Jest!. Wreszcie jest. Już zaczynaliśmy się obawiać, że nawet
w górach nie zobaczymy śniegu. Dziś jednak pogoda zrobiła nam niespodziankę
i przykryła okolicę białą pierzyną.
Dzieciaki od razu ruszyły na świeże powietrze. Ledwo można było je nakłonić do śniadania. Nie ma co się dziwić.
U nas śnieg, tej zimy, był tylko raz i to tylko przez kilka godzin, więc
dzieciaki nie mogły przepuścić takiej okazji. Zaczęło się klasycznie, od
rzucania śnieżkami. Potem robienie orłów na śniegu. Skończyło się na zjeżdżaniu na sankach. Dom
koleżanki , stoi na dużej działce, której znaczna część, to teren o dużym
nachyleniu. Idealny do zjeżdżania na sankach właśnie. (na narty trochę za
krótko). Wpadały do domu, tylko, by się czegoś napić i z powrotem na dwór.
Wróciły dopiero, gdy zaczęło się ściemniać.
I to też nie z własnej woli. Trzeba było
stanowczo nakazać powrót do domu.
Czerwone poliki i
oddechy, jakby wbiegli na Giewont J. Trochę zajęło im
dojście do siebie. Gdy buzie nabrały już normalnych kolorów, oddechy wróciły do
normy. Padło hasło, by zagrać w Anty-monopoly. Klasycznym , chodzimy pionkami
po torze zbudowanym z działek, zakupujemy te tereny, budujemy domy i hotele, a potem
gościmy przyjezdnych. Nowa wersja rozszerzona jest o monopolistów i przedsiębiorców. Celem gry jest
uzbieranie większego majątku od naszych konkurentów z tego samego rodzaju
przedsiębiorstw, w momencie, kiedy drugi typ gracza zostanie całkowicie
wyeliminowany. Lub prościej: wygrywa najbogatszy monopolista po bankructwie
wszystkich przedsiębiorców lub najbogatszy przedsiębiorca, po bankructwie
wszystkich monopolistów. Dawniej należało wszystkich przeciwników doprowadzić
do bankructwa, ewentualnie uzbierać pierwszy milion.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz