Poniedziałek to jakaś
masakra. Czy weekend nie mógłby trwać do środy?. Człowiek miałby czas by
odpocząć. Przez dwa dni, młodzież dała mi
nieźle w kość. W sobotę od samego rana Mateusz z Julką okupowali mój pokój. Namawiając mnie na
wycieczkę rowerową. Moje plany na ten dzień, były nieco inne. Nie było w nich miejsca na czynny wypoczynek. Nie tym
razem. Ten weekend miał być weekendem „leniwca”. Jakaś książka, trochę
telewizji, żadnego wysiłku fizycznego. Jednak po kilkunastu minutach
wysłuchiwania błagalnych jęków, dałem się namówić. Julka wybrała trasę.
Mieliśmy zrobić pętlę wokół kilku
najbliższych wsi. Ruszyliśmy zaraz po śniadaniu. Kierunek wiatraki nad Wisłą.
Dzieciaki narzuciły nawet całkiem niezłe tępo. Od wiatraków, ruszyliśmy w kierunku tłoczni gazu. Droga biegnie nad brzegiem Wisły. Z góry
rozciąga się widok na ospale płynącą rzekę. Na tym odcinku zaliczyliśmy
pierwszą górską premię. Najpierw szybki
zjazd, a potem ostro pod górę. To wystarczyło, by dzieciaki ujrzawszy sklep,
ogłosiły przerwę na odpoczynek. Trzeba było uzupełnić płyny, a i na małe co nie
co, też znalazło się miejsce. Przy okazji Julka wypatrzyła puzzle Dory wśród
meduz takie same jakie kupiła jakiś czas
temu. Posileni, napojeni, mogliśmy
ruszyć dalej. Teraz do lasu. A dokładnie do starej leśniczówki. Mieszka tam koleżanka Julki. Dziewczyny chodzą
do tej samej klasy. Ojciec Asi to mój
dobry kolega. Tak więc, gdy dziewczyny zajęły się przeglądem lalek i kolekcji
kart do gry Piotruś. Między innymi Fisher
price, czy - Horoskop- talia tematyczna. My z Mateuszem i ojcem asi, poszliśmy
na ambonę myśliwską, która znajduję się na polanie, tuż za domem. Na polanę często przychodzi łoś. Podchodzi
pod same zabudowania. Zaczailiśmy się
tam na niego. Niestety tym razem nie przyszedł. Zjawiła się za to, rodzina dzików. Mama i
sześcioro maluchów. Julka, gdy usłyszała o rodzince dzików, stwierdziła, że dziś,
też jedziemy na wycieczkę. Tym razem
jednak od razu do leśniczówki i dziś ona też idzie na ambonę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz