czwartek, 22 lutego 2018

BANKRUCTWO JULKI.



Ostatnie dwa dni, minęły pod znakiem sanek. Rano śniadanie, a potem wyprawa na mini tor saneczkowy po starej żwirowni. Ciężko, było namówić dzieciaki na powrót do domu. Hasło, że zaraz obiad, trzeba wracać. Nie robiło   na dzieciakach  wrażenia. Dziś jednak, ich żądza saneczkarstwa. Została nasycona. Wróciliśmy do domu mocno zziajani z czerwonymi nosami. Od razu dzieciaki musiały się przebrać.  Koszulki  i bluzy, były  mokre od potu.   Mateusz z Julką, byli tak padnięci, że po późnym obiedzie urządzili sobie drzemkę. Gdy już wypoczęli. Zaczęło się zbieranie ekipy do gry w - Anty–monopoly. Namówili nawet babcię, która broniła się brakiem czasu. Uległa jednak, błaganiom Julki. Jak zwykle zresztą. Chwilę później, siedzieliśmy przy stole i rozgrywaliśmy pierwszą kolejkę – Anty-monopoly.
 Julka szybko wysunęła się na prowadzenie. Jako monopolistka musiała najpierw trochę zainwestować. Aby muc budować domy, a potem hotele. Monopolista musi mieć dwie działki. W przeciwieństwie do przedsiębiorcy, któremu wystarczy jedna.  Jednak szczęście  szybko ją  opuściło. Raz  za razem, lądowała na polu – URZĄD ANTYMONOPOLOWY.  Tracąc tam sto sześćdziesiąt euro, za  każdą wizytę.  Pieniądze uzyskane z czynszów, szybko zaczęły znikać. Młoda z monopolistki, stała się bankrutem.  Po zakończeniu gry, orzekła, że jutro zamiast – Anty-monopoly, będziemy grać w 5 sekund  J.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz