wtorek, 14 marca 2017

MAŁA AMAZONKA.

Akwarium jednak było i to olbrzymie. Po wylądowaniu na Dworcu Centralnym, przesiedliśmy się na komunikację miejską. Pół godziny jazdy i byliśmy w Zoo. Julka wreszcie mogła usłyszeć ryk prawdziwego lwa. Mimo, że widziała już lwy w Płocku. To jednak tamte, w dniu naszych odwiedzin, były bardzo leniwe. Nie wychodziły z cienia. Nie wydawały żadnych odgłosów. W pprzeciwieństwie do nich. Lwy z warszawskiego zoo, ryczały jak na zawołanie. No i słonie. Afrykańskie słonie. Jakby ożyły puzzle – „Afrykańskie słonie”. To sprawiło, że na twarzy Julki, zagościł uśmiech. Zagościł na cały weekend. Gdy lwy i słonie mogliśmy odhaczyć. Ruszyliśmy do budynku w którym znajdowało się ogromne 11 metrowe akwarium, imitujące Amazonkę. Widok robi wrażenie. Setki małych i większych rybek, znanych z domowych akwarii. Walczące z prądem wśród niesamowitej roślinności.  To zrobiło wrażenie nawet na mnie. W budynku, gdzie znajdowały się akwaria, spędziliśmy resztę czasu przeznaczonego na zwiedzanie zoo. Późnym popołudniem zawitaliśmy u cioci na nocleg.  Całą niedzielę dzieciaki przy kalejdoskopie 50 gier. Opowiadały cioci, co zrobiło na nich największe wrażenie. Do domu wróciliśmy  około 22-iej. Kąpiel i chwilę później już spały jak zabite.BB

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz