czwartek, 20 sierpnia 2015

Awaria.

 Wtorkowe hamaki skończyły się dla mnie awarią kręgosłupa. Na hamaku , jaktona hamaku. Od spodu trochę wieje , tym bardziej nad Wisłą. I przeciągło mnie po nerach J. Wczoraj każdy ruch okupiony był przeszywającym bólem kręgosłupa lędźwiowego.  Totalna masakra. Ból był na tyle silny , że zrezygnowałem z wypadu do Torunia. Dorota chciała pokazać swoim chłopakom i Matyldzie Stare Miasto , Krzywą Wieże i Planetarium. Dzieciaki koniecznie chciały spróbować toruńskich pierników. Zabrać kilka do Angli, pochwalić się kolegom. Jak to dzieciaki. Wyjechali jeszcze przed południem. Do torunia jest około czterdziestu kilometrów , więc podróż nie zajęła im dużo czasu. Ja prazez cały dzień walczyłem z bólem. Lecz efekt tej walki był mierny. Nie mogłem nic robić ,więc zaczołem układać puzzle Matyldy- Barbie - super księżniczka. Ale ból doskwierał nawet w pozycji siedzącej. Pod koniec dnia miałem już dość na tyle , że zawinołem się spać , jeszcze przed zachodem słońca. Nie czekając na powrót ekipy z Torunia. Dorota miała klucze do domu , więc nie musiałem się martwić , że nie wejdą do domu, gdy zasnę.  Wrócili bardzo późno , ale nie budzili mnie. Dziś ból jest nieco mniejszy , ale mimo to nic nie robię , by nie pogarszać sytuacji.  Jedynie Matylda nie daje mi spokoju i chce bym z nią zagrał w­- Memos - Kraina Lodu. Moje wyjaśnienie , że ból mi nie pozwala siedzieć przy stole , nie docierały do małej. Dopiero Dorota wyperswadowała małej ten pomysł i nakłoniła ją do gry z bratem.  Mam nadzieje , że jutro już będzie lepiej i będę mógł normalnie funkcjonować. Poświęcić trochę czasu dzieciakom. Niedługo wyjeżdżają i pewnie zobaczymy się dopiero za rok . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz