Ten dzień miał być poświęcony na leżenie bykiem J. Po tygodniu
nadrabiania zaległości w ogrodzie byłem padnięty jak koń po westernie. Wczoraj wieczorem
stwierdziłem, że w niedziele nie wychodzę z łóżka. No chyba żeby sprawdzić czy
w lodówce działa światło J.
Niestety, a może stety już od rana odwiedziła mnie siostrzenica z e swoim tatą.
Przyjechali na rowerach i złożyli mi propozycję nie do odrzucenia. Mam jechać z
nimi na wycieczkę rowerową. Kiedyś obiecałem to siostrzenicy i teraz miałem się
z tej obietnicy wywiązać. Na słowa , że jestem padnięty i nie mam siły na nic,
usłyszałem , że najlepszy jest czynny wypoczynek i , że nie przyjmują odmowy. Zaproponowałem
, że zostaniemy w domu i zagramy sobie w Kalejdoskop 50 gier, albo w 5 sekund. Nic
z tego. Młoda była nieugięta. Dostałem piętnaście
minut na ogarnięcie się. Jeszcze kilkanaście na przygotowanie roweru i w drogę.
Kierunek Ciechocinek do naszej ulubionej knajpki na – Placek po Cygańsku. W piętnaście
minut się nieogarnołem. Wyjechaliśmy dopiero po godzinie. I tym razem moje ociąganie
się wyszło nam na dobre. No prawie na dobre. Po około dwóch kilometrach zrobiło
się ciemno. Niebo przykryły czarne chmury, a nikt z nas nie miał nawet peleryny
przeciwdeszczowej. Że byliśmy jeszcze blisko domu, padła szybka decyzja o
powrocie do domu. To była bardzo dobra decyzja. Zdążyliśmy wjechać na podwórko
, gdy lunął deszcz. Wpadliśmy do domu
zdyszani , ale zadowoleni , że udało nam się zdążyć przed ulewą. Dostaliśmy tylko
kilka kropel , ale to nic w porównaniu z tym co dostalibyśmy gdybym się nie
ociągał z wyjazdem. Deszcz nie przestał padać do wieczora.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz