Brrrr.
Zimno, chyba trzeba będzie zajrzeć głębiej do szafy. Rano musiałem pojechać do
miasta. Niestety jestem skazany na komunikację publiczną. A to już wiąże się z
długimi minutami spędzonymi na przystanku. Dziś jednak, mroźny wiatr sprawiał, że nie
było to przyjemne. Na szczęście, z przystanku zgarnęła mnie koleżanka. Jechała do
pracy, przy okazji odwożąc dzieci do przedszkola. Ma dwie bliźniaczki, są
identyczne. Dwie ciągle uśmiechnięte buzie wyglądające z burzy złotych loków. Przybiły
ze mną piątkę. Na moje pytanie, dokąd jedziecie? Odpowiedziały, do pseckola. Lubicie
przedszkole? – taaak. A co dziś będziecie robić w przedszkolu?. Będziemy układać
puźle. A jakie puzzle. Luźne - Jej wysiokość Zosia
i Balbie super księźniczka. Nawet nie zauważyłem,kiedy dojechaliśmy na miejsce.
To znaczy ja dojechałem. Koleżanka z dziewczynkami, pojechały dalej. Z powrotem
nie miałem już tyle szczęścia. Musiałem odstać swoje oczekując na przyjazd
autobusu, a że jeszcze nie przestawiłem się na zimowe ubrania. Po powrocie,
trząsłem się jak galareta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz