Wreszcie wyszliśmy z grupy. Wreszcie bez meczu o honor. Dziś
razem z Natalią, moją chrześniaczką. Umówiliśmy się na oglądanie meczu Polska –
Ukraina. Przyjechała do mnie razem z mamą, moją siostrą. Przyjechały już o
piętnastej, więc mieliśmy trochę czasu. Mecz zaczynał się o osiemnastej.
Najpierw trochę powspominaliśmy mecz Polska – Niemcy. Bo Natalia
jest prawdziwą fanką fudbolu. Mimo, że ma dopiero czternaście lat. Zna więcej piłkarzy ode mnie. Wie co to jest
spalony i korner. Później, dla zabicia nudy, bo do meczu było jeszcze dużo czasu , zagraliśmy w “Boom Boom gdzie jest
Dory?”. Dołączyła do nas Julka,
przynosząc jeszcze karty Piotruś – Zootopia, które zostawiła Agnieszka, jej
koleżanka. W karty jednak nie zagraliśmy.
Gra “Boom Boom gdzie jest Dory?”. tak spodobała się Natali, że na „Zootopie” nie starczyło już czasu. I wreszcie się zaczęło. Zawodnicy weszli
na murawę. Z gółośników wydobyły się hymny obu państw. Chwilę później
Lewandowski rozpoczyna grę. Początek meczu i wrzeszczymy z Natalią – zaczynając
jeee, kończymy nie ma. Dwie akcje Polakó po których mogliśmy objąć prowadzenie
i spokojnie dojechać do końca meczu. Najpierw Milik , potem Lewandowski. Niestety
obaj nietrafiają. Pierwsza połowa bezbramkowa. Po przerwie (na której Julka
opuściła nasze grono, nieco rozczarowana, że nie zagraliśmy z nią w Piotrusia –
„Zootopia”.) zmiana w polskiej drużynie na boisko wchodzi Jakub Błaszczykowski.
Pada bramka. Prowadzimy 1:0 i ten wynik
pozostaje do końca meczu. Może mecz nie był najlepszy, ale liczy się wynik, a
ten był korzystny dla nas. Jesteśmy w jednej ósmej finałów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz