poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Ślązacy
`Goście goście i po gościach. Jak wcześniej pisałem, w sobotę wieczorem dotarła do mnie rodzinka ze Śląska. Naniacy, jeśli chodzi o gry planszowe. Jednak moje przewidywania co do tego, że bankowo prędzej, czy później skończymy przy stole z rozłożoną grą, okazały się nietrafione. W sobotę przyjechali bardzo późno, Od progu już rozległo się spaać. Wypowiadane przez młodszą część ekipy. Podróż dała się we znaki na tyle, że Zuzka tj, najmłodsza pociecha mojej kuzynki zasneła, tuż po zajęciu miejsca w fotelu. Kuzynka zaniosła ją do łóżka, musiała ją rozebrać, bo młoda nie była w stanie sama tego zrobić. Mówiła tylko coś przez sen, ale nie było to zrozumiałe. Na drugi dzień mieliśmy z niej mały ubaw. Po przebudzeniu,potrzebuje sporo czasu, by zacząć kontaktować. Przez mniej więcej pół godziny chodzi jak ząbi. Jedyną reakcją na bodźce zewnętrzne jest westchnięcie, jakby jakaś babuleńka wzdychała – ech kiedyś to były czasy, robiąc przy tym maślane oczy. Z resztą ekipy zaśiedzieliśmy się prawie do drugiej w nocy. Rano, to znaczy w weekendowe rano, czyli około jedenastej. Po drobnych bitwach o łazienkę , zebraliśmy się przy śniadaniu. Młodzież szybko przeniosła się do ogrodu mimo, że pogoda była taka sobie. Dzieciaki mają niewyczerpane pokłady energii. Śmigają z prędkością światła, z jednego końca ogrodu na drugi. Robiąc przy tym tyle hałasu, jakby było ich przynajmniej dwukrotnie więcej. A my przegadaliśmy prawie cały dzień. Dziś pobudka była wcześnie, ode mnie ekipa odjechała do Ciechocinka. Młodzież chciała zobaczyć jeszcze Jasia i Małgosie. Zebrali tylko zabawki i odjechali. Umówiliśmy się, że wpadną w lipcu na cały tydzień.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz