Zaczoł się maj, zaczeły się komunie. Mam pięcioro
chrześniaków. Na szczęście komunie mam już za sobą. Teraz czekają mnie
osiemnastki. Niestety zabawkami już się tego nie załatwi JJ. W sumie zostały mi
tylko trzy te osiemnastki. Na szczęście, ten rok mam wolny. Choć w powietrzu
wiszą wesela JJ
. Mam nadzieję, że ulitują się nad biednym chrzestnym i nie będą brać ślubów,
raz za razem. Inaczej puszczą mnie z torbami J.
Pamiętam swoją komunię, pierwszy garnitur i butki, które nigdy
nie miały kontaktu z piłką J.
Pamiętam wymarzony rower, którego nie dostałem JJ.
Pamiętam zamieszanie przed, stres w trakcie i radoche po. Cała impreza odbywała
się na wsi. W domu dziadków. Domu w którym teraz mieszkam. Teraz, obowiązkowo
musi być w lokalu, inaczej jest się na językach. Kiedyś można było dostać, jako
załącznik do kopertki J,
grę planszową, albo aparat fotograficzny – oczywiście produkcji CCCP. Miałem niezły
ubaw, gdy muj wujek rozszyfrował mi ten skrót – cep cepa cepem poganiał J . Dziś dostaję się tablety,
laptopy, a rower zastąpił kład. Po latach jednak prezenty, albo ich brak {wymarzony
rower } tracą znaczenie. Liczą się wspomnienia,
te emocje, które wtedy nam towarzyszyły. Do dziś pamiętam jak trzęsły misię ręce,
przed spowiedzią , albo jaki byłem dumny, że pierwszy raz jestem w garniturze. Albo
podróż z kościoła do domu dziadków. Oddalonego o około 20km od Włocławka w
którym wtedy mieszkałem. Wiózł nas wujek, amerykańskim krążownikiem. Tylna kanapa
tego auta była wielka jak prawdziwa kanapa. Można było na niej spać. Dziś gdy
przejeżdża taki samochód, nie robi to już takiego wrażenia. Wtedy gdy na
ulicach królowały Duże Fiaty, Syrenki, Maluchy
a zagraniczne marki to była Łada, albo Trabant { ford karton } przejazd takiej
gabloty wzbudzał duże zainteresowanie, ludzie przystawali na chodniku odprwadzając
auto wzrokiem. My, to znaczy ja z kuzynką, pękaliśmy z dumy. Rozłożeni na
kanapie owego krążownika, patrząc na wszystkich z góry, z mocno zadartymi
nosami. Albo gdy już impreza była dobrze rozkręcona. Wujek wziął gitarę, zabrał
nas na powietrze i zaczoł śpiewać zabawne piosenki, a potem uczyć nas grać na gitarze. Fajnie jest,
między rachunkami do zapłacenia, czy pracą, wrócić wspomnieniami do takich chwil
i to jest prawdziwa wartość, a nie prezenty .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz