niedziela, 26 czerwca 2016

Było ciężko.

Kolejny dzień wspólnego kibicowania, mojego i Natali. Dziś  a w zasadzie wczoraj, bo jest środek nocy. Przeżyliśmy niezły horror. Mecz Polska – Szwajcaria. I znów jak w poprzednim meczu, mogliśmy objąć prowadzenie już w pierwszych minutach, ale to byłoby zbyt proste. Trzeba było poczekać do 39 minuty ; odważny rajd Grosickiego, który zagrał piłkę w poprzek pola karnego, przepuścił ją Milik, a Błaszczykowski trafił między nogami interweniującego bramkarza. W domu rozległ się krzyk –jeeeeeeest!!!. Nawet bąble, nomen omen puszczające bąble, to znaczy bańki mydlane –„MessiFootBubbles”. Dołączyły ze swoim tańcem zwycięzców. Objęci za szyje zaczeli podskakiwać z radości. Ale mecz trwa dalej. Akcja za akcje. Aż do 82 minuty. Prawdopodobnie  najpiękniejszy gol tychmistrzostw  Shaqiri uderzył przewrotką z linii pola karnego, piłka jeszcze odbiła się od słupka. Wszystko zaczyna się od początku. Niestety do końca podstawowego czasu , nieudaje się roztrzygnąć spotkania. Dogrywka dwa razy po 15 minut nie daje zwycięzcy. Rzuty karne. Polacy bezbłędnie, Xhaka obok bramki. I znów bąble odkładają -“Bańki mydlane Messi FootBubbles” i znów zaczynają taniec zwycięzców. Tym razem ja i Natalia dołączamy do nich. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz