wtorek, 29 sierpnia 2017

KALAMBURY.

Ostatni wieczór na Przyjezierzu. Jutro wracamy. Dziś wypożyczyliśmy małą  motorówkę. Mateusz z Julką chcieli sprawdzić,  jak to jest, gdy nie trzeba wiosłować. Jednak motorówka jaką mogliśmy wypożyczyć, bez uprawnień. Płynęła bardzo powoli, a na pewno nie tak jakby chciały dzieciaki. Szybko się znudziła. Resztę dnia spędziliśmy leżąc plackiem na plaży obok domku, który wynajmowaliśmy od znajomego. Wieczorem, gdy wszyscy myśleliśmy już o pakowaniu się , bo jutro wracamy. Julka wpadła na pomysł, żebyśmy zagrali w     Kalambury. I wtedy się zaczęło. Młoda szybko sięgnęła z plecaka – Kalambury  i zaczęliśmy zabawę. Podzieliliśmy się na dwie drużyny. Ja byłem w drużynie z Julką, a Mateusz z mamą.   Sto kart z pytaniami, zapewniło nam kilka godzin super zabawy. Julka wiedziała co robi, kupując – Kalambury  w sklepie Trefl.  Walka z czasem nasza gestykulacja i wygibasy, przy próbie pokazania drużynie przeciwnika. Haseł z  kart dołączonych  do gry. Zapewniło nam super zabawę. Coś czuję, że jutro, ciężko będzie nam wstać po takiej dawce   śmiechu i wygibasów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz