środa, 17 czerwca 2015

Nowy lokator cdn.

Dziś drugi dzień z nowym lokatorem. Rano podjechała do mnie siostra z siostrzenicą , zobaczyć małego pierzastego lokatora. Mały robi wrażenie na każdym kto go zobaczy. Siostra z  córką od razu go polubiły. Wczoraj obawiałem się trochę , czy mały zacznie jeść , czy będą problemy. Zaczoł  bez najmniejszego problemu . Gdy tylko nasypaliśmy mu rozdrobnionych ziaren kukurydzy , od razu zaczoł dziobać . Druga sprawa to pojenie . Na okolicznych  polach, nie ma żadnych oczek wodnych. Od dawna nie padał deszcz , więc jedynym źródłem wody mogły być rośliny- głównie moje truskawki JJ. Więc na początek przyniosłem małemu kilka truskawek. Zajadał aż miło. Jednak potem postawiliśmy mu spodeczek z wodą . Wystarczyło dwa razy zanużyć mu dziobek w wodzie i mały zaczoł pić tak, jakby robił to od zawsze . Wciąż mamy dylemat , czy robimy dobrze trzymając go w domu , a nie oddając go naturze . Ale w tym stanie na pewno nie dał by sobie rady . Cały czas ma problemy z chodzeniem {lekko utyka } i nadal ma opadnięte skrzydełko . Do tego doszedł jeszcze , coś jakby worek wypełniony powietrzem u nasady szyji. Z  tego powodu z siostrą doszliśmy do wniosku , że jeżeli  już się nim opiekujemy , to może warto byłoby odwiedzić przychodnie weterynaryjną. Zobaczyć , czy może można mu pomuc , a przynajmniej , choć trochę przyśpieszyć powrót do zdrowia. Więc wziołem małego ,posadziłem w małej plastikowej misce wyłożonej papierowym ręcznikiem i  pojechaliśmy do lecznicy. Siostrzenice zostawiliśmy w domu z babcią. Razem miały układać puzzle. Choć siostrzenica wspominała coś o grach planszowych . Mam i puzzle i gry planszowe, na pewno nie będą się nudzić .  Mały całą drogę siedział grzecznie w misce. Skierowałem go głową w kierunku jazdy. Jednak gdy zaczęliśmy rozmawiać z siostrą , mały odwracał się w naszą strone . Podśpiewując sobie tak , jakby chciał przyłączyć się do rozmowy. Gdy go odwracałem znów wracał , gdy tylko słyszał nasze rozmowy . Po dotarciu na miejsce , obejrzał go weterynarz i uspokoił nas  mówiąc , że to rzeczywiście jest worek wypełniony powietrzem . Skutek kontaktu z zębami kota . Nie potrafię powtórzyć tłumaczenia lekarza , ale chodzi mniej więcej o to , że kot przebił organ w którym było powietrze . Potrzebne ptakom do tego , by mogły latać. Powietrze to przedostało się pod skórę i utworzyło , coś na krztałt poduszki powietrznej. Zapytał jeszcze tylko , czy mały je i pije . Odpowiedzieliśmy , że tak. Po tym, powiedział , że nie musimy się martwić , że ten worek w żaden sposób mu nie zagraża . I  nie powoduje bólu . Za jakiś czas powietrze w worku samo powinno się wchłonąć . Co prawda po takim urazie może nie muc latać , ale jeśli tak będzie , tobędzie miał u nas dożywotnią opiekę . Wróciliśmy do domu, spokojni o los pierzastego . Siostrzenica wybrała jednak gry planszowe , ale gdy tylko zobaczyła pierzastego, gry i babcia – my zresztą też poszliśmy w odstawkę . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz