Dziś wybraliśmy się znów całą bandą do kręgielni, która
znajuje się w moim mieście. Przyznam, że byłem tam po raz drugi i kolejny raz
był po pierwsze dobrą okazją do spotkania się oraz do wspólnej zabawy.
Wprawdzie nie zdobyłem jakiejś szokująco wielkiej liczby punktów , ale... nie
byłem także ostatni w klasyfikacj. Piątkowy wieczór był spędzony w dobrym toważystwie oraz
w dobrym miejscu :) . Mieliśmy niezły ubaw z Mohameda, męża Doroty. O ile ich
syn Amar mówi w dwóch językach , angielskim i polskim. To Mohamed po polsku ani
w ząb. Co prawda rozumie co się do niego mówi, ale z uzyskaniem odpowiedzi z
jego strony w języku polskim jest kiepsko, a nawet bardzo kiepsko. Jedyne co mu
wychodzi to – dobzie dobzie? J.
I to właśnie dobzie dobzie sprawiło , że mieliśmy ubaw po pachy. Gdy przychodziła
jego kolej , podchodził do toru, brał kulę do ręki i oddawał rzut. Za każdym
razem wypowiadając – kula hula i z nieco idiotycznym uśmiechem pytał – dobzie dobzie
?, z czego rozumiałtylko to – dobzie dobzie.Nie było dobzie , było wręcz bardzo
nie dobzie. Kula trafiała we wszystko ,tylko nie w kręgle. Czasem , mimo swej wagi
bardziej przypominała piłkę, ledwo mieszcząc się w torze. I wtedy padała salwa
śmiechu z naszej strony. A nawet nie tylko z naszej , bo dobzie dobzie i kula
hula rozbrajała graczy przy sąsiednich torach. Tylko Matylda była niepocieszona
,bo nie byłoz nami Wojtka , który spędzał z nią najwięcej czasu, grając z nią wKalejdoskop 50 gier, układali razem Kąpiel Prosiaczka, a przy tym zasypywał ją mnóstwem zabawnych
historii. Obiecałem Matyldzie , że po powrocie do domu zagram z nią w
Kalejdoskop 50 gier , a potem poukładamy puzzle. Niestety wróciliśmy późno i
grę trzeba było przełożyć na jutro. Matylda znów była niepocieszona , ale jutro
nadrobimy zaległości z planszówek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz