wtorek, 7 kwietnia 2015
Bez jeńców.
No i po świętach. Wbrew obawom zając był bez śniegu. Dwa dni w najbliższym gronie minęły jak z bicza strzelił.. tylko dzieciaki mają jeszcze wolne. Mogą się cieszyć z prezentów od zająca. Myślałem że mi się upiecze i nie będę musiał kupować zabawek , ale nic z tego. Już w piątek słyszałem pytania: wujeek, a co mi kupiłeś na zająca. Wymigać się nie da rady. Bąble byłyby mocno zawiedzione. Trzeba było ruszyć do sklepu, nie było wyjścia. Dwójka najmłodszych dostała puzzle dla dzieci. Każdy inne oczywiście. Jedno dziecie miało kurczaczka, a drugie baranka. Pozostała jeszcze chrześniaczka, ale ją interesował tylko banknot o odpowiednio wysokim nominale. Może i lepiej, bo o ile maluchy cieszą się z każdego prezentu, to trzeba sporo główkować nad czymś dla nastolatków. W niedzielę, jeszcze przed śniadaniem, bąble ruszyły do ogrodu na poszukiwanie prezentów. Na szczęście siostra zdążyła wynieść wszystkie paczki i umieścić je pod jałowcem. Bąble są niesamowite, niby wiedzą, że prezenty kupują rodzice , dziadkowie, czy też wujkowie . To wpadły do domu z prędkością światła, krzycząc; mamusiu, mamusiu zobacz co dostaliśmy od zająca. Ich szczery uśmiech – bezcenne. Niedziela zleciała praktycznie przy stole. Trochę wspomnień, trochę żartów i jedzenie, jedzenie , jedzenie. Picia też trochę było Tylko maluchy szybko odeszły od stołu, ale wiadomo –zabawki W poniedziałek z samego rana tradycji stało się zadość, woda lunęła strumieniami. Bąble uzbrojone we wszystko w czym tylko można przenieść wode, przystąpiły do ataku. Bez litości, bez jeńców. Ale z równie szczerym uśmiechem, jak po znalezieniu prezentów, a może nawet większym.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz