wtorek, 18 sierpnia 2015

Nie ma jak drzemka.

Wczoraj pisałem , że dziś całą paczką jedziemy do Włocławka. Tama , bulwary , przystań , a może coś jeszcze.  Rano wszyscy wstaliśmy dość późno i dość późno to delikatne określenie J.  Śniadanie , a w zasadzie obiad i ruszyliśmy.  Zaczęliśmy od tamy  i największego sztucznego jeziora w Polsce. Ogromna masa betonu dzieląca rzekę na górny i dolny bieg. Z powodu suszy poziom wody jest rekordowo miski. Szum fal pędzonych przez wiatr , rozbijających się o betonową ścianę zapory, plus chłodny wiatr. Czynią z tarasu widokowego na zaporze , super miejsce do odpoczynku od upału. Prawie jak na nadmorskim molo , tylko zapach nie co mniej atrakcyjnyJ. Z zapory ruszyliśmy do pobliskiej przystani na zalewie Włocławskim. Tam nabraliśmy ochoty na rejs po Wiśle. Matylda skłonna była nawet odpuścić mi - Wesoły dzień Zosi, którego nie dokończyliśmy wczoraj układać. Niestety Dorota panicznie boi się wody. Za żadne skarby nie chciała wejść na statek. Z tego powodu , zrezygnowaliśmy z rejsu. Musielibyśmy zostawić Dorotę samą na kilkadziesiąt minut, a to nie wchodziło w grę. Matylda z Amarem, byli bardzo niepocieszeni. W ramach rekompensaty , obiecałem im , że gdy będą wracać do Angli. Kupię im grę planszową 5 sekund junior. Jakoś się udobruchali. Z przystani pojechaliśmy na bulwary. Tu dopiero było widać jak niski jest poziom Wisły. Między stanem dzisiejszym , a falą powodziową z 2010 roku , było jakieś sześć metrów różnicy. Niewiele brakowało , by woda wdarła się na ulice. Dziś w niektórych miejscach brzeg rzeki oddalił się o ponad dwadzieścia metrów, tworząc coś w rodzaju kamienistej plaży. Bulwarami dotarliśmy do nowo wybudowanej przystani. Tam najpierw poszliśmy do restauracji na małe co nie co J. A potem rozłożyliśmy się na hamakach , które zostały rozstawione przez obsługę przystani na sezon letni . Po kilku kilometrach spaceru , hamaki były wybawieniem , dla naszych nóg. Podobnie jak na tamie , szum fal , chłodny wiatr i w przeciwieństwie do zapory ,brak odgłosów samochodów. Spowodowały , ża po kilku bujnięciach hamaka , zasnołem. Zresztą nie tylko ja. Mohamed  też przycioł komaraJ. Tylko biedna Dorota musiała pilnować dzieci . Przystań położona jest przy ujściu rzeki Zgłowiączki. Trawnik na którym rozłożone są hamaki, otoczony jest z dwóch stron wodą. Przed przystanią Wisła z prawej jej strony Zgłowiączka. Chwila nieuwagi może skończyć się źle. Naszczęście wszystko było ok. Na hamakach było tak dobrze , że ciężko nam było ruszyć cztery litery , aby wrócić do domu. Dopiero chłód który zapanował , gdy słońce zaczęło chować się za horyzontem sprawił , że weszliśmy na większe obroty i szybko wróciliśmy do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz