Wtorkowe hamaki skończyły się dla mnie awarią
kręgosłupa. Na hamaku , jaktona hamaku. Od spodu trochę wieje , tym bardziej
nad Wisłą. I przeciągło mnie po nerach J.
Wczoraj każdy ruch okupiony był przeszywającym bólem kręgosłupa lędźwiowego. Totalna masakra. Ból był na tyle silny , że
zrezygnowałem z wypadu do Torunia. Dorota chciała pokazać swoim chłopakom i Matyldzie
Stare Miasto , Krzywą Wieże i Planetarium. Dzieciaki koniecznie chciały
spróbować toruńskich pierników. Zabrać kilka do Angli, pochwalić się kolegom. Jak
to dzieciaki. Wyjechali jeszcze przed południem. Do torunia jest około czterdziestu
kilometrów , więc podróż nie zajęła im dużo czasu. Ja prazez cały dzień
walczyłem z bólem. Lecz efekt tej walki był mierny. Nie mogłem nic robić ,więc
zaczołem układać puzzle Matyldy- Barbie - super
księżniczka. Ale ból doskwierał nawet w pozycji siedzącej. Pod koniec dnia
miałem już dość na tyle , że zawinołem się spać , jeszcze przed zachodem słońca.
Nie czekając na powrót ekipy z Torunia. Dorota miała klucze do domu , więc nie
musiałem się martwić , że nie wejdą do domu, gdy zasnę. Wrócili bardzo
późno , ale nie budzili mnie. Dziś ból jest nieco mniejszy , ale mimo to nic nie
robię , by nie pogarszać sytuacji.
Jedynie Matylda nie daje mi spokoju i chce bym z nią zagrał w- Memos -
Kraina Lodu. Moje wyjaśnienie , że ból mi nie pozwala siedzieć przy stole , nie
docierały do małej. Dopiero Dorota wyperswadowała małej ten pomysł i nakłoniła
ją do gry z bratem. Mam nadzieje , że
jutro już będzie lepiej i będę mógł normalnie funkcjonować. Poświęcić trochę
czasu dzieciakom. Niedługo wyjeżdżają i pewnie zobaczymy się dopiero za rok .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz