Wczoraj pisałem , że dziś całą paczką jedziemy do Włocławka.
Tama , bulwary , przystań , a może coś jeszcze.
Rano wszyscy wstaliśmy dość późno i dość późno to delikatne określenie J. Śniadanie , a w zasadzie obiad i ruszyliśmy. Zaczęliśmy od tamy i największego sztucznego jeziora w Polsce. Ogromna
masa betonu dzieląca rzekę na górny i dolny bieg. Z powodu suszy poziom wody jest
rekordowo miski. Szum fal pędzonych przez wiatr , rozbijających się o betonową
ścianę zapory, plus chłodny wiatr. Czynią z tarasu widokowego na zaporze ,
super miejsce do odpoczynku od upału. Prawie jak na nadmorskim molo , tylko
zapach nie co mniej atrakcyjnyJ.
Z zapory ruszyliśmy do pobliskiej przystani na zalewie Włocławskim. Tam nabraliśmy
ochoty na rejs po Wiśle. Matylda skłonna była nawet odpuścić mi - Wesoły dzień
Zosi, którego nie dokończyliśmy wczoraj układać. Niestety Dorota panicznie boi
się wody. Za żadne skarby nie chciała wejść na statek. Z tego powodu ,
zrezygnowaliśmy z rejsu. Musielibyśmy zostawić Dorotę samą na kilkadziesiąt
minut, a to nie wchodziło w grę. Matylda z Amarem, byli bardzo niepocieszeni. W
ramach rekompensaty , obiecałem im , że gdy będą wracać do Angli. Kupię im grę
planszową 5 sekund junior. Jakoś się udobruchali. Z przystani pojechaliśmy na
bulwary. Tu dopiero było widać jak niski jest poziom Wisły. Między stanem dzisiejszym
, a falą powodziową z 2010 roku , było jakieś sześć metrów różnicy. Niewiele brakowało
, by woda wdarła się na ulice. Dziś w niektórych miejscach brzeg rzeki oddalił
się o ponad dwadzieścia metrów, tworząc coś w rodzaju kamienistej plaży. Bulwarami
dotarliśmy do nowo wybudowanej przystani. Tam najpierw poszliśmy do restauracji
na małe co nie co J.
A potem rozłożyliśmy się na hamakach , które zostały rozstawione przez obsługę
przystani na sezon letni . Po kilku kilometrach spaceru , hamaki były
wybawieniem , dla naszych nóg. Podobnie jak na tamie , szum fal , chłodny wiatr
i w przeciwieństwie do zapory ,brak odgłosów samochodów. Spowodowały , ża po
kilku bujnięciach hamaka , zasnołem. Zresztą nie tylko ja. Mohamed też przycioł komaraJ. Tylko biedna Dorota musiała
pilnować dzieci . Przystań położona jest przy ujściu rzeki Zgłowiączki. Trawnik
na którym rozłożone są hamaki, otoczony jest z dwóch stron wodą. Przed przystanią
Wisła z prawej jej strony Zgłowiączka. Chwila nieuwagi może skończyć się źle. Naszczęście
wszystko było ok. Na hamakach było tak dobrze , że ciężko nam było ruszyć cztery
litery , aby wrócić do domu. Dopiero chłód który zapanował , gdy słońce zaczęło
chować się za horyzontem sprawił , że weszliśmy na większe obroty i szybko
wróciliśmy do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz