piątek, 27 listopada 2015

Czerwone twarze.

Po wczorajszej wełnie mineralnej obaj z Tomkiem wyglądamy jak oś dziwnie. Podkrążone oczy, czerwone twarze. Normalnie Indianie w środku Europy. Dzieciaki mają z nas ubaw. Gdy tylko wróciły ze szkoły i przyjechały z mamą do nas. Nazywają nas Indianami. Biegają wokół domu i zatykając dłonią usta wykrzykują – łu łu łułułu!!!. Wczoraj, grzecznie grały w – Kalejdoskop 50 gier, a dziś biegają na złamanie karku. Wpadając co chwila do środka i pytając nas z jakiego jesteśmy plemienia. Chwile później wybucha salwa śmiechu i wybiegają z powrotem na dwór. Agnieszka z trudem przywołała dzieciaki do domu.  Po tym bieganiu, to one miały teraz czerwone buzie i całe były spocone. Ciepłe kurtki , bieganie, ile sił w nogach i dzieciaki całe mokre. Na tyle, że Agnieszka zdecydowała się na powrót do domu. Dzieciaki musiały się  przebrać. Inaczej mogły by się przeziębić,pozostając w chłodnym pomieszczeniu w mokrych ubraniach. Z Tomkiem stwierdziliśmy, że na dziś, też kończymy i wracamy do domów.  Nic się nie stanie, gdy  raz skończymy wcześniej. Poza tym Tomek obiecał dzieciaką, że poukłada z nimi puzzle - Przyjaciele z Krainy Lodu, a potem razem obejrzą Shreka. Ja dziś wieczorem nam zamiar nadrobić zaległości w czytaniu. Na pulpicie komputera mam niedokończoną powieść Leopolda Tyrmanda  „Zły”.

czwartek, 26 listopada 2015

Gryzący kurz.

Kolejny tydzień remontu mija. Teraz jednak zaczyna być widać efekty naszej pracy. Skończyła się demolka, burzenie , kucie. Jest kończenie malowania. Zostało, położenie podłóg, montaż nowych gniazd elektrycznych itp. Jeszcze łazienka, ale nie dojechała mozaika, więc trzeba odłożyć to pomieszczenie. Tomek dziś skończył malowanie. Mieliśmy zacząć układanie podłóg, niestety zadzwoniono ze sklepu z informacją , że w tymn tygodniu transport nie dotrze.  Przenieśliśmy się  więc na strych. Wciągnęliśmy tam na początku remontu kilkadziesiąt rolek wełny mineralnej. Jednak do tej pory nie było czasu, by ją rozłożyć, aby ocieplić strop. Gdy my walczyliśmy z wełną, do domu przyjechała Agnieszka z dziećmi. Projektuje sobie meble kuchenne i przyjechała jeszcze raz spojrzeć na pomieszczenie. Przypomnieć sobie, gdzie są doprowadzone media, by dobrze umiejscowić zmywarkę, piekarnik do zabudowy itd.  Dzieciaki w tym czasie weszły do nas na górę. Chciały byśmy zagrali z nimi w – Kalejdoskop 50 gier, albo w- • Memos - Kraina Lodu, którą również zabrały. Niestety byliśmy zajęci. I nawet nie chodzi o to ,że jesteśmy napaleni na pracę. Rozkładanie wełny jednak, wiąże się z  przebywaniem w gryzącym kurzu. Kurz jest wszędzie. Gryzie w oczy, nos, każdy odkryty kawałek ciała natychmiast zaczyna swędzieć. Dlatego też stwierdziliśmy, że bierzemy się ostro do pracy. Nie schodzimy prędzej, niż dopiero gdy skończymy, by niemusieć już tutaj wchodzić. Ponownie mieć kontakt z tym kurzem i żeby nie brudzić ubrań.   Dzieciaki szybko zeszły ze strychu. Gryzący kurz z wełny mineralnej,  to nie jest środowisko dla dzieci

środa, 25 listopada 2015

Brrrr. Zimno.

Brrrr. Zimno, chyba trzeba będzie zajrzeć głębiej do szafy. Rano musiałem pojechać do miasta. Niestety jestem skazany na komunikację publiczną. A to już wiąże się z długimi minutami spędzonymi na przystanku.  Dziś jednak, mroźny wiatr sprawiał, że nie było to przyjemne. Na szczęście, z przystanku zgarnęła mnie koleżanka. Jechała do pracy, przy okazji odwożąc dzieci do przedszkola. Ma dwie bliźniaczki, są identyczne. Dwie ciągle uśmiechnięte buzie wyglądające z burzy złotych loków. Przybiły ze mną piątkę. Na moje pytanie, dokąd jedziecie? Odpowiedziały, do pseckola. Lubicie przedszkole? – taaak. A co dziś będziecie robić w przedszkolu?. Będziemy układać puźle. A jakie puzzle. Luźne - Jej wysiokość Zosia i Balbie super księźniczka. Nawet nie zauważyłem,kiedy dojechaliśmy na miejsce. To znaczy ja dojechałem. Koleżanka z dziewczynkami, pojechały dalej. Z powrotem nie miałem już tyle szczęścia. Musiałem odstać swoje oczekując na przyjazd autobusu, a że jeszcze nie przestawiłem się na zimowe ubrania. Po powrocie, trząsłem się jak galareta.

niedziela, 22 listopada 2015

Jerzy Jeż.

Dziś udało mi się wreszcie usunąć liście z ogrodu. Niestety musiałem to zrobić za pomocą grabi. Zawsze odpalałem kosiarkę i jazda. Tym razem stwierdziłem, że w niedzielę nie będę hałasował sąsiadą. W sumie wyszło mi to na dobre. Trochę ruchu na świeżym powietrzu  zawszę się przyda. Choć przy remoncie domu Tomka  nie siedzę, to jest to jednak co innego. Wszystkie kolorowe liście z ogrodu wylądowały w rogu działki, obok kompostownika. Zbudowałem tam willę dla jeża. Willa składa się z dwóch europalet, ułożonych jedna na drugiej. A na nich piramida z liści zebranych w ogrodzie. Mam nadzieje, że zamieszka tam Jerzy jeż. Kolczasty koleś, który kręci się czasem po działce.  Co prawda ten mój jeż nie nosi na grzbiecie jabłek jak jeże w kreskówkach dla dzieci. Jest jednak równie spoko jeżem. W upalne letnie dni, zawsze późnym popołudniem, wędrował do oczka wodnego. Ugasić pragnienie. Na początku, uciekał na widok człowieka w rabaty z bylinami. Z czasem jednak, gdy zobaczył, że nikt nie robi mu krzywdy. Nie próbuje go przepędzić. Przestał uciekać. Co prawda nie daje się pogłaskać , ale może to i lepiej. W końcu to dzikie zwierze i niech tak zostanie. Teraz siedzę przed komputerem, przeglądam strony ze sklepami z zabawkami. W piątek kupiłem prezenty dla dwójki bąbli. Teraz próbuje wybrać coś dla reszty chrześniaków i nie tylko. Na stronie sklepu Trefl  znalazłem nasę puzzli i gier planszowych.  Między innymi moją ulubioną – 5 sekund, czy Kalejdoskop 50 gier. Dziś tylko zorientuję się w ofercie sklepu. Może uda mi się coś wybrać. Są duże szanse, bo oferta sklepu jest imponująca. Polecam !.

sobota, 21 listopada 2015

Miało być ognisko.

Tak jak myślałem, pomoc bąbli skończyła się nim tak naprawdę się zaczęła. Gdy zobaczyły, że w miejscu przeznaczonym na ognisko. Ułożone w stos, są szczapy drewna. Sprzątanie ogrodu poszło w niepamięć.  Zapytały tylko, czy na pewno dam im obiecane rybki do oczka. Pewnie że dam. I to od razu. Wziołem kasiorek i zaczęliśmy odłowy. Dzieciaki są niesamowite. Zaczęły wybierać z pośród pływających w oczku rybek. Oczywiście każdemu podobała się inna rybka i oczywiście jego była najładniejsza. Gdyby zostawić bąble, bez opieki , wyłowiłyby wszystkie rybki. Po połowach wzięły wiadra z rybkami i zaniosły je do swojego oczka. Wróciły już z rodzicami.  Rozpaliliśmy ognisko. Bąble szybko chwyciły za kijki do kiełbasek i zameldowały się w kuchni. Gdy już kijki były uzbrojone w kiełbaski, szybko wróciły na ognisko. Niestety pogoda nie była dla nas dziś łaskawa. Ledwo kiełbaski się upiekły i zaczoł padać deszcz, a przez chwilę nawet grad. Trzeba było ewakułować się do domu. Deszcz był na tyle silny, że w kilka minut zgasił ognisko. Bąble przez chwilę z nadzieją patrzyły w okno, lecz z ogniska już nie unosił się nawet dym. Zmuszeni do spędzenia sobotniego dnia w czterech ścianach. Zaczęliśmy grać w – 5 sekund. Bąble jednak szybko zrezygnowały z towarzystwa dorosłych i przeniosły się do drugiego pokoju. Tam grały w - Memos - Kraina Lodu. Ogród przyjdzie mi sprzątać w niedzielę, bo od poniedziałku do pracy u Tomka.

piątek, 20 listopada 2015

Na każdym kroku Mikołaj.

W tv coraz więcej reklam z Mikołajem. W markecie budowlanym dziś widziałem już choinki. W śród ludzi na ulicy coraz częściej przewija się temat prezentów. Przechodząc obok stoiska z zabawkami , ledwo mogłem się przecisnąć obok mam wyszukujących czegoś szczególnego dla swoich pociech. Buszowały, aż miło w setkach misi, lalek, przeróżnych klocków. Sam choć w markecie byłem po coś z zupełnie innego działu, dłuższą chwilę spędziłem na tym właśnie stoisku. Musiałem się zoriętować w asortymencie. Zauważyłem, że dużym zainteresowaniem cieszy się moja ulubiona gra – 5 sekund. Widać to było również przy kasie, gdzie na taśmie transportującej nasze zakupy, ta właśnie gra pojawiała się chyba najczęściej. Stałem w kolejce do kasy , aż dwa razy, bo zapomniałem kupić ładowarki do baterii. Skleroza, siostra moja rodzona, dała znać o sobie. Wracając po ładowarkę, sam kupiłem tą grę na prezent. Dobrałem jeszcze -  Barbie - super księżniczka. Pierwszą dwójkę mam odhaczoną.   Resztę prezentów  na Mikołajki, mam zamiar kupić w przyszłym tygodniu. Jednak w kilku przypadkach, będę musiał powtórzyć zakupy jeszcze przed wigilią J. Bąble nie odpuszczą wujkowi J.

czwartek, 19 listopada 2015

Zima idzie.

Prognozy pogody zaczynają straszyć nas przymrozkami. Jakiś śnieg też ma zacząć padać. Muszę bujnąć swoje jestestwo. Zabrać się za okrywanie roślin w ogrodzie. Przynajmniej zacząć je przygotowywać. Trzeba odwiązać winorośl od drutów podtrzymujących. Żeby swobodnie mógł dogiąć się do ziemi. Inaczej łozy mogą się łamać. Na sobotę będę miał małych pomocników. Bąble sąsiada mają pomagać mi w sprzątaniu ogrodu. W zamian ja mam dać im kilka rybek do oczka wodnego. Rybki dostały by i tak, ale jeśli same to zaproponowały ok. Na koniec przygotuję im małe ognisko. Na razie jednak nie mówie im o tym. Inaczej musiał bym rozpalać ognisko już od rana. Choć pewnie i tak właśnie tak będzie. Bąble po kilkunastu minutach grabienia liści, znudzą się i będzie trzeba zorganizować im jakoś czas. Latem wystawił bym stół w ogrodowej altanie. Zaproponował zagranie w - Memos - Kraina Lodu, albo w – Kalejdoskop 50 gier. Miały by zajęcie na kilka godzin.  Przy tej pogodzie jednak takie rozwiązanie odpada. Ruch na świeżym powietrzu, jak najbardziej, ale siedzenie przy stole już tylko w domu i to przy napalonym kominku. Inaczej sąsiedzi mieli by przez najbliższy tydzień szpital w domu.

środa, 18 listopada 2015

Latające piłki.

Chciałbym jeszcze wrócić do puzzli z małym Olem. Gdy tak sobie układaliśmy – Kąpiel Prosiaczka i Farmę, tzn. ja układałem a Olo zabierał elementy i układał je obok siebie.  Zaczołem udawać obrażonego. Robiłem smutną minę i odwracałem głowę w drugą stronę. Wtedy mały Olo łapał mnie za łokieć i ciągnął tak długo, aż się do niego odwróciłem. Wtedy puszczał muj łokieć. Brał elementy puzzli , które wcześniej z taką radością zabierał z ułożonego obrazka. Czy to z Kąpieli Prosiaczka, czy Farmy i odsuwał je na miejsce. Gdy elementy były już w miejscu , gdzie wcześniej był ułożony obrazek. Olo roześmianą buzią stukał paluszkiem w puzzle, pokazując mi w ten sposób, że mam je znów ułożyć. Widząc jego roześmianą buzię, śmiejące się oczy można by tak się bawić w nieskończoność. Był tak zaangażowany w zabawę, że gdy Marika przyniosła przygotowywane małe co nie co, ani myślał oderwać się od zabawy.   W końcu jednak po długich i stanowczych przekonywaniach mamy, wziął się za jedzenie. Jednak nie trwało to długo. Po kilku łyżeczkach z powrotem zaczoł pokazywać paluszkiem na puzzle. I znów ten rozbrajający uśmiech. Marika stwierdziła, że widzimy się tak żadko, że nie będzie przerywać zabawy. Olo zjadł kilka łyżeczek przygotowanej zupki, więc nie jest głodny. Nie będzie nalegać na zjedzenie reszty. Jednak puzzle w końcu się znudziły małemu Olowi, nagle wstał i przyniósł z pokoju obok koszyczek z małymi piłkami. I wtedy się zaczęłoJ. Piłki latały wszędzie.Tylko Marika nie była już tak zadowolona. Ciekawe dlaczego ? J J.

wtorek, 17 listopada 2015

Układanie puzzli.

Wybrałem się dziś w odwiedziny do koleżanki z poprzedniej pracy. Dawno się nie widzieliśmy. Wcześniej, gdy pracowaliśmy razem. Lubiliśmy z sobą rozmawiać. Marika jest teraz na urlopie wychowawczym. Zajmuje się małym synkiem. Ja musiałem zmienić pracę. Syn Mariki ma rok i dwa miesiące, i jest to prawdziwy słodziak. Gdy wszedłem do mieszkania trochę się wstydził. Ostatni raz widziałem go, gdy miał niecałe trzy miesiące. Nie mógł mnie pamiętać. Szybko jednak przełamaliśmy lody. Gdy jego mama wychodziła do kuchni, zrobić kawę, czy przygotować małe co nie co małemu. Brał mnie za rękę i prowadził do kuchni. Aby pozwolić mamie przygotować jedzenie dla syna. Zaczołem układać z małym puzzle dla dzieci. Marika zgromadziła niezłą ich kolekcje. Z szawki w której się znajdowały, wziołem puzzle ramkowe – Farma, a mały Olek z całej masy pudełek z puzzlami. Wybrał jeszcze – Kąpiel Prosiaczka.   Ułożyliśmy się wygodnie na podłodze i zaczęliśmy układanie od – Kąpieli Prosiaczka. Choć bardziej było to rozkładanie, niż układanie. Gdy tylko ułożyłem obrazek. Mały Olo  wyciągał rączkę i zabierał kolejne elementy puzzli z rozbrajającym uśmiechem na buzi.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Pokój dziecięcy.

Zaczoł  się kolejny tydzień remontu domu Tomka. Co prawda ja dopiero dziś byłem pierwszy raz w tym miesiącu, ale Tomek też nie był zbyt wiele razy. Trafiło mu się zlecenie na remont pokoju. Właściciele spodziewają się dziecka i chcieli przygotować pokój przed przyjściem na świat nowego członka rodziny.  Planowali  remont od dawna, ale jakoś im zeszło, aż do teraz. Tomek wymienił drzwi, okno. Pokój zyskał też nową podłogę, na której leży teraz dywanik z Kubusiem Puchatkiem. Ściany, na których wcześniej była tapeta. Zostały pokryte gładzią. Każda z nich ma inny kolor, a na jednej z nich Tomek namalował motyw z puzzli dla dzieci – Kąpiel Prosiaczka.  Znam ten motyw bardzo dobrze. Nieraz układałem je z maluchami sąsiada. Pamiętam jak rozbawiła mnie ich nazwa. Wcześniej Tomek rozważał namalowanie innego motywu. Również z puzzli dla dzieci - Barbie i jej super przyjaciele. Ostatecznie jednak właściciele zadecydowali, że ma być motyw z puzzli – Kąpiel Prosiaczka. Maleństwo którego się spodziewają, to chłopiec , dlatego  Barbie była bez szans.

niedziela, 15 listopada 2015

Beztroskie dzieciństwo.

Kolejny dzień barowej pogody. O spacerze w ciepły jesienny weekend można zapomnieć. Chyba, że ktoś lubi spacer w deszczu.  Ja lubie, ale gdy jest to ciepły letni „kapuśniaczek”, a obok idzie niebieskooka, filigranowa blondynka, której burze blond loków owy kapuśniak ułożył idealnie na ciele.  A dziś obok mnie nie ma, ani filigranowej blondynki, ani to co leci dziś z nieba, nie jest ciepłym letnim kapuśniakiem.  W TV jak to w weekend, powtórka goni powtórkę. W przerwach, powraca koszmar z trzynastego. Banał weekendowego kina, przeplatany newsami z ulic Paryża.  Gdzie zgineło tak wiele niewinnych ludzi. Zabitych przez… czy to też byli ludzie? Na szczęście wpadli do mnie znajomi z dziećmi. Oderwali mnie od ekranu telewizora. Do którego byłem dziś jakby przyklejony {paraliż telewizyjny}. Co prawda nie dało się uniknąć tematu zamachów i dywagacji na temat dokąd zmierza ten świat. Na szczęście z wybawieniem przyszły nam dzieci.  Znudzone wysłuchiwaniem samych pesymistycznych komentarzy. Zaproponowały nam zagranie w – Kalejdoskop 50 gier. To zupełnie odmieniło atmosferę. Jak chyba każdy, gdy był dzieckiem. Nie mogłem się doczekać, kiedy będę dorosły. Teraz  gdy moje dzieciństwo to prehistoria, nieraz chętnie wrócił bym do tamtych czasów, gdzie nie przejmowałem się  doniesieniami programów informacyjnych o krwawych zamachach na niewinnych ludzi. A beztrosko mogłem bawić się z rówieśnikami. Tak jak teraz dzieci znajomych. Beztrosko bawią się ze sobą. Grają ze sobą w  - Memos - Kraina Lodu, czy zapraszają nas dorosłych do gry w – Kalejdoskop 50 gier. Zostawiając problemy tego świata na późnie

środa, 11 listopada 2015

ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI.

Dziś 11 listopada. Święto Niepodległości. Dzień wolny. Zabrałem chrześniaczkę do miasta na uroczystości związane właśnie z tym świętem. Po oficjalnej częśći, zapaliliśmy znicze pod pomnikiem upamiętniającym żołnierzy walczących o niepodległą ojczyznę. Później zrobiliśmy sobie spacer na cmentarz. Zawsze gdy jestem na cmentarzu, czy to w Święto Zmarłych,  czy właśnie w Święto Niepodległości  idę na grób Nieznanego Żołnierza. Zapalam lampkę. Dziś też, przy okazji zabierając ze sobą młode pokolenie. Aby niezapomniało o tym, że kiedyś jakiś anonimowy  żołnierz zginoł. Walcząc z najeźdzcą  o wolność i niepodległość. O to, byśmy mogli sami decydować o naszym państwie.  Byśmy mogli chodzić z podniesioną głową, bez obaw o jutro.  Po powrocie Natalia  stwierdziła , że dawno razem nie graliśmy w żadną grę i trzeba to nadrobić. A wolny dzień jest dobrą okazją.  Padło na - 5 sekund . Dawno razem nie graliśmy. Natalia ostatnio widziała reklamę tej gry w TV.  Stąd  propozycja zagrania właśnie w tą gre. Oboje jesteśmy jej fanami. W trakcie gry, dołączyła do nas młodsza siostra Natali, Agnieszka.  Gdy my byliśmy na obchodach  święta niepodległości  ona układała  puzzle - Wesoły dzień Zosi. Ale gdy tylko zaczeliśmy grę , dołączyła do nas.