Po pączkowym obrzarstwie, czas najwyższy trochę się
rozruszać. Dziś gdy Mateusz z Julką
wrócili ze szkoły. Zabrałem ich na basen. Począdkowo nie wyglądali na
szczęśliwych. Co było dziwne, bo do tej pory na hasło basen. Rozlegał się
okrzyk radości. Tym razem, było inaczej.
Patrząc na ich ruchy, stwierdziłem,że sportem na dziś, mogą być szachy.
Ewentualnie układanie puzzli. Chćby – Afrykańskie słonie. Ale nie ma zmiłuj.
Padło hasło – macie 10 minut na przygotowanie i zameldowanie się w samochodzie.
Trwało to trochę dłużej. Jednak dali radę. Na basenie odzyskali sprawność i
chęci do zabawy. Najpierw trochę popluskali się w małym basenie. Potem ruszyli
na zjeżdżalnie. Tam udowodnili, że sił mają dużo. Bardzo dużo. Wbiegali na
zjeżdżalnię z prędkością światła. Po ociężałości spowodowanej nadmiarem pączków
nie pozostało śladu. Mi też przydało się trochę ruchu. Po powrocie jednak miny
młodym, trochę zrzedły. Mama z szerokim uśmiechem na ustach. Zaprosiła młodzież
do lekcji. Trochę im to zajęło. Jednak gdy już się uporali z pracą domową.
Przyśli do mnie, by zagrać w – kalejdoskop 50 gier. Długo jednak to nie trwało.
Basen i odrabianie lekcji, zrobiły swoje. Po niecałej godzinie gry w
Kalejdoskop 50 gier. Padli oboje. Mateusz padł, nawet bardziej od Julki. Zasnął
w ubraniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz