Dziś drugi dzień z nowym lokatorem. Rano podjechała do mnie
siostra z siostrzenicą , zobaczyć małego pierzastego lokatora. Mały robi
wrażenie na każdym kto go zobaczy. Siostra z
córką od razu go polubiły. Wczoraj obawiałem się trochę , czy mały zacznie
jeść , czy będą problemy. Zaczoł bez
najmniejszego problemu . Gdy tylko nasypaliśmy mu rozdrobnionych ziaren
kukurydzy , od razu zaczoł dziobać . Druga sprawa to pojenie . Na okolicznych polach, nie ma żadnych oczek wodnych. Od dawna
nie padał deszcz , więc jedynym źródłem wody mogły być rośliny- głównie moje
truskawki JJ.
Więc na początek przyniosłem małemu kilka truskawek. Zajadał aż miło. Jednak
potem postawiliśmy mu spodeczek z wodą . Wystarczyło dwa razy zanużyć mu dziobek
w wodzie i mały zaczoł pić tak, jakby robił to od zawsze . Wciąż mamy dylemat ,
czy robimy dobrze trzymając go w domu , a nie oddając go naturze . Ale w tym
stanie na pewno nie dał by sobie rady . Cały czas ma problemy z chodzeniem
{lekko utyka } i nadal ma opadnięte skrzydełko . Do tego doszedł jeszcze , coś
jakby worek wypełniony powietrzem u nasady szyji. Z tego powodu z siostrą doszliśmy do wniosku ,
że jeżeli już się nim opiekujemy , to
może warto byłoby odwiedzić przychodnie weterynaryjną. Zobaczyć , czy może
można mu pomuc , a przynajmniej , choć trochę przyśpieszyć powrót do zdrowia. Więc
wziołem małego ,posadziłem w małej plastikowej misce wyłożonej papierowym
ręcznikiem i pojechaliśmy do lecznicy. Siostrzenice
zostawiliśmy w domu z babcią. Razem miały układać puzzle. Choć siostrzenica
wspominała coś o grach planszowych . Mam i puzzle i gry planszowe, na pewno nie
będą się nudzić . Mały całą drogę
siedział grzecznie w misce. Skierowałem go głową w kierunku jazdy. Jednak gdy zaczęliśmy
rozmawiać z siostrą , mały odwracał się w naszą strone . Podśpiewując sobie tak
, jakby chciał przyłączyć się do rozmowy. Gdy go odwracałem znów wracał , gdy
tylko słyszał nasze rozmowy . Po dotarciu na miejsce , obejrzał go weterynarz i
uspokoił nas mówiąc , że to rzeczywiście
jest worek wypełniony powietrzem . Skutek kontaktu z zębami kota . Nie potrafię
powtórzyć tłumaczenia lekarza , ale chodzi mniej więcej o to , że kot przebił
organ w którym było powietrze . Potrzebne ptakom do tego , by mogły latać. Powietrze
to przedostało się pod skórę i utworzyło , coś na krztałt poduszki powietrznej.
Zapytał jeszcze tylko , czy mały je i pije . Odpowiedzieliśmy , że tak. Po tym,
powiedział , że nie musimy się martwić , że ten worek w żaden sposób mu nie
zagraża . I nie powoduje bólu . Za jakiś
czas powietrze w worku samo powinno się wchłonąć . Co prawda po takim urazie
może nie muc latać , ale jeśli tak będzie , tobędzie miał u nas dożywotnią
opiekę . Wróciliśmy do domu, spokojni o los pierzastego . Siostrzenica wybrała
jednak gry planszowe , ale gdy tylko zobaczyła pierzastego, gry i babcia – my zresztą
też poszliśmy w odstawkę .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz