A jednak. Dziś wreszcie dostąpiłem łaski małolatów. Julka z
Mateuszem, po powrocie ze szkoły. Znów zasiedli do „Kolejki”. Choć chwilę
później musieli przerwać grę. Najpierw lekcję. Mama była nieubłagana. Jęki,
stęki obojga graczy, nie robiły na niej wrażenia. Najpierw w kolejce polski i
matematyka, dopiero - „Kolejka”. Z
minami, jakby właśnie runął im świat. Zasiedli do lekcji. Dawno w takim tempie
ich nieodrabiali. Aby szybciej mieć je z głowy i zasiąść do gry. Julka pomogła
bratu w matematyce. Gdy skończyli od razu nastąpiła wymiana przedmiotów na
stole, bo przy stole, a nie jak zwykle przy biurkach odrabiali lekcję. Niestety
dziś babcia jako specjalistka od tamtych czasów. Nie mogła z nimi zagrać w
„Kolejkę”. Tym razem to ja zostałem specjalistą od minionej epoki. Obrazy z
tamtych lat wróciły zaraz po rozpoczęciu gry. Tłum ludzi przed warzywniakiem na
kilka godzin przed otwarciem, bo mają być pomarańcze. Innym razem nocka na
ławce przed sklepem, aby kupić szynkę. Totalna abstrakcja dla małolatów. Tak
jak trzeci stopień zasilania i brak prądu, bez żadnej awarii. No i te
naszyjniki z szarego papieru toaletowego. Wywalczonego w kolejce właśnie. Takie
polskie Hawaje J.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz