Ostatni wieczór na Przyjezierzu. Jutro wracamy. Dziś
wypożyczyliśmy małą motorówkę. Mateusz z
Julką chcieli sprawdzić, jak to jest,
gdy nie trzeba wiosłować. Jednak motorówka jaką mogliśmy wypożyczyć, bez
uprawnień. Płynęła bardzo powoli, a na pewno nie tak jakby chciały dzieciaki.
Szybko się znudziła. Resztę dnia spędziliśmy leżąc plackiem na plaży obok
domku, który wynajmowaliśmy od znajomego. Wieczorem, gdy wszyscy myśleliśmy już
o pakowaniu się , bo jutro wracamy. Julka wpadła na pomysł, żebyśmy zagrali
w Kalambury. I wtedy się zaczęło. Młoda szybko
sięgnęła z plecaka – Kalambury i
zaczęliśmy zabawę. Podzieliliśmy się na dwie drużyny. Ja byłem w drużynie z
Julką, a Mateusz z mamą. Sto kart z pytaniami, zapewniło nam kilka
godzin super zabawy. Julka wiedziała co robi, kupując – Kalambury w sklepie Trefl. Walka z czasem nasza gestykulacja i wygibasy,
przy próbie pokazania drużynie przeciwnika. Haseł z kart dołączonych do gry. Zapewniło nam super zabawę. Coś czuję,
że jutro, ciężko będzie nam wstać po takiej dawce śmiechu
i wygibasów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz