niedziela, 20 września 2015

Szybka decyzja.

Ten dzień miał być poświęcony na leżenie bykiem J. Po tygodniu nadrabiania zaległości w ogrodzie byłem padnięty jak koń po westernie. Wczoraj wieczorem stwierdziłem, że w niedziele nie wychodzę z łóżka. No chyba żeby sprawdzić czy w lodówce działa światło J. Niestety, a może stety już od rana odwiedziła mnie siostrzenica z e swoim tatą. Przyjechali na rowerach i złożyli mi propozycję nie do odrzucenia. Mam jechać z nimi na wycieczkę rowerową. Kiedyś obiecałem to siostrzenicy i teraz miałem się z tej obietnicy wywiązać. Na słowa , że jestem padnięty i nie mam siły na nic, usłyszałem , że najlepszy jest czynny wypoczynek i , że nie przyjmują odmowy. Zaproponowałem , że zostaniemy w domu i zagramy sobie w Kalejdoskop 50 gier, albo w 5 sekund. Nic z tego. Młoda była nieugięta.  Dostałem piętnaście minut na ogarnięcie się. Jeszcze kilkanaście na przygotowanie roweru i w drogę. Kierunek Ciechocinek do naszej ulubionej knajpki na – Placek po Cygańsku. W piętnaście minut się nieogarnołem. Wyjechaliśmy dopiero po godzinie. I tym razem moje ociąganie się wyszło nam na dobre. No prawie na dobre. Po około dwóch kilometrach zrobiło się ciemno. Niebo przykryły czarne chmury, a nikt z nas nie miał nawet peleryny przeciwdeszczowej. Że byliśmy jeszcze blisko domu, padła szybka decyzja o powrocie do domu. To była bardzo dobra decyzja. Zdążyliśmy wjechać na podwórko , gdy lunął  deszcz. Wpadliśmy do domu zdyszani , ale zadowoleni , że udało nam się zdążyć przed ulewą. Dostaliśmy tylko kilka kropel , ale to nic w porównaniu z tym co dostalibyśmy gdybym się nie ociągał z wyjazdem. Deszcz nie przestał padać do wieczora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz