niedziela, 10 stycznia 2016
Zima.
Zimno. Nawet bardzo. Ale jest śnieg i pierwszy raz od wielu sezonów, jest go nawet całkiem sporo. Bardzo mnie to cieszy. Jeszcze bardziej cieszą się dzieciaki. Już przed świętami,mażyły o lepieniu bałwana. Jednak wtedy o śniegu nie było mowy. Boże Narodzenie, bardziej przypominało Wielkanoc. Co prawda od wczoraj jest, lekka odwilż. Śnieg jest bardzo mokry i ciężki. Dość szybko topnieje. Jednak zdążyliśmy ulepić bałwana. Lepiliśmy go wczoraj, gdy śnieg był jeszcze mniej ciężki. Dziś już nie dał bym rady udźwignąć kul z których ów jegomość się składa. A jest kawałek bałwana. Kula na jego podstawę jest naprawdę ogromna. Toczyliśmy ją do puty, do puki nie stanęła. Gdy zamiast kuli, zaczęły ślizgać się nam nogi , a kula nie chciała nawet drgnąć. Zaczęliśmy toczenie następnej, to jest, brzuszka. Wyszedł nam równie imponujący, co podstawa. Ledwo daliśmy radę umieścić go na podstawie. Z ostatnią kulą poszło trochę łatwiej. Gdy już mieliśmy wszystkie kule, zaczęło się ubieranie delikwenta. Ubranko klasyczne. Jak co roku, czyli węgielki na guziki. Marchewka na nos. W tym roku, marchew była olbrzymia, bo i bałwan nie był mikrusem. Jedyne odstępstwo stanowiło nakrycie głowy gagatka. W zeszłym roku, był to stary garnek. W tym roku bałwan otrzymał czapkę uszatkę, po dziadku Aleksandrze. W owej czapce, jegomość wyglądał całkiem ok. Dostał jeszcze szal od małej Julki i nową miotłę. Po którą zresztą musiałem jechać do sklepu. Trochę nam zmarzły dłonie podczas tego lepienia. Zrobiliśmy sobie z Bolkiem, bo tak go nazwaliśmy , zdjęcie i ewakułowaliśmy się do ciepłego domu, na gorącą czekoladę. Resztę dnia spędziliśmy, grając w- Kalejdoskop 50 gier i w - Memos - Kraina Lodu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz