środa, 15 kwietnia 2015

Borówkowa alejka.

Wczoraj jednak nie wróciłem do puzzli.  Zamek musi jeszcze trochę poczekać. Ginnastyka w ogrodzie, zrobiła swoje. Pod wieczór, byłem tak zmęczony, że nie miałem siły na nic. Próba nadrobienia zaległości, skończyła się zakwasami. A tak jak w przypadku puzzli, jestem na półmetku, a może nawet w 1/3 pracy. Zaczołem od wertykulacji trawnika, tutaj luz. Praca ogranicza się do chodzenia za urządzeniem. Co prawda potem trzeba zgrabić filc, który urządzenie wydobędzie z darni, ale to nie jest takie straszne. Na początku, gdy zaczynałem korzystać z nowej zabawki, jaką był wertykulator. Wykorzystywałem kosz, który jest na wyposażeniu urządzenia. To była porażka, co kilka metrów mósiałem opróżniać kosz, który wypełniony był tylko w znikomej części swojej objętości. W pewnym momencie nie wytrzymałem, kosz poszybował do kosza . Teraz śmigam z grabkami, ale to i tak dużo szybciej niż z nieszczęsnym koszem. Przy okazji maszyna może odpocząć. W tym przypadku, odpocząć znaczy, że silnik musi ostygnąć, żeby się nie spalił. Nie to co człowiek, który może śmigać kilkanaście godzin, nawet jeśli potem trochę bolą kości. Spory obszar więc zeszło mi do późna.  Wieczorem zmęczenie odebrało mi chęci na dokończenie puzzli, ale zrobiłem sobie projekt borówkowej alejki. Od jakiegoś czasu, gromadziłem sobie sadzonki borówki i trzymałem je w pojemnikach. Czekając na przekompostowanie się trocin, które będą stanowić podłoże dla nich. Trwało to ponad dwa lata. Dziś są już odpowiednio przekompostowane. Po południu, zabieram się za sadzenie. Przez dwa lata zebrałem ponad dwadzieścia krzaczków, różnych odmian. Od najwcześniejszych do najpóźniejszych. Mają super smaczne i bardzo zdrowe owoce.  A jesienią ich liście przebarwiają się na ciemno czerwony do purpurowego kolor. Zdobiąc jesienny ogród.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz