Kolejny dzień wspólnego kibicowania, mojego i Natali. Dziś a w zasadzie wczoraj, bo jest środek nocy. Przeżyliśmy
niezły horror. Mecz Polska – Szwajcaria. I znów jak w poprzednim meczu, mogliśmy
objąć prowadzenie już w pierwszych minutach, ale to byłoby zbyt proste. Trzeba było
poczekać do 39 minuty ; odważny rajd Grosickiego, który zagrał piłkę
w poprzek pola karnego, przepuścił ją Milik, a Błaszczykowski
trafił między nogami interweniującego bramkarza. W domu rozległ się krzyk –jeeeeeeest!!!.
Nawet bąble, nomen omen puszczające bąble, to znaczy bańki mydlane –„MessiFootBubbles”.
Dołączyły ze swoim tańcem zwycięzców. Objęci za szyje zaczeli podskakiwać z
radości. Ale mecz trwa dalej. Akcja za akcje. Aż do 82 minuty. Prawdopodobnie najpiękniejszy gol tychmistrzostw Shaqiri uderzył przewrotką z linii pola
karnego, piłka jeszcze odbiła się od słupka. Wszystko zaczyna się od początku. Niestety
do końca podstawowego czasu , nieudaje się roztrzygnąć spotkania. Dogrywka dwa
razy po 15 minut nie daje zwycięzcy. Rzuty karne. Polacy bezbłędnie, Xhaka obok
bramki. I znów bąble odkładają -“Bańki mydlane Messi FootBubbles” i znów
zaczynają taniec zwycięzców. Tym razem ja i Natalia dołączamy do nich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz