wtorek, 20 października 2015
Demolka.
`Po wczorajszej kolejce u lekarza pozostało tylko wspomnienie, wesołe wspomnienie. Cały czas mam przed oczami obraz krewkiego dziadunia i jego drewnianego „miecza”. Rano opowiedziałem Tomkowi, kilka sytuacji z wczorajszej kolejki u lekarza. Tarzał się ze śmiechu. Choć jako szczęśliwy tatuś dwójki dzieci, sam często musi wystawać w kolejce do lekarza. To takich scen nie dane mu było oglądać. Przy okazji nadmieniłem Tomkowi o puzzlach ramkowych – Farma, które układała mama ze swoją córeczką we wczorajszej kolejce. Jeśli chodzi o prezent dla dzieci, teraz będzie miał wybór – Farma, czy • Avengers (Puzzle Magic Decor). Rano trochę się po śmieliśmy, ale w końcu trzeba było zabrać się do pracy. Styropian nie chciał sam się przyklejać . Dosłownie nie chciał, bo krótko po południu zaczoł padać deszcz i trzeba było przerwać pracę. Aby jednak nie tracić reszty dnia, Tomek stwierdził, że moglibyśmy skuć stare tynki. Spoko demolka to mój żywioł. Tomek wzioł młotowiertarkę i zaczoł skuwanie w pomieszczeniu, które w przyszłości będzie kuchnią.Ja jedną ręką chwyciłem machinę piekielną zwaną przecinakiem, a drugą niezbędną do prawidłowego działania owej machiny część, czyli młotek. Chwilę później w pomieszczeniu, było już siwo od kurzu. Stare wapienne tynki, plus młot udarowy i mamy efekt jak po bombie. Jak na złość wyłączyli wodę. nie mieliśmy się w czym umyć. Do domu wracaliśmy umorusani, aż miło. Siwe twarze, siwe ubrania i tylko oczy na umorusanej twarzy wydawały się być czyste. Tylko wydawały.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz