Jest
postęp. Dziś nie pada. Za to wiatr zrywa czapki z głów. To jednak nie
zniechęciło dzieciaków do wyjścia na
podwórze. Myślałem, że wczorajsza wizyta w kinie na „Krainie Lodu”. Sprawi, że
do łask wrócą, wspominane wczoraj puzzle - „ „Kraina Lodu”, „Anna i Elsa”, czy
Przyjaciele z Krainy Lodu. Jednak muszą trochę poczekać na swoją kolej, bo
dzieciaki wpadły na pomysł, by wykorzystać wietrzną pogodę i sięgnęły ze
strychu stary latawiec. I się zaczęło. Najpierw, szukanie odpowiedniego
sznurka, bo stary okazał się sparciały. Potem, dorabianie ogona. Stary gdzieś
zaginął. W ten sposób, to jest na szukaniu i dorabianiu brakujących elementów.
Zeszło nam całe przedpołudnie. W końcu
jednak, cytując klasyka „nadeszła wiekopomna chwila”. Latawiec wzbił się w
górę. A wraz z nim, głośne krzyki Julki i Mateusza. Najpierw, radości z lotu
latawca i to od pierwszej próby. Potem zamienione na odgłosy walki, o to, kto
ma nim sterować. Gdy konflikt zaczynał przybierać na sile. Silny podmuch wiatru
zakończył go, jednym zdecydowanym szarpnięciem. Latawiec wyrwał się z rąk
dzieciaków i poleciał tak wysoko, że nie pozostało nam nic innego, jak tylko
odprowadzić go wzrokiem. Przez chwilę, mieliśmy nadzieję, że zaraz wyląduje i
zabawa będzie trwać dalej. Okazało się jednak, że podmuch był tak silny, że
latawiec szybko zniknął nam z oczu. Chowając się gdzieś za wielkimi drzewami. Radość
zamieniła się w smutek. Dwójka, która jeszcze chwilę temu walczyła ze sobą. Teraz
ze spuszczonymi głowami i smutkiem na twarzy wracała do domu. Później spróbuje poszukać
uciekiniera. Jeżeli go nie znajdę, to chyba będę musiał odwiedzić sklep Trefl. Trochę zrobiło mi się żal dzieciaków. przygotowywali
ten latawiec z takim zaangażowaniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz