środa, 23 listopada 2016
PERKOZ NA BIS.
Wczorajszy
spacer do parku, tak się spodobał Julce i Mateuszowi, że dziś wybraliśmy się
ponownie. Tym razem jednak, aby uniknąć
kilkukrotnego chodzenia do sklepu po chleb dla kaczek. Zrobiłem odpowiedni
zapas,już po drodze do parku. Dziś też Mateusz z Julką nie chcieli chodzić po innych częściach
parku. Nie obchodziły ich wiewiórki biegające po drzewach, ani też kolorowe
dzięcioły wystukujące dziobami
specyficzne melodie. Mknęli parkowymi
ścieżkami prosto nad staw z kaczkami i królem akwenu, Perkozem. Ten jednak długi czas się nie zjawiał, a bez
niego,nie było tak wesoło jak wczoraj. Mateusz z Julką stwierdzili, że bez gwiazdy akwenu, to już
nie to samo i idą do domu zagrać w 5 sekund, albo w Piotrusia Zootopię. Nawet już
ruszyli w drogę powrotną i wtedy zjawił się
Perkoz. Slalomem, między kaczkami, podpłynął do brzegu. Gdzie z
podniesionym dziobem, patrzył na nas, jakby nas poznał i czekał, aż zaczniemy
rzucać chleb. I tu wystąpił problem, bo kaczki zjadły już wszystko. Nie mogliśmy go tak zostawić. W dodatku, miny
Mateusza i Julki, były tak błagalne, że chciał nie chciał. Musiałem iść do
sklepu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz