebna. Od razu przypomniałem
sobie jaka była „afera”, gdy Bąble sąsiada zgubiły jeden element puzzli –
Kąpiel Prosiaczka. Płacz wzajemne obwinianie się, a na koniec prawie doszło do
rękoczynu. Doszło by na pewno , na szczęście
rodzice w porę zareagowali. Skończyło się na tym , że rodzice kupili nowe
puzzle. Oczywiście też Kąpiel
Prosiaczka. Z róż przeniosłem się do różaneczników , tu nie pozwoliłem , by
susza poczyniła szkody. Wczesną wiosną zgromadziłem duży zapas deszczówki. Te rośliny
są bardzo wymagające , jeśli chodzi o podlewanie. Z walką z chwastami, zeszło
mi do wieczora. A gdzie tu do końca. Jutro dalszy ciąg , mam nadzieje , że
chociaż z chwastami jutro się uporam .
poniedziałek, 14 września 2015
Zamiast pracować , wolę konsumować.
Minął kolejny weekend. Tym razem koszmarnie zimny weekend. Po gorączkach , którymi obdarzyło nas tegoroczne lato, kilkanaście stopni w dzień i wiatr od Putina to koszmar. Na sobote miałem zaplanowane , że pomogę swojej cioci przy ogrodzeniu. Od rana zaczeło padać i wiał silny wiatr, który z upływem czasu stawał się coraz silniejszy. Coraz bardziej zimny, jakby podesłali go "Przyjaciele z Krainy Lodu":). Mimo to poszedłem do cioci , ale ta stwierdziła ,że w taką pogode nie będziemy pracować. Dokończymy ogrodzenie innym razem . Może w ciąvu tygodnia pogoda się poprawi. Ale , że już przyszedłem , to załapałem się na pyszny jabłecznik i kawę. Przy ciachu trochę sobie porozmawialiśmy , trochę poplotkowaliśmy. W międzyczasie do cioci wpadła jej siostra z dziećmi. Dzieciaki miały troche zawiedzione miny. Jechały do cioci z myślą , że będą mogły pobiegać trochę po ogrodzie, a tu pogoda spłatała im figla .Szybko jednak znalazły sobie zajęcie. Z wielkiej torby , którą wtargała do domu ich mama , wyjeły - Avengers (Puzzle Magic Decor). Oczywiście za miejsce do gry , wybrały stół przy którym siedzieliśmy. Chciał nie chciał , musieliśmy zmienić miejsce. Przenieśliśmy się do kuchni. Ciotencja przygotowała małe co nie co i tak przy konsumpcji przegadaliśmy cały dzień.
czwartek, 10 września 2015
ZOO Safari.
Dziś , a w zasadzie już wczoraj , bo północ już dawno mineła. Ze znajomymi zabrałem się do ZOO Safari w Borysewie. Pogoda była piękna, a humory nam dopisywały, więc wycieczka była zdecydowanie udana. Do Borysewa możnaspokojnie wybrać się nawet z niemowlakiem, bo obiekt przygotowany jest na odwiedziny najmłodszych gości.Borysew to naprawdę fajne miejsce dla rodzin z dziećmi. Byliśmy tam pierwszy raz, ale znajomi stwierdzili, żę z pewnością wrócimy, bo ogród zoologiczny cały czas się rozrasta,zmienia i oferuje coraz więcej atrakcji. Już teraz można oglądać w nim rzadkie okazy takie jak: Białe Tygrysy Bengalskie, Białe Lwy, Pumę, Białe Wilki,zebry, żyrafy i wiele innych zwierzaków, których nie zobaczymy np. w łódzkim Zoo. Do Borysewa dojechaliśmy w półtorej godziny. obiekt położonyjest zaraz za Poddębicami. Na terenie ogrodu znajduje się plac zabaw (był niestety jeszcze zamknięty), figlarnia, mini zoo, pokój dla matkiz dzieckiem i grill - to chyba najważniejsze informacje dla rodzin z małymi dziećmi. Mały Janek {syn znajomych } był zachwycony atrakcjami. Po pierwsze zaraz po wejściu do ogrodu zobaczył ciuchcię, którą można przejechać się po ogrodzie i z wagoników obserwowaćpoczynania zwierzaków. Przez pierwsze 15 minut nie mogliśmy nawet odejść od "pociągu", bo mały Janek musiał go dokładnie obejrzeć z każdej strony i układał na nim cierpliwie maleńkie kamienie. Na szczęście jakoś udało nam się go od niego odciągnąć. Obiecałem Jankowi, że kupie mu puzzle ramkowe – Farma. Po tej deklaracji , weszliśmy do wagoniku ipoczekaliśmy do odjazdu oglądając zwierzęta, które o porankubyły jeszcze trochę leniwe i wygrzewały się na słońcu.Kiedy kolejka ruszyła radości nie było końca. Przez szyby oglądaliśmy bawoły, brykające kucyki i wiele różnych gatunków zwierząt, które Janek widział pierwszy raz w życiu.Później postanowiliśmy przejść się po parku i dać upust energii małego Janka. Kiedy maluch się zmęczył, zasiadł w swoim wozie i odpoczywał oglądając zwierzaki z wygodnej pozycji.Jedną z największych atrakcji było dla nas mini Zoo. Zwierzęta są w nim dosłownie na wyciągnięcie ręki. Dzieci mogą więc poznać z bliska kozy, owce, świnkę,a nawet lamę, choć ta ostatnia na mój widok kładła po sobie uszy. Konie tak okazują m.in wrogość, więc wolałem omijać ją z daleka. Pewnie niesłusznie,bo wszyscy inni odwiedzający gładzili ją po szyi i zwierzak wyglądał na zadowolonego. Janek był na początku trochę zdziwiony ilością zwierzaków i ciągłym ich "beczeniem", ale po chwili nastąpiła pora karmienia i nastała cisza Mieliśmy jeszcze odwiedzić figlarnię, która znajduje się pod wielkim namiotem, przypominającym futurystyczne igloo, ale Janek był wykończony. Wybawił sięjeszcze na mechanicznych pojazdach i po prostu padł na drzemkę w wózku. Do domu wróciliśmy prawie o zmroku. Teraz musze zamuwić dla Janka obiecane puzzle - Farma . Przy okazji zamówie jeszcze - Kąpiel Prosiaczka . Janek jeszcze tych puzzli nie ma , więc się ucieszy .
niedziela, 6 września 2015
Wszystko ok.
Już ponad tydzień jak odlecieli moi „angole". Troche mi ich brakuje. Zawsze uśmiechniętej Doroty , dobzie dobzie Mohameda, czy stojącej w drzwiach każdego ranka Matyldy.Pytającej , czy nie zagram z nią w -Kalejdoskop 50 gier , albo poukładam Wesoły dzień Zosi. Co prawda mamy kontakt telefoniczny i przez Skype'a, ale to nie to samo. Dziś chwile rozmawiałem z Dorotą. Byłem ciekaw jak przeżyli pierwsze dni w pracy po urlopie. Czy nie dopadł ją syndrom odczówania stresu pourlopowego. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Zresztą Dorota jest tak pozytywną osobą , że jej obecność powoduje , że inne osoby które właśnie tak jak i ona wróciły z urlopu. I są przygnębione tą sytułacją , szybko odzyskują humor i wchodzą na właściwe obroty. Dzieciaki już tęsknióły za swoimi rówieśnikami , więc dla nich koniec urlopu , a zarazem koniec wakacji. To coś na co czekały. Gdy tylko spotkali się z rówieśnikami , Matylda od razu zgromadziła wokół siebie swoje koleżanki. Zapraszając je do swojej nowej gry - 5 sekund-junior, którą dostała ode mnie, tuż przed wylotem z Polski. Dorota mówi , że nawet Amar, który na ogół nie chwali się swoimi zabawkami . Tym razem zaprosił kolegów do układania nowych puzzli. Jednym słowem u moich "angoli" wszystko ok.Wybierają się do Polski ponownie na święta Bożego Narodzenia , ale spędzą je u rodziców Doroty . a my ponownie spotkamy się pewnie dopiero w następne wakacje .
Subskrybuj:
Posty (Atom)