czwartek, 26 listopada 2015

Gryzący kurz.

Kolejny tydzień remontu mija. Teraz jednak zaczyna być widać efekty naszej pracy. Skończyła się demolka, burzenie , kucie. Jest kończenie malowania. Zostało, położenie podłóg, montaż nowych gniazd elektrycznych itp. Jeszcze łazienka, ale nie dojechała mozaika, więc trzeba odłożyć to pomieszczenie. Tomek dziś skończył malowanie. Mieliśmy zacząć układanie podłóg, niestety zadzwoniono ze sklepu z informacją , że w tymn tygodniu transport nie dotrze.  Przenieśliśmy się  więc na strych. Wciągnęliśmy tam na początku remontu kilkadziesiąt rolek wełny mineralnej. Jednak do tej pory nie było czasu, by ją rozłożyć, aby ocieplić strop. Gdy my walczyliśmy z wełną, do domu przyjechała Agnieszka z dziećmi. Projektuje sobie meble kuchenne i przyjechała jeszcze raz spojrzeć na pomieszczenie. Przypomnieć sobie, gdzie są doprowadzone media, by dobrze umiejscowić zmywarkę, piekarnik do zabudowy itd.  Dzieciaki w tym czasie weszły do nas na górę. Chciały byśmy zagrali z nimi w – Kalejdoskop 50 gier, albo w- • Memos - Kraina Lodu, którą również zabrały. Niestety byliśmy zajęci. I nawet nie chodzi o to ,że jesteśmy napaleni na pracę. Rozkładanie wełny jednak, wiąże się z  przebywaniem w gryzącym kurzu. Kurz jest wszędzie. Gryzie w oczy, nos, każdy odkryty kawałek ciała natychmiast zaczyna swędzieć. Dlatego też stwierdziliśmy, że bierzemy się ostro do pracy. Nie schodzimy prędzej, niż dopiero gdy skończymy, by niemusieć już tutaj wchodzić. Ponownie mieć kontakt z tym kurzem i żeby nie brudzić ubrań.   Dzieciaki szybko zeszły ze strychu. Gryzący kurz z wełny mineralnej,  to nie jest środowisko dla dzieci

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz