piątek, 24 lutego 2017

TŁUSTY CZWARTEK.

Nie ma jak tłusty czwartek. Pączki, faworki. Tylko jeść. Dziś jednak wokół same boli brzuchy. Zaczęło się od środy. Wtedy Julka z babcią zabrały się za robienie pączków i faworków. Najpierw babcia zarobióła ciasto na pączki. Gdy wyrosło. Razem z Julką zabrały się za masową produkcję. Najpierw babcia rozwałkowała duży kawałek ciasta z którego Julka, szeroką szklanką wykrawała krążki. Gdy już całe rozwałkowane ciasto zostało zamienione na krążki. Julka zaczęła nakładać konfiturę na co drugi krążek. Konfitura oczywiście produkcji babci. Potem młoda zaczęła przykrywać pustymi krążkami te z konfiturą, a babcia formować z nich pączki. Gdy dziewczyny pracowały w pocie czoła, nad pączkami. Z Mateuszem w najlepsze rozgrywaliśmy  kolejną partię gry w – 5 sekund. Co chwilę spoglądając w kierunku kuchni. Czy przypadkiem nie są już gotowe. Jednak robienie pączków, zajmuje sporo czasu.  Przed smażeniem, muszą kolejny raz być pozostawione do wyrośnięcia. Gdy babcia z Julką, uporały się z ostatnim kawałkiem ciasta. Babcia zabrała się za rozgrzanie oleju w dużym garnku. Julka zaś, dołączyła do nas i zagrała z nami w – 5 sekund. W momencie, gdy pierwsze pączki trafiły z garnka na papierowy ręcznik, który wchłonął nadmiar tłuszczu. 5 sekund poszło w odstawkę. Wszyscy natychmiast znaleźliśmy się w kuchni. Tam wbrew zakazowi babci, jedzenia gorących pączków. Każdy złapał za okrągłe  pyszności. Rozpoczęło się wielkie obżarstwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz