Jak pisałem wcześniej, wczorajszym popołudniem zasiedliśmy
przy ogrodowym stole do „Kolejki”.
Dołączyła do nas jeszcze córka sąsiadów i się zaczęło. Kombinowanie,
spekulowanie. Walka o karty pomocy jak choćby karta matki z dzieckiem na ręku,
czy towar z pod lady, które przesuną pionek bliżej upragnionych zakupów. Emocje
jak przy grze w – 5 Sekund. Pewnie dla tego, że nam, czyli starszyźnie. Za
każdym razem gdy zasiadamy do „Kolejki”. Wszystko się przypomina. Cały absurd
tamtych czasów. Ale i wieczorne dyżury w kolejce. Gdzie bywało różnie. Czasem
bardzo wesoło, gdy kolejkowiczom dopisywał humor i wymieniali się zabawnymi
historiami ze swojego życia. Czasem wprost przeciwnie, jak wtedy gdy dochodziło
do przepychanek, ubliżania, czy nawet rękoczynów. Gdy ktoś chciał „wepchać” się
bez kolejki. Nie przebierając w słowach
i czynach. Na szczęście tych drugich było mniej. Nasza kolejka jest
zdecydowanie pokojowa, a produkty o które wtedy trzeba było walczyć uśmiechały
się do nas z grilla J.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz