wtorek, 9 czerwca 2015

I stanołem na światłach.

I zatrzymałem się na światłach. Wczoraj miałem wizyte u pulmonologa. Najpierw testy, a potem konsultacja. W przychodni, o dziwo nie było kolejki. Kilka ukłuć, dwadzieścia minut czekania na efekty, szybka wizyta u pani doktor. Diagnoza – alergia na prawie wszystkie rodzaje traw i psa. Normalnie bomba, jakieś małe ustrojstwo, chce sobie mnie podporządkować – niedoczekanie. Z przychodni ruszyłem w kierunku sklepu ogrodniczego. Po drodze minołem witrynę sklepu z zabawkami. Patrzył z niej na mnie ogromny Kubuś Puchatek. W koło pluszaka, poukładane były gry planszowe, puzzLe i cała masa innych zabawek. Ten pomarańczowy miodożerca, był naprawdę wielki. Pamiętam swojego micha z dzieciństwa. Był duży. ale do tego  monstrum nie mógł sie równać. Ja bałbym się zostawić dziecko z takim olbrzymem, jak coś takiego się przewróci, to może być źle. Po kilkunastominutowym spacerze  dotarłem do sklepu ogrodniczego . Ostatnio jestem zakręcony na punkcie róż. Najpierw robie przegląd odmian w necie , a potem na zakupy . Najnowszy zakup to cztery  żółte róże rabatowe "Frezja"  i guz gratis. Przechodząc przez skrzyżowanie przed  sklepem, przyłożyłem w sygnalizacje świetlną .  Kolejny siwy słup na siwym chodniku. No i stanołem na światłach , aż hukneło . To był bolesny postój . Do domu wróciłem z różami i guzem , całkiem dużym guzem . Dobrze , że niebył fioletowy :).
Nie wiem , czy to radocha , że udało mi się kupić dokładnie te odmianę róż . Czy już się uodporniłem na takie zdarzenia,{chyba raczej to pierwsze }, bo nawet nie wiązałem bukietów , dla projektanta tej ulicy , co zazwyczaj robie w takich sytuacjach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz