Ostatnie dwa dni, minęły pod znakiem sanek. Rano śniadanie,
a potem wyprawa na mini tor saneczkowy po starej żwirowni. Ciężko, było namówić
dzieciaki na powrót do domu. Hasło, że zaraz obiad, trzeba wracać. Nie
robiło na dzieciakach wrażenia. Dziś jednak, ich żądza
saneczkarstwa. Została nasycona. Wróciliśmy do domu mocno zziajani z czerwonymi
nosami. Od razu dzieciaki musiały się przebrać.
Koszulki i bluzy, były mokre od potu. Mateusz z Julką, byli tak padnięci, że po
późnym obiedzie urządzili sobie drzemkę. Gdy już wypoczęli. Zaczęło się
zbieranie ekipy do gry w - Anty–monopoly. Namówili nawet babcię, która broniła
się brakiem czasu. Uległa jednak, błaganiom Julki. Jak zwykle zresztą. Chwilę później,
siedzieliśmy przy stole i rozgrywaliśmy pierwszą kolejkę – Anty-monopoly.
Julka szybko wysunęła się na prowadzenie. Jako
monopolistka musiała najpierw trochę zainwestować. Aby muc budować domy, a
potem hotele. Monopolista musi mieć dwie działki. W przeciwieństwie do
przedsiębiorcy, któremu wystarczy jedna.
Jednak szczęście szybko ją opuściło. Raz
za razem, lądowała na polu – URZĄD ANTYMONOPOLOWY. Tracąc tam sto sześćdziesiąt euro, za każdą wizytę.
Pieniądze uzyskane z czynszów, szybko zaczęły znikać. Młoda z
monopolistki, stała się bankrutem. Po
zakończeniu gry, orzekła, że jutro zamiast – Anty-monopoly, będziemy grać w 5
sekund J.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz