Po wczorajszej
wełnie mineralnej obaj z Tomkiem wyglądamy jak oś dziwnie. Podkrążone oczy,
czerwone twarze. Normalnie Indianie w środku Europy. Dzieciaki mają z nas ubaw.
Gdy tylko wróciły ze szkoły i przyjechały z mamą do nas. Nazywają nas Indianami.
Biegają wokół domu i zatykając dłonią usta wykrzykują – łu łu łułułu!!!. Wczoraj,
grzecznie grały w – Kalejdoskop 50 gier, a dziś biegają na złamanie karku. Wpadając
co chwila do środka i pytając nas z jakiego jesteśmy plemienia. Chwile później
wybucha salwa śmiechu i wybiegają z powrotem na dwór. Agnieszka z trudem przywołała
dzieciaki do domu. Po tym bieganiu, to
one miały teraz czerwone buzie i całe były spocone. Ciepłe kurtki , bieganie,
ile sił w nogach i dzieciaki całe mokre. Na tyle, że Agnieszka zdecydowała się
na powrót do domu. Dzieciaki musiały się przebrać. Inaczej mogły by się przeziębić,pozostając
w chłodnym pomieszczeniu w mokrych ubraniach. Z Tomkiem stwierdziliśmy, że na
dziś, też kończymy i wracamy do domów. Nic
się nie stanie, gdy raz skończymy
wcześniej. Poza tym Tomek obiecał dzieciaką, że poukłada z nimi puzzle - Przyjaciele z Krainy Lodu, a potem razem obejrzą Shreka. Ja dziś
wieczorem nam zamiar nadrobić zaległości w czytaniu. Na pulpicie komputera mam
niedokończoną powieść Leopolda Tyrmanda „Zły”.
piątek, 27 listopada 2015
czwartek, 26 listopada 2015
Gryzący kurz.
Kolejny
tydzień remontu mija. Teraz jednak zaczyna być widać efekty naszej pracy. Skończyła
się demolka, burzenie , kucie. Jest kończenie malowania. Zostało, położenie
podłóg, montaż nowych gniazd elektrycznych itp. Jeszcze łazienka, ale nie
dojechała mozaika, więc trzeba odłożyć to pomieszczenie. Tomek dziś skończył
malowanie. Mieliśmy zacząć układanie podłóg, niestety zadzwoniono ze sklepu z
informacją , że w tymn tygodniu transport nie dotrze. Przenieśliśmy się więc na strych. Wciągnęliśmy tam na początku
remontu kilkadziesiąt rolek wełny mineralnej. Jednak do tej pory nie było czasu,
by ją rozłożyć, aby ocieplić strop. Gdy my walczyliśmy z wełną, do domu przyjechała
Agnieszka z dziećmi. Projektuje sobie meble kuchenne i przyjechała jeszcze raz
spojrzeć na pomieszczenie. Przypomnieć sobie, gdzie są doprowadzone media, by dobrze
umiejscowić zmywarkę, piekarnik do zabudowy itd. Dzieciaki w tym czasie weszły do nas na górę.
Chciały byśmy zagrali z nimi w – Kalejdoskop 50 gier, albo w- •
Memos - Kraina Lodu, którą również zabrały. Niestety
byliśmy zajęci. I nawet nie chodzi o to ,że jesteśmy napaleni na pracę. Rozkładanie
wełny jednak, wiąże się z przebywaniem w
gryzącym kurzu. Kurz jest wszędzie. Gryzie w oczy, nos, każdy odkryty kawałek
ciała natychmiast zaczyna swędzieć. Dlatego też stwierdziliśmy, że bierzemy się
ostro do pracy. Nie schodzimy prędzej, niż dopiero gdy skończymy, by niemusieć
już tutaj wchodzić. Ponownie mieć kontakt z tym kurzem i żeby nie brudzić
ubrań. Dzieciaki szybko zeszły ze strychu.
Gryzący kurz z wełny mineralnej, to nie
jest środowisko dla dzieci
środa, 25 listopada 2015
Brrrr. Zimno.
Brrrr.
Zimno, chyba trzeba będzie zajrzeć głębiej do szafy. Rano musiałem pojechać do
miasta. Niestety jestem skazany na komunikację publiczną. A to już wiąże się z
długimi minutami spędzonymi na przystanku. Dziś jednak, mroźny wiatr sprawiał, że nie
było to przyjemne. Na szczęście, z przystanku zgarnęła mnie koleżanka. Jechała do
pracy, przy okazji odwożąc dzieci do przedszkola. Ma dwie bliźniaczki, są
identyczne. Dwie ciągle uśmiechnięte buzie wyglądające z burzy złotych loków. Przybiły
ze mną piątkę. Na moje pytanie, dokąd jedziecie? Odpowiedziały, do pseckola. Lubicie
przedszkole? – taaak. A co dziś będziecie robić w przedszkolu?. Będziemy układać
puźle. A jakie puzzle. Luźne - Jej wysiokość Zosia
i Balbie super księźniczka. Nawet nie zauważyłem,kiedy dojechaliśmy na miejsce.
To znaczy ja dojechałem. Koleżanka z dziewczynkami, pojechały dalej. Z powrotem
nie miałem już tyle szczęścia. Musiałem odstać swoje oczekując na przyjazd
autobusu, a że jeszcze nie przestawiłem się na zimowe ubrania. Po powrocie,
trząsłem się jak galareta.
niedziela, 22 listopada 2015
Jerzy Jeż.
Dziś udało mi się wreszcie usunąć liście z ogrodu. Niestety musiałem to zrobić za pomocą grabi. Zawsze odpalałem kosiarkę i jazda. Tym razem stwierdziłem, że w niedzielę nie będę hałasował sąsiadą. W sumie wyszło mi to na dobre. Trochę ruchu na świeżym powietrzu zawszę się przyda. Choć przy remoncie domu Tomka nie siedzę, to jest to jednak co innego. Wszystkie kolorowe liście z ogrodu wylądowały w rogu działki, obok kompostownika. Zbudowałem tam willę dla jeża. Willa składa się z dwóch europalet, ułożonych jedna na drugiej. A na nich piramida z liści zebranych w ogrodzie. Mam nadzieje, że zamieszka tam Jerzy jeż. Kolczasty koleś, który kręci się czasem po działce. Co prawda ten mój jeż nie nosi na grzbiecie jabłek jak jeże w kreskówkach dla dzieci. Jest jednak równie spoko jeżem. W upalne letnie dni, zawsze późnym popołudniem, wędrował do oczka wodnego. Ugasić pragnienie. Na początku, uciekał na widok człowieka w rabaty z bylinami. Z czasem jednak, gdy zobaczył, że nikt nie robi mu krzywdy. Nie próbuje go przepędzić. Przestał uciekać. Co prawda nie daje się pogłaskać , ale może to i lepiej. W końcu to dzikie zwierze i niech tak zostanie. Teraz siedzę przed komputerem, przeglądam strony ze sklepami z zabawkami. W piątek kupiłem prezenty dla dwójki bąbli. Teraz próbuje wybrać coś dla reszty chrześniaków i nie tylko. Na stronie sklepu Trefl znalazłem nasę puzzli i gier planszowych. Między innymi moją ulubioną – 5 sekund, czy Kalejdoskop 50 gier. Dziś tylko zorientuję się w ofercie sklepu. Może uda mi się coś wybrać. Są duże szanse, bo oferta sklepu jest imponująca. Polecam !.
sobota, 21 listopada 2015
Miało być ognisko.
Tak jak myślałem, pomoc bąbli skończyła się nim tak naprawdę się zaczęła. Gdy zobaczyły, że w miejscu przeznaczonym na ognisko. Ułożone w stos, są szczapy drewna. Sprzątanie ogrodu poszło w niepamięć. Zapytały tylko, czy na pewno dam im obiecane rybki do oczka. Pewnie że dam. I to od razu. Wziołem kasiorek i zaczęliśmy odłowy. Dzieciaki są niesamowite. Zaczęły wybierać z pośród pływających w oczku rybek. Oczywiście każdemu podobała się inna rybka i oczywiście jego była najładniejsza. Gdyby zostawić bąble, bez opieki , wyłowiłyby wszystkie rybki. Po połowach wzięły wiadra z rybkami i zaniosły je do swojego oczka. Wróciły już z rodzicami. Rozpaliliśmy ognisko. Bąble szybko chwyciły za kijki do kiełbasek i zameldowały się w kuchni. Gdy już kijki były uzbrojone w kiełbaski, szybko wróciły na ognisko. Niestety pogoda nie była dla nas dziś łaskawa. Ledwo kiełbaski się upiekły i zaczoł padać deszcz, a przez chwilę nawet grad. Trzeba było ewakułować się do domu. Deszcz był na tyle silny, że w kilka minut zgasił ognisko. Bąble przez chwilę z nadzieją patrzyły w okno, lecz z ogniska już nie unosił się nawet dym. Zmuszeni do spędzenia sobotniego dnia w czterech ścianach. Zaczęliśmy grać w – 5 sekund. Bąble jednak szybko zrezygnowały z towarzystwa dorosłych i przeniosły się do drugiego pokoju. Tam grały w - Memos - Kraina Lodu. Ogród przyjdzie mi sprzątać w niedzielę, bo od poniedziałku do pracy u Tomka.
piątek, 20 listopada 2015
Na każdym kroku Mikołaj.
W tv coraz
więcej reklam z Mikołajem. W markecie budowlanym dziś widziałem już choinki. W śród
ludzi na ulicy coraz częściej przewija się temat prezentów. Przechodząc obok
stoiska z zabawkami , ledwo mogłem się przecisnąć obok mam wyszukujących czegoś
szczególnego dla swoich pociech. Buszowały, aż miło w setkach misi, lalek,
przeróżnych klocków. Sam choć w markecie byłem po coś z zupełnie innego działu,
dłuższą chwilę spędziłem na tym właśnie stoisku. Musiałem się zoriętować w
asortymencie. Zauważyłem, że dużym zainteresowaniem cieszy się moja ulubiona
gra – 5 sekund. Widać to było również przy kasie, gdzie na taśmie transportującej
nasze zakupy, ta właśnie gra pojawiała się chyba najczęściej. Stałem w kolejce
do kasy , aż dwa razy, bo zapomniałem kupić ładowarki do baterii. Skleroza,
siostra moja rodzona, dała znać o sobie. Wracając po ładowarkę, sam kupiłem tą
grę na prezent. Dobrałem jeszcze - Barbie - super księżniczka. Pierwszą dwójkę
mam odhaczoną. Resztę prezentów
na Mikołajki, mam zamiar kupić w przyszłym tygodniu. Jednak w kilku
przypadkach, będę musiał powtórzyć zakupy jeszcze przed wigilią J. Bąble nie odpuszczą wujkowi J.
czwartek, 19 listopada 2015
Zima idzie.
Prognozy
pogody zaczynają straszyć nas przymrozkami. Jakiś śnieg też ma zacząć padać. Muszę
bujnąć swoje jestestwo. Zabrać się za okrywanie roślin w ogrodzie. Przynajmniej
zacząć je przygotowywać. Trzeba odwiązać winorośl od drutów podtrzymujących. Żeby
swobodnie mógł dogiąć się do ziemi. Inaczej łozy mogą się łamać. Na sobotę będę
miał małych pomocników. Bąble sąsiada mają pomagać mi w sprzątaniu ogrodu. W zamian
ja mam dać im kilka rybek do oczka wodnego. Rybki dostały by i tak, ale jeśli
same to zaproponowały ok. Na koniec przygotuję im małe ognisko. Na razie jednak
nie mówie im o tym. Inaczej musiał bym rozpalać ognisko już od rana. Choć pewnie
i tak właśnie tak będzie. Bąble po kilkunastu minutach grabienia liści, znudzą
się i będzie trzeba zorganizować im jakoś czas. Latem wystawił bym stół w
ogrodowej altanie. Zaproponował zagranie w - Memos -
Kraina Lodu, albo w – Kalejdoskop 50 gier. Miały by zajęcie na kilka
godzin. Przy tej pogodzie jednak takie
rozwiązanie odpada. Ruch na świeżym powietrzu, jak najbardziej, ale siedzenie
przy stole już tylko w domu i to przy napalonym kominku. Inaczej sąsiedzi mieli
by przez najbliższy tydzień szpital w domu.
środa, 18 listopada 2015
Latające piłki.
Chciałbym jeszcze wrócić do puzzli z małym Olem. Gdy tak
sobie układaliśmy – Kąpiel Prosiaczka i Farmę, tzn. ja układałem a Olo zabierał
elementy i układał je obok siebie. Zaczołem
udawać obrażonego. Robiłem smutną minę i odwracałem głowę w drugą stronę. Wtedy
mały Olo łapał mnie za łokieć i ciągnął tak długo, aż się do niego odwróciłem. Wtedy
puszczał muj łokieć. Brał elementy puzzli , które wcześniej z taką radością
zabierał z ułożonego obrazka. Czy to z Kąpieli Prosiaczka, czy Farmy i odsuwał je
na miejsce. Gdy elementy były już w miejscu , gdzie wcześniej był ułożony
obrazek. Olo roześmianą buzią stukał paluszkiem w puzzle, pokazując mi w ten
sposób, że mam je znów ułożyć. Widząc jego roześmianą buzię, śmiejące się oczy
można by tak się bawić w nieskończoność. Był tak zaangażowany w zabawę, że gdy
Marika przyniosła przygotowywane małe co nie co, ani myślał oderwać się od
zabawy. W końcu jednak po długich i stanowczych
przekonywaniach mamy, wziął się za jedzenie. Jednak nie trwało to długo. Po kilku
łyżeczkach z powrotem zaczoł pokazywać paluszkiem na puzzle. I znów ten
rozbrajający uśmiech. Marika stwierdziła, że widzimy się tak żadko, że nie
będzie przerywać zabawy. Olo zjadł kilka łyżeczek przygotowanej zupki, więc nie
jest głodny. Nie będzie nalegać na zjedzenie reszty. Jednak puzzle w końcu się znudziły
małemu Olowi, nagle wstał i przyniósł z pokoju obok koszyczek z małymi piłkami.
I wtedy się zaczęłoJ.
Piłki latały wszędzie.Tylko Marika nie była już tak zadowolona. Ciekawe dlaczego
? J J.
wtorek, 17 listopada 2015
Układanie puzzli.
Wybrałem się dziś w odwiedziny do koleżanki z poprzedniej pracy. Dawno się nie widzieliśmy. Wcześniej, gdy pracowaliśmy razem. Lubiliśmy z sobą rozmawiać. Marika jest teraz na urlopie wychowawczym. Zajmuje się małym synkiem. Ja musiałem zmienić pracę. Syn Mariki ma rok i dwa miesiące, i jest to prawdziwy słodziak. Gdy wszedłem do mieszkania trochę się wstydził. Ostatni raz widziałem go, gdy miał niecałe trzy miesiące. Nie mógł mnie pamiętać. Szybko jednak przełamaliśmy lody. Gdy jego mama wychodziła do kuchni, zrobić kawę, czy przygotować małe co nie co małemu. Brał mnie za rękę i prowadził do kuchni. Aby pozwolić mamie przygotować jedzenie dla syna. Zaczołem układać z małym puzzle dla dzieci. Marika zgromadziła niezłą ich kolekcje. Z szawki w której się znajdowały, wziołem puzzle ramkowe – Farma, a mały Olek z całej masy pudełek z puzzlami. Wybrał jeszcze – Kąpiel Prosiaczka. Ułożyliśmy się wygodnie na podłodze i zaczęliśmy układanie od – Kąpieli Prosiaczka. Choć bardziej było to rozkładanie, niż układanie. Gdy tylko ułożyłem obrazek. Mały Olo wyciągał rączkę i zabierał kolejne elementy puzzli z rozbrajającym uśmiechem na buzi.
poniedziałek, 16 listopada 2015
Pokój dziecięcy.
Zaczoł się kolejny tydzień remontu domu Tomka. Co prawda ja dopiero dziś byłem pierwszy raz w tym miesiącu, ale Tomek też nie był zbyt wiele razy. Trafiło mu się zlecenie na remont pokoju. Właściciele spodziewają się dziecka i chcieli przygotować pokój przed przyjściem na świat nowego członka rodziny. Planowali remont od dawna, ale jakoś im zeszło, aż do teraz. Tomek wymienił drzwi, okno. Pokój zyskał też nową podłogę, na której leży teraz dywanik z Kubusiem Puchatkiem. Ściany, na których wcześniej była tapeta. Zostały pokryte gładzią. Każda z nich ma inny kolor, a na jednej z nich Tomek namalował motyw z puzzli dla dzieci – Kąpiel Prosiaczka. Znam ten motyw bardzo dobrze. Nieraz układałem je z maluchami sąsiada. Pamiętam jak rozbawiła mnie ich nazwa. Wcześniej Tomek rozważał namalowanie innego motywu. Również z puzzli dla dzieci - Barbie i jej super przyjaciele. Ostatecznie jednak właściciele zadecydowali, że ma być motyw z puzzli – Kąpiel Prosiaczka. Maleństwo którego się spodziewają, to chłopiec , dlatego Barbie była bez szans.
niedziela, 15 listopada 2015
Beztroskie dzieciństwo.
Kolejny
dzień barowej pogody. O spacerze w ciepły jesienny weekend można zapomnieć. Chyba,
że ktoś lubi spacer w deszczu. Ja lubie,
ale gdy jest to ciepły letni „kapuśniaczek”, a obok idzie niebieskooka,
filigranowa blondynka, której burze blond loków owy kapuśniak ułożył idealnie
na ciele. A dziś obok mnie nie ma, ani
filigranowej blondynki, ani to co leci dziś z nieba, nie jest ciepłym letnim
kapuśniakiem. W TV jak to w weekend,
powtórka goni powtórkę. W przerwach, powraca koszmar z trzynastego. Banał weekendowego
kina, przeplatany newsami z ulic Paryża. Gdzie zgineło tak wiele niewinnych ludzi. Zabitych
przez… czy to też byli ludzie? Na szczęście wpadli do mnie znajomi z dziećmi. Oderwali
mnie od ekranu telewizora. Do którego byłem dziś jakby przyklejony {paraliż
telewizyjny}. Co prawda nie dało się uniknąć tematu zamachów i dywagacji na temat
dokąd zmierza ten świat. Na szczęście z wybawieniem przyszły nam dzieci. Znudzone wysłuchiwaniem samych pesymistycznych
komentarzy. Zaproponowały nam zagranie w – Kalejdoskop 50 gier. To zupełnie
odmieniło atmosferę. Jak chyba każdy, gdy był dzieckiem. Nie mogłem się doczekać,
kiedy będę dorosły. Teraz gdy moje
dzieciństwo to prehistoria, nieraz chętnie wrócił bym do tamtych czasów, gdzie
nie przejmowałem się doniesieniami
programów informacyjnych o krwawych zamachach na niewinnych ludzi. A beztrosko mogłem
bawić się z rówieśnikami. Tak jak teraz dzieci znajomych. Beztrosko bawią się
ze sobą. Grają ze sobą w - Memos -
Kraina Lodu, czy zapraszają nas dorosłych do gry w – Kalejdoskop 50 gier. Zostawiając
problemy tego świata na późnie
środa, 11 listopada 2015
ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI.
Dziś 11 listopada. Święto Niepodległości. Dzień wolny. Zabrałem chrześniaczkę do miasta na uroczystości związane właśnie z tym świętem. Po oficjalnej częśći, zapaliliśmy znicze pod pomnikiem upamiętniającym żołnierzy walczących o niepodległą ojczyznę. Później zrobiliśmy sobie spacer na cmentarz. Zawsze gdy jestem na cmentarzu, czy to w Święto Zmarłych, czy właśnie w Święto Niepodległości idę na grób Nieznanego Żołnierza. Zapalam lampkę. Dziś też, przy okazji zabierając ze sobą młode pokolenie. Aby niezapomniało o tym, że kiedyś jakiś anonimowy żołnierz zginoł. Walcząc z najeźdzcą o wolność i niepodległość. O to, byśmy mogli sami decydować o naszym państwie. Byśmy mogli chodzić z podniesioną głową, bez obaw o jutro. Po powrocie Natalia stwierdziła , że dawno razem nie graliśmy w żadną grę i trzeba to nadrobić. A wolny dzień jest dobrą okazją. Padło na - 5 sekund . Dawno razem nie graliśmy. Natalia ostatnio widziała reklamę tej gry w TV. Stąd propozycja zagrania właśnie w tą gre. Oboje jesteśmy jej fanami. W trakcie gry, dołączyła do nas młodsza siostra Natali, Agnieszka. Gdy my byliśmy na obchodach święta niepodległości ona układała puzzle - Wesoły dzień Zosi. Ale gdy tylko zaczeliśmy grę , dołączyła do nas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)