Po wczorajszej
wełnie mineralnej obaj z Tomkiem wyglądamy jak oś dziwnie. Podkrążone oczy,
czerwone twarze. Normalnie Indianie w środku Europy. Dzieciaki mają z nas ubaw.
Gdy tylko wróciły ze szkoły i przyjechały z mamą do nas. Nazywają nas Indianami.
Biegają wokół domu i zatykając dłonią usta wykrzykują – łu łu łułułu!!!. Wczoraj,
grzecznie grały w – Kalejdoskop 50 gier, a dziś biegają na złamanie karku. Wpadając
co chwila do środka i pytając nas z jakiego jesteśmy plemienia. Chwile później
wybucha salwa śmiechu i wybiegają z powrotem na dwór. Agnieszka z trudem przywołała
dzieciaki do domu. Po tym bieganiu, to
one miały teraz czerwone buzie i całe były spocone. Ciepłe kurtki , bieganie,
ile sił w nogach i dzieciaki całe mokre. Na tyle, że Agnieszka zdecydowała się
na powrót do domu. Dzieciaki musiały się przebrać. Inaczej mogły by się przeziębić,pozostając
w chłodnym pomieszczeniu w mokrych ubraniach. Z Tomkiem stwierdziliśmy, że na
dziś, też kończymy i wracamy do domów. Nic
się nie stanie, gdy raz skończymy
wcześniej. Poza tym Tomek obiecał dzieciaką, że poukłada z nimi puzzle - Przyjaciele z Krainy Lodu, a potem razem obejrzą Shreka. Ja dziś
wieczorem nam zamiar nadrobić zaległości w czytaniu. Na pulpicie komputera mam
niedokończoną powieść Leopolda Tyrmanda „Zły”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz